| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
astro boy Moderator
Dołączył: 30 Cze 2006 Posty: 146
|
Wysłany: Pon Gru 03, 2007 3:17 am Temat postu: Janusz Kruciński Absolwent Lart*studiO 1995 |
|
|
Trzeba marzyć, aby coś się zdarzyło
Rozmowa z Januszem Krucińskim, jednym z odtwórców tytułowej roli w polskiej prapremierze musicalu "Jekyll & Hyde" w Teatrze Rozrywki w Chorzowie.
FMK: Spotykamy się z Panem na dwa dni przed polską prapremierą musicalu "Jekyll & Hyde". Dlaczego zdecydował się Pan wrócić na przysłowiowe "stare śmieci" i wziąć udział w castingu do tego musicalu? Czy to chęć powrotu na Śląsk, czy raczej chodziło o tę konkretną rolę?
Janusz Kruciński: I jedno i drugie. Musical "Jekyll & Hyde" znam od 2000 roku, kiedy to po raz pierwszy miałem okazję się z nim spotkać. Od początku byłem nim zafascynowany z tym, że wtedy był daleko poza zasięgiem moich możliwości ze względu na mój wiek. Teoretycznie w dalszym ciągu tak jest, ale już w tej chwili łatwiej jest "nagiąć" pewne rzeczy. Poza tym ja od dość dawna myślałem o tym, że byłoby miło wrócić na Śląsk i tu zrobić coś ciekawego dla widzów, coś, z czego będą czerpali satysfakcję. Akurat nadarzyła się okazja i w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu zbiegły się dwa czynniki - ja miałem trochę wolnego czasu, a w Chorzowie był casting do tego musicalu.
FMK: Jaka była Pana reakcja, gdy dowiedział się Pan, że zagra tę rolę?
Janusz Kruciński: Przerażenie. Przerażenie, ponieważ zawsze, od samego początku miałem świadomość, jak bardzo trudnym zadaniem jest zagranie tej roli. Dotarło do mnie, że właściwie nie ma już odwrotu i trzeba się z tą postacią zmierzyć. W pierwszym momencie na pewno był strach i świadomość tego, co mnie czeka, zaraz potem ogromna radość, niemalże euforia - raz, że znowu Śląsk i Teatr Rozrywki, w którym się tak naprawdę wychowałem i nauczyłem zawodu, a dwa, że taki materiał, a nie inny.
FMK: Jest to rola podwójnie trudna, bo wymaga zagrania w jednym spektaklu właściwie dwóch skrajnie różnych postaci, chwilami pojawiających się na scenie niemal jednocześnie. Jak wyglądała praca nad tą rolą, czy przysporzyła Panu jakichś trudności?
Janusz Kruciński: Jeżeli praca nad jedną rolą może przysporzyć aktorowi trudności, to w przypadku tego musicalu jest to pomnożone razy dwa i jeszcze do kwadratu, ponieważ reżyser bardzo duży nacisk położył na kontrast między Jekyllem a Hyde'm. Z jednej strony Jekyll, który chwilami jest wręcz neurotycznym dzieckiem, zagubionym gdzieś w świecie, który go nie rozumie i nie toleruje. Świecie, który nie daje mu możliwości wzięcia oddechu pełną piersią i przeprowadzenia tego, co wymyślił sobie jako treść swojego życia. A po chwili pojawia się zwierzę, bestia, drapieżnik, morderca, siepacz - wszystko, co sobie wymyślimy i określimy bardzo negatywnymi przymiotnikami oraz rzeczownikami. Dwie zupełne skrajności! Aby sobie z tym poradzić, trzeba było znaleźć w sobie pokłady, najbardziej ukrywanej na co dzień, przed światem, frustracji dnia codziennego oraz zła, wynikającego właśnie z tej frustracji i z tego wszystkiego, co nas napada ze strony świata. A z drugiej strony, ta rola wymaga znalezienia w sobie kogoś zupełnie nieporadnego, kogoś niemalże nieprzystosowanego do życia, a jednocześnie kogoś, kto jest pasjonatem, kto gotów jest poświęcić całego siebie dla zrealizowania jakiejś życiowej pasji. Trzeba było to wszystko w sobie znaleźć, a nie było to łatwe. Dochodzi jeszcze ogromna trudność wokalna tego spektaklu. To jest materiał, w którym nie ma tak pięknych i barwnych wokalnych fajerwerków, jak ma to miejsce w przypadku innych musicali. Jest to oczywiście efektowny i bardzo ładnie napisany musical, jeżeli chodzi o partię wokalną Jekylla i Hyde'a. Natomiast jest bardzo trudny, wymaga szalonej dyscypliny, kondycji, no i stalowych strun głosowych.
FMK: Na przykład utwór "Confrontation", w którym właściwie przemiana pomiędzy Jekyllem i Hyde'm następuje w ciągu sekundy.
Janusz Kruciński: Dokładnie. Z tym, że trudność pojawia się już dużo wcześniej, dlatego że w momencie, kiedy wchodzi się w rejestry takie trochę "zezwierzęcone", struny zaczynają zupełnie inaczej pracować. Już wcześniej każde przejście na normalne śpiewanie jest problemem. Nasze ciało ma to do siebie, że lubi się buntować, kiedy robimy coś wbrew niemu. W związku z tym, od razu pojawiają się symptomy zmęczenia, a to jest dopiero jedna trzecia spektaklu, gdzie tam do Konfrontacji. Właściwie Konfrontacja jest ostatnią taką sceną, ponieważ Ślub już jest tak naprawdę oddechem, jeżeli chodzi o wymagania wokalne. Tam jest już tylko króciutki fragment wokalny i potem upragniona śmierć - to jest moment definitywnego już wytchnienia dla aktora. (śmiech)
FMK: Jak wiadomo odtwórców roli Jekylla w chorzowskiej Rozrywce jest aż trzech. Czy budując swoją postać "podglądał" Pan kolegów, czy raczej polegał na własnej intuicji i wrażliwości artystycznej oraz uwagach reżysera?
Janusz Kruciński: I tak i tak - każdy z nas starał się jak najwięcej czerpać z siebie. Oczywiście wszyscy wzajemnie się podglądaliśmy i każdy z nas ma w tworzeniu tej postaci swój udział, choć każdy z nas ma kawałek innego Jekylla i innego Hyde'a. Koledzy wnosili takie rzeczy, których ja nie wymyśliłem, wiem też, że brali różne drobiazgi ode mnie. Tak właściwie jest to sześć osób w jednej, bo jest nas trzech i jeszcze razy dwóch.
FMK: Jak układała się współpraca z twórcami oraz kolegami - aktorami? Czy ta rola oznacza, że jest szansa na inne Pana role w Teatrze Rozrywki?
Janusz Kruciński: Zacznę od końca. To nie jest pytanie do mnie, tylko do przyszłych realizatorów i do pana dyrektora Miłkowskiego, któremu jestem wdzięczny za to, że otrzymałem kolejny kredyt zaufania oraz, że zaangażował mnie do tego spektaklu. Ja zawsze pozostaję otwarty. Oczywiście, los wolnego strzelca dzisiaj jest taki, że troszeczkę trzeba za tą pracą biegać, samemu trzeba sobie zapewnić ciągłość pracy. Przemknęło mi przez myśl, żeby przyjechać na przesłuchania do "West Side Story", ale akurat miałem tyle w danym momencie pracy, że nie było w ogóle sensu, żeby zawracać komukolwiek głowę swoją obecnością tutaj. Jeżeli coś robić dobrze, to po prostu być i robić, a nie udawać, że się jest w pracy. Jeżeli zdarzy się w przyszłości taka okoliczność, że będzie tytuł, w którym będzie jakiś interesujący materiał dla mnie i ktoś pomyśli, że może pan Kruciński, by to zrobił, a ja akurat będę wolny, to zawsze bardzo chętnie. Stąd jestem, tu wyrosłem, tu się wszystkiego nauczyłem i zawsze z wielką sympatią wejdę w te mury i zrobię coś ciekawego z tym zespołem. We współpracy wiadomo, że zawsze są jakieś iskry i jakieś tarcia - jesteśmy ludźmi i to jest normalne, ale życzyłbym wszystkim takiej pracy, jak ta, która ma miejsce tutaj. Pomimo tego, że połowy zespołu, który będzie brał udział w "J&H", nie znam, bo to ludzie, którzy przyszli do Rozrywki w czasie mojej pięcioletniej tutaj nieobecności, to jednak od razu się dogadaliśmy. Do tego dochodzą wspomnienia i sympatia ze strony tych, z którymi się pamiętamy, dobrze znamy i niejedną beczkę soli zjedliśmy w tym teatrze. To wszystko spowodowało, że nastrój był bardzo miły.
FMK: Zagrał Pan w wielu znanych musicalach i spektaklach muzycznych - "Miss Saigon", "West Side Story", "Jesus Christ Superstar", "Sztukmistrz z Lublina". Jakie miejsce w pańskiej osobistej hierarchii zagranych ról zajmuje Jekyll?
Janusz Kruciński: Takie samo, jak każdy inny tytuł, czyli najważniejsze. To jest tak - ja to przynajmniej w ten sposób postrzegam - że każda sztuka, każda rola, którą się robi w danym momencie, jest najważniejsza, ponieważ uczy czegoś nowego oraz zmusza do podejmowania kolejnych wyzwań. Tak naprawdę aktor się nigdy nie cofa. Każda nowa rola, to jest doskonalenie swojego warsztatu, podnoszenie swoich umiejętności oczko wyżej. W związku z powyższym w danym momencie to, co się robi, jest najważniejsze i pozostaje takim do momentu, w którym rozpoczyna się kolejna przygoda. I znowu okazuje się, że nie jest to poprzeczka na wysokości 6,15m., tylko jest 6,20m. i ten próg też trzeba przeskoczyć. W tej chwili bez wątpienia, to jest właśnie najtrudniejsze, najciekawsze, najwspanialsze przeżycie, a następne pewnie kiedyś tam znowu się zdarzy.
FMK: Mówi się, że trzeba marzyć, aby coś się zdarzyło. Czy jest jakaś rola musicalowa, którą chciałby Pan zagrać a jeszcze nie miał okazji?
Janusz Kruciński: Dowód na prawdziwość tego stwierdzenia przedstawię w inny sposób. W momencie, kiedy jedenaście lat temu (w 1996 roku) przyszedłem do Teatru Rozrywki od samego początku, kiedy tylko zobaczyłem "Evitę", marzyłem o tym, żeby zagrać Che. Tak bardzo mi się ten materiał spodobał, że właściwie po trzech miesiącach pracy tutaj znałem go już na pamięć i chodząc po Chorzowie, potrafiłem na wyrywki zanucić każdy fragment. Czas pokazał, że chwilę później grałem tę właśnie postać. Takim wielkim marzeniem - trochę nie do końca zrealizowanym, bo raptem przydarzyło się kilka razy - było zagranie postaci Jezusa w musicalu "Jesus Christ Superstar". Jednak udało się i to mnie bardzo cieszy. Chris w "Miss Saigon" był marzeniem, które gdzieś tam we mnie żyło, ale nie myślałem o nim realnie. Naraz okazało się ni stąd ni zowąd, że los się do mnie uśmiechnął. Tak jak powiedziałem, musical "Jekyll & Hyde" poznałem 7 lat temu i pomyślałem sobie, że to jest taka postać, którą przyjemnie byłoby w przyszłości zagrać. Przez te siedem lat w najśmielszych snach nie byłem sobie w stanie wyobrazić, że tak się stanie. Przez przypadek w Warszawie, na przesłuchaniach do zupełnie innego spektaklu, pocztą pantoflową dowiedziałem się od znajomych o castingu do "J&H". I w tym momencie oczy zaświeciły mi się tak, że kulisy wypełniły się światłem tysiąca lamp błyskowych. Coś tam w mojej głowie zaświtało, zatłukło się serduszko i natychmiast zadzwoniłem do Chorzowa. Trzymałem rękę na pulsie, żeby wiedzieć, kiedy odbędzie się casting. Udowodniłem więc, że marzenia się spełniają... A jakie jest moje kolejne marzenie? Na razie nie wiem. W tej chwili moim największym pragnieniem jest to, żeby w sobotę wieczorem ludzie czuli żal, żeby się bali i współczuli, żeby byli przerażeni i zasmuceni. Chciałbym, żeby czuli po prostu to, co ja będę starał się poczuć, będąc na scenie. To jest moje największe marzenie. Jeżeli uda mi się je zrealizować, będę wdzięczny Opatrzności, że pozwoliła mi na to, i że znowu mogłem widzom dać coś z siebie.
FMK: A czy takim marzeniem nie byłoby na przykład zagranie Eryka w "Upiorze w operze"?
Janusz Kruciński: Nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Myślałem o tym przez moment, na etapie kolejnych przesłuchań do "Upiora.", które trwały przecież od kwietnia tego roku. Było ich kilka z rzędu i owszem, było to jakieś marzenie. Jest to oczywiście bez wątpienia jedna z najpiękniejszych pereł, jeśli chodzi o rock - operę i musicale. Ale na rolę Eryka to jeszcze chyba nie ten moment. A może za bardzo moje myśli zaprzątnięte są złem i dobrem, które mam teraz w sobie. Rejteruję. Odmawiam odpowiedzi na to pytanie. (śmiech)
FMK: Dziękujemy za rozmowę i trzymamy kciuki. Jest trema przed sobotą?
Janusz Kruciński: Nie, ale nie ma tremy tylko dlatego, że należę do gatunku tych aktorów, którzy dostają jej na pięć sekund przed ostatnim gongiem. Jakby ktoś miał okazję zbadać moje tętno i ciśnienie na pięć minut przed rozpoczęciem spektaklu w sobotę, to podejrzewam, że natychmiast odesłałby mnie na intensywną terapię (śmiech). Tak więc, wszystko będzie na miejscu w swoim czasie.
Rozmawiały Anna Miozga i Magdalena Widuch
Dziennik Teatralny Katowice
1 grudnia 2007
astro boy )* |
|
| Powrót do góry |
|
 |
astro boy Moderator
Dołączył: 30 Cze 2006 Posty: 146
|
Wysłany: Czw Gru 13, 2007 5:08 pm Temat postu: Doktor Jekyll jest nareszcie wolny |
|
|
Jekyll & Hyde" w reż. Michała Znanieckiego w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Pisze Danuta Lubina-Cipińska w Rzeczpospolitej.
«Najlepsze widowisko w Teatrze Rozrywki od czasów wystawienia "Evity" w 1994 roku.
Robert Louis Stevenson nie wymyślił dr. Jekylla i Mr. Hyde'a. On go w nas zobaczył. Dowodzi tego prapremierowa na polskich scenach inscenizacja musicalu Franka Wildhorna i Leslie Bricusse'a "Jekyll & Hyde".
Spektakl osadzony został, zgodnie z literackim pierwowzorem Stevensona, w realiach Londynu z 1880 roku. Rzecz o dwoistości charakteru człowieka nie jest wyłącznie opowieścią o metamorfozie dobrze ułożonego i nieco romantycznego dr. Jekylla w bestię o morderczych instynktach, jaką jest pan Hyde.
W koncepcji reżysera spektaklu Michała Znanieckiego na pierwszy plan wysuwa się obnażenie społecznej hipokryzji. W chorzowskim "Jekyllu &Hydzie" widać, że naprawdę jesteśmy inni, niż pokazujemy się otoczeniu. Każdy z nas ma w sobie wolność, której się boi, prawdę, której nie chce obnażyć. Znaniecki tak prowadzi sceniczną narrację, że widz nie
ma wątpliwości, iż najważniejszą kwestią w musicalu jest zdanie wykrzyknięte przez Jekylla w momencie przemiany w Hyde' "Jestem wolny! Nareszcie wolny!".
Rola eksperymentującego z własną psychiką Jekylla-Hyde'a jest arcytrudna. Aktor musi przechodzić szybkie transformacje, co wymaga wielkiej dyscypliny. Musi zmieniać barwę głosu i sposób śpiewania, a ma do wykonania aż 24 różnorodne songi. Grający tę postać Janusz Kruciński spisał się znakomicie, jest przekonujący i wiarygodny. Zachwycająca jest Wioletta Białk w partii prostytutki Lucy zachowującej świeżość i niewinność lirycznej dziewczyny. To wielka kreacja artystki o ogromnych możliwościach głosowych i nietuzinkowym talencie aktorskim. Duet Lucy i Jekylla-Hyde'a jest prawdziwie mistrzowski, choć i pozostałe role - na przykład Alony Szostak jako narzeczonej dr. Jekylla - zapadają w pamięć.
Dwoistość natury cechuje nie tylko tytułowego bohatera. Nie ma tu postaci, która pod jakąś maską nie skrywałaby drugiej natury. Mieszkańców Londynu, zarówno arystokrację, jak biedotę, Znaniecki wyposażył w cienie ilustrujące tę dwoistość. Zakonnica kryje pod habitem wyuzdaną kokotę, biskup - autorytet moralny - okazuje się pedofilem, najbardziej wzięta prostytutka - kobietą zdolną do najczystszych uczuć.
"Jekyll & Hyde" to widowisko perfekcyjne. Totalne. I to przez bite trzy godziny.
Paweł Dobrzycki zaprojektował mobilną scenografię. Wykorzystał obrotówkę i balkony, uruchomił rampę, zagarnął część widowni. Powstały plany wertykalne i horyzontalne, które nieustannie pulsują, zmieniają się, przenikają. W efekcie nie ma czasu na nudę, wszystko toczy się w oszałamiającym tempie, scena po scenie zaskakuje rozwiązaniami.
Całą tę gigantyczną przestrzeń wypełnia choreografia Katarzyny Aleksander-Kmieć. Budzi podziw w solowych partiach, zwala z nóg w scenach zbiorowych, szczególnie - w mocno perwersyjnym tańcu w nocnym klubie. Kostiumy Barbary Ptak nadają widowisku przepych, od którego aż oczy bolą. A wysmakowana kolorystyka strojów współgra z mistrzowską oprawą światła Marka Mroczkowskiego.
Dobrze napisana, nierzadko niepokojąca, częstokroć efektowna, choć niestety pozbawiona finałowego szlagieru muzyka dopełnia wrażeń. A przy tym jest i strasznie, i lirycznie, a nawet z humorem. Po prostu feeria emocji i doznań, m»
"Doktor Jekyll jest nareszcie wolny"
Danuta Lubina-Cipińska
Rzeczpospolita nr 291/13.12.07
13-12-2007
astro boy )* |
|
| Powrót do góry |
|
 |
admin Site Admin
Dołączył: 15 Mar 2006 Posty: 5
|
Wysłany: Sro Sty 16, 2008 7:57 pm Temat postu: Doktor Jekyll jest nareszcie wolny |
|
|
"Jekyll & Hyde" - reż. Michał Znaniecki - Teatr Rozrywki w Chorzowie
(Janusz Kruciński jako Henry Jekyll i Edward Skarga)
Foto Tomasz Zakrzewski
Musical “Jekyll & Hyde” w Chorzowie / Najlepsze widowisko w Teatrze Rozrywki od czasów wystawienia “Evity” w 1994 roku
Robert Louis Stevenson nie wymyślił dr. Jekylla i Mr. Hyde’a. On go w nas zobaczył. Dowodzi tego prapremierowa na polskich scenach inscenizacja musicalu Franka Wildhorna i Leslie Bricusse’a “Jekyll & Hyde”.
Spektakl osadzony został, zgodnie z literackim pierwowzorem Stevensona, w realiach Londynu z 1880 roku. Rzecz o dwoistości charakteru człowieka nie jest tylko i wyłącznie opowieścią o metamorfozie dobrze ułożonego i nieco romantycznego dr Jekylla w bestię o morderczych instynktach, jaką jest pan Hyde.
W koncepcji reżysera spektaklu Michała Znanieckiego na pierwszy plan wysuwa się obnażenie społecznej hipokryzji. W chorzowskim “Jekyllu & Hydzie widać, że naprawdę jesteśmy inni, niż pokazujemy się otoczeniu. Każdy z nas ma w sobie wolność, której się boi, prawdę, której nie chce obnażyć. Znaniecki tak prowadzi sceniczną narrację, że widz nie ma wątpliwości, iż najważniejszą kwestią w musicalu jest zdanie Jekylla, wykrzyknięte w momencie przemiany w Hyde’a: “Jestem wolny! Nareszcie wolny!”.
Rola eksperymentującego z własną psychiką Jekylla-Hyde’a jest arcytrudna. Aktor musi przechodzić szybkie transformacje, co wymaga wielkiej dyscypliny. Musi zmieniać barwę głosu i sposób śpiewania, a ma do wykonania aż 24 różnorodne songi. Grający tę postać Janusz Kruciński spisał się znakomicie, jest przekonujący i wiarygodny.
Zachwycająca jest Wioletta Białk w partii prostytutki Lucy zachowującej świeżość i niewinność lirycznej dziewczyny. To wielka kreacja artystki o ogromnych możliwościach głosowych i nietuzinkowym talencie aktorskim. Duet Lucy i Jekylla-Hyde’a jest prawdziwie mistrzowski, choć i pozostałe role – choćby Alony Szostak jako narzeczonej dr. Jekylla – zapadają w pamięć.
Dwoistość natury cechuje nie tylko tytułowego bohatera. Nie ma tu postaci, która pod jakąś maską nie skrywałaby drugiej natury. Mieszkańców Londynu , zarówno arystokrację, jak biedotę Znaniecki wyposażył w cienie ilustrujące tę dwoistość. Zakonnica kryje pod habitem wyuzdaną kokotę, biskup – autorytet moralny - okazuje się pedofilem, najbardziej wzięta prostytutka - kobietą zdolną do najczystszych uczuć.
“Jekyll & Hyde” to widowisko perfekcyjne. Totalne. I to przez bite trzy godziny.
Paweł Dobrzycki zaprojektował mobilną scenografię. Wykorzystał obrotówkę i balkony, uruchomił rampę, zagarnął część widowni. Powstały plany wertykalne i horyzontalne, które nieustannie pulsują, zmieniają się, przenikają W efekcie nie ma czasu na nudę, wszystko toczy się w oszałamiającym tempie, scena po scenie zaskakuje rozwiązaniami.
Całą tę gigantyczną przestrzeń wypełnia choreografia Katarzyny Aleksander-Kmieć. Budzi podziw w solowych partiach, zwala z nóg w scenach zbiorowych, szczególnie - w mocno perwersyjnym tańcu w nocnym klubie. Kostiumy Barbary Ptak nadają widowisku przepych, od którego aż oczy bolą. A wysmakowana kolorystyka strojów współgra z mistrzowską oprawą światła Marka Mroczkowskiego.
Dobrze napisana, nierzadko niepokojąca, częstokroć efektowna, choć niestety pozbawiona finałowego szlagieru, muzyka dopełnia pełni wrażeń. A przy tym jest i strasznie i lirycznie, i nie brak nutek humoru. Po prostu feeria emocji i doznań.
Teatr Rozrywki w Chorzowie, "Jekyll & Hyde", muzyka: Frank Wildhorn, libretto i teksty piosenek: Leslie Bricusse, przekład: Michał Ronikier, polskie teksty piosenek: Michał Rusinek, reżyseria: Michał Znaniecki, choreografia: Katarzyna Aleksander-Kmieć, scenografia: Paweł Dobrzycki i Barbara Ptak kierownictwo muzyczne: Jerzy Jarosik.
Prapremiera polska: 1 grudnia 2007
Danuta Lubina-Cipińska
Rzeczpospolita (13.12.07)
7 stycznia 2008
astro boy)* |
|
| Powrót do góry |
|
 |
astro boy Moderator
Dołączył: 30 Cze 2006 Posty: 146
|
Wysłany: Nie Lut 10, 2008 9:16 pm Temat postu: Fragmenty Forum dyskusyjnego MUSICAL.PL |
|
|
- Dla mnie to jeden z najlepszych śpiewających aktorów. Ma wspaniały głos, ktory ciągle doskonali.
Niestety, nie widziałam go ani w "Miss Saigon", ani w "Sztukmistrzu z Lublina", ale za to znam go z czasów, kiedy większość z was nie miała jeszcze pojęcia o jego istnieniu, czyli z czasów Teatru Rozrywki - Szymon Piotr w "Jesus Christ SuperStar", Rocky w "The Rocky Horror Show", Che w "Evicie", Gilbert w "Ani z Zielonego Wzgórza"... to były czasy.
- Oj, chyba nie musze nawet wspominac, jak wiele znaczy dla mnie ten artysta. smile.gif Po raz pierwszy uslyszalam i zobaczylam go w "Sztukmistrzu..." i juz na wejsciu powalil mnie na kolana utworem "Grajmy Panu". notworthy.gif Swietny aktor o boskim glosie! Ech, ideal!
-Glos ma wspanialy!!!!! Ja widzialam go w "Miss..."
-Jest to jeden z moich ulubionych aktorów musicalowych. Widizałam go jako Rockeigo w "The ROcky Horror Show", Piotra w "Jesus Christ Superstar", Chrisa w "Miss Saigon", Chagala w "Tańcu Wampirów" i w każdej roli jest swietny. Musze wybrać sie na Sztukmistrza. Koniecznie!!! Moim zdaniem ma świetny głos i jest rewelacyjny aktorsko. A do tego przesympatyczny człowiek. Taki normalny.
-Oj zgadzam się! Toż to geniusz jeżeli chodzi o wokal i w stu procentach taki jaki mi się podoba!
Koniecznie wybierz się na Sztukmistrza, bo warto - to jest poprostu mistrzostwo świata!
A co do roli Chrisa, to akurat trudno mi wybrać pomiędzy nim a Damianem Aleksandrem, obydwaj byli świetni wokalnie, ale Damian w przeciwieństwie do J.Krucińskiego to leń śmierdzący i czasami nie dawał z siebie wszystkiego na co go stać - natomiast każdy spektakl z J.K był równie dobry! Ja podziwiam osobiście tego Pana i jeżeli wolno mi tak powiedzieć, to czuję się jego fanem absolutnym.
-Och..Janusz smile.gif to po prostu cudowny czlowiek mialam okazje z nim obcowac i byly to swietnie spedzone chwile zawsze bede Go milo wspominac.Szkoda ze juz nie mamy okazji wspolpracowac ze soba. GLos cudny. Osobowosc takze.
-Też jestem fanka absolutną. Ogromnie żałuję, że nie zobaczę go jako Chagala we wrześniu czy październiku A na Sztukmistrza MUSZĘ wreszcie dotrzeć.
- Jeżeli jeszcze nie widziałaś Sztukmistrza to musisz to koniecznie nadrobić - to jego popisowa rola obecnie - poza tym wydaje mi się, że taki spektakl jak Sztukmistrz szybko nie zejdzie - licencji żadnych na określony czas nie podpisywali - wszystko zależy od ludzi - a zainteresowanie wciąż jest duże póki co.
Janusz ogólnie wystepuje w spektaklach w Rampie - jest np. również w obsadzie "Złotej Kaczki" - ale tego to ja nie widziałem.
- btw, wiecie ze Janusz ma wlasna strone? http://www.yach.pl/strona.htm
astro boy)* |
|
| Powrót do góry |
|
 |
astro boy Moderator
Dołączył: 30 Cze 2006 Posty: 146
|
Wysłany: Sob Lip 12, 2008 1:57 pm Temat postu: Niebezpieczna gra |
|
|
Niebezpieczna gra
Rozbudzenie uczuć wśród publiczności jest podstawową funkcją musicalu. "Jekyll & Hyde" w Teatrze Rozrywki w Chorzowie w reżyserii Michała Znanieckiego to utwór poruszający i współczesny. Przedstawia aktualny temat, dotyczący prawdy i kłamstwa oraz dwoistości natury ludzkiej.
Musical "Jekyll & Hyde" jest oparty na powieści Roberta Louisa Stevensona. Spektakl, który możemy podziwiać w Teatrze Rozrywki w Chorzowie angażuje wszystkie zmysły widza, jednak przede wszystkim porusza uniwersalną tematyką. "Jekyll & Hyde" pokazuje nam, że nie zawsze możemy kontrolować samych siebie. To, co jest w nas, może uciec nam spod kontroli i nas zniszczyć. Tkwią w nas dwie natury: dobro i zło, a "lęk budzi w nas tylko to, co nieznane". Wciąż trwa niebezpieczna gra między nasza dobrą i złą częścią natury.
W koncepcji reżysera spektaklu Michała Znanieckiego na pierwszy plan wysuwa się obnażenie społecznej hipokryzji. W chorzowskim "Jekyll & Hyde" człowiek ma dwie twarze. Otoczenie nie zna jego prawdziwej natury. Każdy ukrywa się za maską, której nie chce obnażyć. Ma w sobie wolność, której się boi, prawdę, której nie chce poznać lub, którą zna, ale nie chce, by poznali inni. Doktor Henry Jekyll pragnie zniszczyć zło, które gnieździ się w ludziach. Jednak pod wpływem swego eksperymentu wyzwala zło w sobie samym. Edward Hyde jest jego alter ego, ciemną stroną duszy Jekylla. Popełnia szereg zbrodni, których ofiarami padają hipokryci, którzy powinny stać na straży moralności.
Na każdej płaszczyźnie spektakl jest przemyślany i nie ma w nim zbędnych szczegółów. Dobrze poprowadzono zarówno solistów, jak i aktorów grających licznych mieszkańców Londynu i tych, którzy byli odpowiednikami ich cieni. Mają one za zadanie symbolizować złą stronę ludzkiej natury. Każdy z nas ma swój cień, który skrywa naszą mroczną naturę i ujawnia się wtedy, gdy zostajemy sami, gdy nikt nas nie widzi. Interpretacja "Doktora Jekylla i pana Hyde" w Teatrze Rozrywki pokazuje, że w każdym człowieku ścierają się dwie fundamentalne wartości dobra i zła, które często są po prostu skrywane, za zasłoną roli społecznej, ubioru, maski. Najlepszym na to dowodem jest główny bohater. Jednak w spektaklu przedstawiono, że dotyczy to każdego, czego przykładem może być zakonnica, która pod habitem kryła swoje prawdziwe powołanie.
W rolę Jekylla i Hyde'a wcielił się Janusz Kruciński, znany chorzowskiej publiczności z wielu dobrych ról. Tym razem pokazał najwyższy poziom rzemiosła aktorskiego. Jest łagodny jako Jekyll i brutalny jako Hyde. Każdy jego ruch jest dopracowany i przemyślany, a przede wszystkim wygrany w sposób naturalny. Role kobiece zasługują na szczególną uwagę. Wioletta Białk w roli Lucy jest największą gwiazdą obok Janusza Krucińskiego. Jej wokal i gra harmonijnie współgrają, chwytając widza za serce. Emma w wykonaniu Alony Szostak jest przeciwieństwem Lucy. Jest silną i niezależną kobietą, która nie cofnie się przed goryczą porażki. Wyróżnia się nie tylko dzięki dobrym partiom wokalnym, ale także kostiumami. Ich stałym elementem przewodnim są spodnie, które wskazują na jej niezależność. Niezwykle wyrazistą drugoplanową rolę stworzyła Beata Chren jako Nellie. Za fasadą zakonnicy kryła się perwersyjna prostytutka.
Jedną z najlepszych scen w spektaklu jest wizyta Jekylla w domu rozpusty. Zrobiona z rozmachem w stylu Moulin-Rouge z fenomenalnym wykonywaniem songu Lucy. Scena jest przepełniona erotyzmem i tańcem. Mężczyźni w obcisłych, czarnych gorsetach, zjeżdżają po rurze, a pióra i efektowne podnoszenia robią imponujące wrażenie. Scenografia Pawła Dobrzyckiego współgra z kostiumami - te dwa elementy tworzą w spektaklu spójną całość. Scenograf wykorzystał każdy kawałek przestrzeni: obrotową scenę, balkony, widownię i ruchomą rampę. Wiele równoległych miejsc akcji pozwoliło Katarzynie Aleksander-Kmieć rozwinąć skrzydła w tworzeniu bardzo interesującej choreografii, która sprawia wrażenie, że zespół baletowy jest ciągle w ruchu. Choreografia nastawiona jest na przekazywanie emocji i stanów postaci. W ten sposób została wypełniona luka - brak motywu przewodniego. W zamian za to występują partie solowe, musicalowe, operowe oraz chóralne, które budzą w widza niezwykłe doznania. Barwną stroną przedstawienia są bogate kostiumy autorstwa Barbary Ptak. Kostiumolog wzorowała się na modzie, panującej w czasach wiktoriańskiej Anglii, tak więc nie zabrakło dużych kapeluszy z piórami, szerokich sukien, męskich fraków. W kostiumach jest wiele znaczeń, ukrytych symboli, humoru oraz zabawy konwencjami.
Nie ma tu tradycyjnie rozumianego szczęśliwego zakończenia - Jekyll umiera, jednak razem z nim ginie Hyde. Sztuka stanowi afirmację życia, ale w inny sposób, gdyż śmierć kontynuuje odwieczną walkę z życiem i złem. Reżyser Michał Znaniecki stworzył spójne widowisko, które zachwyca swoim rozmachem. Wspaniałe głosy solistów, choreografia i kostiumy - składają się na sukces, na jaki od dawna czekaliśmy w Teatrze Rozrywki.
Teatr Rozrywki w Chorzowie
"Jekyll & Hyde"
muzyka: Frank Wildhorn
libretto i teksty piosenek: Leslie Bricusse
przekład: Michał Ronikier
polskie teksty piosenek: Michał Rusinek
reżyseria: Michał Znaniecki
choreografia: Katarzyna Aleksander-Kmieć
scenografia: Paweł Dobrzycki i Barbara Ptak
kierownictwo muzyczne: Jerzy Jarosik
Obsada: Henry Jekyll - Janusz Kruciński, Emma Carew - Alona Szostak, Lucy Harris - Wioletta Białk, Gabriel John Utterson - Jacenty Jędrusik, Sir Danvers Carew - Andrzej Kowalczyk, Ojciec Jekylla/Poole - Edward Skarga, Simon Stride - Mirosław Książek, Lady Beaconfield - Anna Ratajczyk, Biskup Basingstoke - Marian Florek, Lord Savage - Jan Bógdoł, Generał Lord Glossop - Adam Szymura, Sir Archibald Proops - Sebastian Ziomek, Nellie - Beata Chren, Stręczyciel/Kapłan - Jarosław Czarnecki, Aptekarz Bisset - Marek Chudziński, Zalotnik - Krzysztof Knurek i inni
Oraz Orkiestra Teatru Rozrywki pod dyrekcją Jerzego Jarosika
Prapremiera polska: 1 grudnia 2007
Agnieszka Manowska
Dziennik Teatralny Katowice
10 lipca 2007
astro boy )* |
|
| Powrót do góry |
|
 |
astro boy Moderator
Dołączył: 30 Cze 2006 Posty: 146
|
Wysłany: Sob Lip 12, 2008 2:00 pm Temat postu: Spojrzeć za fasadę |
|
|
Spojrzeć za fasadę
Idealistyczne marzenia jednostki kontra wrodzone zło przypisane człowieczeństwu - historia ciągle uczy, że wynik takiego pojedynku jest zawsze przesądzony. Jak więc musical, gatunek, bądź co bądź, "lekki, łatwy i przyjemny" może zmierzyć się z problemami najwyższej wagi, z zagadnieniami, nad którymi łamały sobie głowy najtęższe umysły świata, od średniowiecza aż po współczesność? Musical Franka Wildhorna i Leslie Bricusse'a śmiało stawia czoła rozważaniom najwyższej wagi, tak samo, jak półtora wieku temu czynił to Robert Louis Stevenson. Wyzwanie podjął Michał Znaniecki, realizując w chorzowskim Teatrze Rozrywki pasjonującego "Dra Jekylla i pana Hyde'a".
Powietrzne jest duszne, przesiąknięte hipokryzją. Przestrzeń zdaje się być źródłem klaustrofobii. Epoka wiktoriańska w pełnej krasie - moralny gorset uwiera społeczeństwo, zostawia niemal ślady krwi na delikatnej skórze, umysły spętane są do granic możliwości. Jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej pouczał Goya, że "gdy rozum śpi, budzą się upiory". Jednak upiory obudzą się wcześniej czy później, bez względu na wszystko, bo każdy ma swego demona. Na surowym i raczej dość ponurym tle czasów wiktoriańskich jaśnieje postać szlachetnego i zdecydowanie zbyt uczuciowego doktora Henry'ego Jekylla. Jego pragnienie ratowania obłąkanych jest totalnie irracjonalne dla myślących aż nazbyt trzeźwo (zwłaszcza o własnych korzyściach) tak zwanych społecznych autorytetów. Idealista, osaczony przez brutalność życia i umysłową ciasnotę epoki wiktoriańskiej, pozostaje na placu boju sam ze sobą. A właściwie to sam z gorszą częścią samego siebie.
"Dziwna historia doktora Jekylla i pana Hyde'a" jest już w zasadzie ikoną kultury, nie trzeba czytać tej osobliwej powieści (lub jak wolą niektórzy - długiej noweli), aby chociażby w sposób bezrefleksyjny posługiwać się archetypiczną już niemal historią. A jak każdy mit, który na dobrze zadomowił się już w kulturze (zwłaszcza masowej), potrzebuje ogromnej pasji, aby znów ożyć, aby stać się na powrót historią ważną, istotną, osobistą, wzbudzającą wewnętrzne drżenie. Chorzowski teatr zdecydował się ożywić ten kulturowy mit zaklęty przez Widlhorna i Bricusse'a w formę musicalu. I efekt końcowy zapiera dech w piersiach, porusza, napawa zdziwieniem i absorbuje tak bardzo, że niewiele już czasu pozostaje na zachwyt.
A jest się czym zachwycać - od muzyki świetnie wykonanej przez orkiestrę pod batutą Jerzego Jarosika poprzez piękne kostiumy Barbary Ptak i scenografię Pawła Dobrzyckiego. Osobnym atutem spektaklu jest choreografia Katarzyny Aleksander-Kmieć - jak zwykle charakterystycznej i nietuzinkowej, ale fantastycznie wpisującej się w całość przedstawienia. Taniec i sceniczny ruch stanowi tutaj integralną część spektaklu, nie tracąc nic ze swego piękna. Słowem - symbioza idealna.
Jednak musical to chyba przede wszystkim śpiew i poszczególne role. Janusz Kruciński już dawno temu udowodnił, jak wspaniałym głosem dysponuje. Tym razem musiał podjąć się zagrania i zaśpiewania podwójnej roli. Potrafi być urzekającym, szczerym i niemalże w swej dobroci fanatycznym Jekyllem, aby wkrótce przeistoczyć się w zwierzęcego Edwarda Hyde'a o ochrypłym głosie. Oglądanie go na scenie w obu wcieleniach, jest jednak niekłamaną przyjemnością. Chyba niczego nie można zarzucić też Ewie Grysko, której czysty głos pasuje jak ulał do nietuzinkowej, lecz delikatnej narzeczonej Henry'ego. Marta Florek jako piękna Lucy o dwóch twarzach, drapieżnej artystki-kurtyzany rodem z kabaretu i wrażliwej dziewczyny marzącej o miłości, pokazuje zupełnie inną dwulicowość epoki: seksualne wyuzdanie nie ma nic wspólnego z czystością duszy i zwykłymi ludzkimi problemami, pragnieniami, emocjami. Lucy w jej wykonaniu uwodzi i wzrusza, ponieważ jest kobietą z krwi i kości - świadomą swej cielesności, a przy tym bardzo wrażliwą.
"Dziwna historia doktora Jekylla i pana Hyde'a" była w XIX wieku niczym zerwanie kurtyny, która dotychczas była społecznym przyzwoleniem na niemoralność elit. Stevenson dał niemalże freudowską diagnozę człowieka - a dzisiaj wydaje się być ona szczególnie aktualna, kiedy dotyczy wszystkich bez wyjątku. Innym problemem jest filozoficzno-teologiczna wymowa dzieła. "Jekyll & Hyde" zdaje się stawiać raczej na dramaturgię przeżyć jednostki, nie zaś na potrzebę ogólnych rozważań moralnych, są one jednak nie do uniknięcia. Spojrzenie za społeczną i potocznie psychologiczną fasadę jest bardzo bolesne. Diagnoza jawi się tu jako boleśnie jednoznaczna: niestety, nawet najpiękniejsze idee muszą umrzeć wobec małości człowieka. Zazwyczaj jednak umierają wraz z nim.
Teatr Rozrywki w Chorzowie
"Jekyll & Hyde"
muzyka: Frank Wildhorn
libretto i teksty piosenek: Leslie Bricusse
przekład: Michał Ronikier
polskie teksty piosenek: Michał Rusinek
reżyseria: Michał Znaniecki
choreografia: Katarzyna Aleksander-Kmieć
scenografia: Paweł Dobrzycki i Barbara Ptak
kierownictwo muzyczne: Jerzy Jarosik
Obsada: Henry Jekyll - Janusz Kruciński, Emma Carew - Alona Szostak, Lucy Harris - Wioletta Białk, Gabriel John Utterson - Jacenty Jędrusik, Sir Danvers Carew - Andrzej Kowalczyk, Ojciec Jekylla/Poole - Edward Skarga, Simon Stride - Mirosław Książek, Lady Beaconfield - Anna Ratajczyk, Biskup Basingstoke - Marian Florek, Lord Savage - Jan Bógdoł, Generał Lord Glossop - Adam Szymura, Sir Archibald Proops - Sebastian Ziomek, Nellie - Beata Chren, Stręczyciel/Kapłan - Jarosław Czarnecki, Aptekarz Bisset - Marek Chudziński, Zalotnik - Krzysztof Knurek i inni
Oraz Orkiestra Teatru Rozrywki pod dyrekcją Jerzego Jarosika
Prapremiera polska: 1 grudnia 2007
Marta Nowok
Dziennik Teatralny Katowice
10 lipca 2007
astro boy)* |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|