Takim studiem, które mogę polecić jest krakowskie Lart studiO. Sama, prawie 8 lat temu, do niego uczęszczałam, ale na aktorski się nie dostałam. To może nie jest najlepsza reklama…Otóż nie. Lart ma najlepszą kadrę treningową. Uczył tu kiedyś Błażej Peszek, Przemysław Redkowski, Piotr Grabowski etc. Z tego co wiem nadal uczy tam pan dyrektor Leszek Zdybał, pani Gena Wydrych, Piotr Waligórski itd. Zajęcia, które szkoła proponuje to: sceny i technika improwizacji, piosenka, wymowa, monologi, dykcja, balet, emisja głosu. Ponad 500 absolwentów Lartu dostało się do wymarzonych szkół wyższych. Szkoła chwali się nazwiskami takimi jak: Boczarska, Małaszyński, Warchulska, Młynarczyk, Frycz itd. Trzeba jednak pamiętać o tym, że studium uczy jak zachowywać się na egzaminach, pomaga dobrać odpowiednie teksty, uczy podstaw, techniki, a nie przygotowuje do zawodu. To jest zajęcie szkół wyższych. Wielu moich kolegów przeszło egzaminy pomyślnie, ale w szkole nie potrafili się odnaleźć i sprostać wymaganiom. Co nie znaczy, że Lart nie jest wymagający. Bardziej próbuję powiedzieć, że to jednak nie jest zawód dla wszystkich.

 





 






WPolsce istnieje kilka szkół średnich, gdzie znajdują się klasy teatralne, które posiadają głównie przedmiot pt. Kultura i Sztuka albo Zajęcia Teatralne. Co kryje się pod tymi nazwami? Zazwyczaj niewiele. Niespełnione aktorki, czyli obecne polonistki prowadzą zajęcia z wyobraźni, wybierają okrojone tematy z historii teatru, a co najważniejsze z okazji każdego święta przygotowują przedstawienia plusując tym samym u pana dyrektora. Nie ma mowy o zajęciach z ruchu, impostacji, dykcji czyli z praktycznie najważniejszych, w pierwszych fazach rozwoju przyszłego aktora, zajęciach. Dlatego nie należy przywiązywać się za bardzo do szkół z rozszerzeniem teatralnym. 

Dzieciaki, które interesują się aktorstwem, mają w większych miastach do czynienia jeszcze z tak zwanymi ‘pałacami kultury’, gdzie aktorzy w podeszłym już wieku, bądź młoda gwardia, która dopiero zaczyna swoją karierę, przyuczają do zawodu. Oczywiście jest to świetna forma zapełniania sobie wolnego czasu i poznania nowych ludzi. Nie mówię, że wszystkie te centra kultury są zbędne czy słabe. Jako poznanianka mogę wypowiedzieć się tylko o swoim mieście, gdzie od prawie dwudziestu lat w Centrum Kultury Zamek istnieje Studio Teatralne Próby pod kierownictwem Bogdana Żyłkowskiego i przynosi ono zabawę oraz naukę. Tutaj młodzież od 16go roku życia odbywa swój pierwszy w życiu casting. Przychodzi do poznańskiego Zamku z dwoma przygotowanymi tekstami: wierszem klasycznym i prozą oraz piosenką. Komisja, w składzie której zasiada Żyłkowski i jego pomocnicy tacy jak Agnieszka Gierach, czy Tomasz Mazur, oraz młodzi ludzie, uczestnicy studia. Czasami jesteśmy zbyt surowi dla przyszłych kolegów. Mówiąc „my” mam na myśli też i siebie, która czasem zasiada w tych szanownym gronie. Wynika to z frustracji, która siedzi w nas i zakorzeniła się mocno jeszcze podczas egzaminów do szkół teatralnych. Wielu z nas, w tym ja, nie dostało się do wymarzonej „teatralki” na aktorski. Część całe życie spędza w Studiu lecząc kompleksy, inni zaś zacierają bliznę, którą zrobili egzaminatorzy PWST, a dla innych jest to odskocznia od codzienności, zabawa. Są też tacy, którzy spędzają tu większość swojego życia. I nie wyobrażam sobie, żeby kiedyś tego miejsca miało zabraknąć. Bo co się stanie z tą zdolną, pełną pasji i zakochaną w Poznaniu młodzieżą? Żyłkowski, zwany przez swoich ‘studentów’ Mistrzem, wzbudza respekt i jest ich/naszym mentorem. Tutaj uczysz się nie tylko warsztatu, ale także świadomości. Mottem studia jest: „Należy kochać teatr w sobie, a nie siebie w teatrze”. . Nie ma miejsca dla gwiazd. Wszyscy są równi i każdy może być aktorem. Trzeba się tylko postarać.

I tak zaczyna się droga do marzeń. Od małych spektakli, ćwiczeń nad wymową, głosem, ciałem, wyobraźnią kończymy szkoły średnie i postanawiamy zdawać na wyższe uczelnie, rzecz jasna, stricte teatralne. W naszym kraju są najważniejsze trzy uczelnie: 

Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. L. Solskiego w Krakowie i jej odziały: -Wydział Aktorski i Lalkarski we Wrocławiu oraz Wydział Teatru Tańca w Bytomiu, 

Akademia Teatralna im. A. Zelwerowicza w Warszawie i oddział: -Wydział Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku, 

Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi. 

Co roku rośnie liczba zdających do szkół teatralnych. Pamiętam, że dziesięć lat temu zdawało około maksymalnie 400-500 ludzi. Teraz zdaje ponad 1000 kandydatów. Na miejsce przypada jakieś 53-54 osoby, a indeksów jest tylko 20. Wszyscy chcą zostać aktorami. Ale nie wszyscy jednak powinni, co pokazuje nam historia… 

Jak dobrze przygotować się do egzaminów? Poprzez zajęcia w pałacach kultury? Samemu, czy może z pomocą niespełnionych polonistek, które nauczą takich „geniuszy zbrodni” ładnie recytować? Nie ma sprawdzonego sposobu, który da 100% gwarancję, że się do takiej szkoły dostaniesz, drogi Czytelniku. Są studia, które są przystosowane i skonstruowane typowo pod szkoły teatralne, które przygotowują gagatków do egzaminów na PWST. Takim studiem, które mogę polecić jest krakowskie Lart studiO. Sama, prawie 8 lat temu, do niego uczęszczałam, ale na aktorski się nie dostałam. To może nie jest najlepsza reklama…Otóż nie. Lart ma najlepszą kadrę treningową. Uczył tu kiedyś Błażej Peszek, Przemysław Redkowski, Piotr Grabowski etc. Z tego co wiem nadal uczy tam pan dyrektor Leszek Zdybał, pani Gena Wydrych, Piotr Waligórski itd. Zajęcia, które szkoła proponuje to: sceny i technika improwizacji, piosenka, wymowa, monologi, dykcja, balet, emisja głosu. Ponad 500 absolwentów Lartu dostało się do wymarzonych szkół wyższych. Szkoła chwali się nazwiskami takimi jak: Boczarska, Małaszyński, Warchulska, Młynarczyk, Frycz itd. Trzeba jednak pamiętać o tym, że studium uczy jak zachowywać się na egzaminach, pomaga dobrać odpowiednie teksty, uczy podstaw, techniki, a nie przygotowuje do zawodu. To jest zajęcie szkół wyższych. Wielu moich kolegów przeszło egzaminy pomyślnie, ale w szkole nie potrafili się odnaleźć i sprostać wymaganiom. Co nie znaczy, że Lart nie jest wymagający. Bardziej próbuję powiedzieć, że to jednak nie jest zawód dla wszystkich. 

Kiedy kandydat jest już przygotowany, wysyła odpowiednie dokumenty najczęściej do wszystkich szkół w Polsce (łącznie z kierunkami wokalnymi i lalkarskimi). Mimo iż go to nie interesuje, najważniejszy jest cel. A celem, jak wiadomo, jest znalezienie się w szkole teatralnej. 

Zaczynają się egzaminy. Z perspektywy lat stwierdzam, że momentami wyglądało to absurdalnie, czasem wręcz dramatycznie. Otóż stojąc przed komisją składającą się z wielkich, znanych i cenionych aktorów dowiadujesz się jaki jesteś beznadziejny, albo jaki wspaniały. Każda szkoła ma swoje zasady, kolejne etapy egzaminów. Są one jednak zbliżone i zmieniają się czasem tylko kolejnością.

 Na przykład w Krakowie, na pierwszym etapie rekrutacji, który składa się z dwóch części, człowiek czasem czuje się jak przysłowiowy debil. Dziesięć dziewcząt ubranych bardzo podobnie (obcisłe stroje gimnastyczne) staje przed komisją w rzędzie jak przed rozstrzelaniem. Zaczyna się egzekucja. W różnych kolejnościach są przesłuchiwane: z dykcji, słuchu, wymowy. Następnie w grupach muszą powtórzyć fragment układu choreograficznego (najczęściej współczesnego), zatańczyć jeden z pięciu wcześniej przygotowanych tańców narodowych. Na forum proszone są o fragmenty przygotowanych tekstów (zazwyczaj jest ich około dwunastu, z różnych epok) oraz odśpiewanie fragmentu piosenki. W ostatniej części tego etapu sprawdza się ich sprawność fizyczną. Fikołki, stanie na rękach, głowie, najlepiej na rzęsach – jak któraś potrafi. Po tym wykańczającym, 45 minutowym egzaminku, udają się do sali, gdzie przywdziewają piękne, zwiewne (bo mamy czerwiec) kreacje, malują się, perfumują i tapirują włosy. W tej części komisja skupia się na interpretacji tekstów i piosenek. W każdej szkole wygląda to trochę inaczej. Kolejne etapy (w zależności od szkoły) to sprawdzenie sprawności potencjalnego aktora, rytmiki, wyobraźni na konkretnych zadaniach aktorskich oraz historii teatru. Wszystko to rozgrywa się w całej Polsce w przeciągu 2-3 tygodni pomiędzy czerwcem, a lipcem. 

Wydaje mi się jednak, że trzeba być bardzo mocno pewnym tego, że chce się zostać aktorem. To nie jest łatwy orzech do zgryzienia. Szkoła eliminuje często zachcianki młodych ludzi, którzy popełnili błąd chcąc uprawiać taki zawód. Często jednak zdarza się, że tego nie wychwytuje. Mam takie dwa dobre przykłady. Młoda dziewczyna, przepiękna. Kiedy kilka lat temu zdawała do krakowskiej szkoły teatralnej, na pytanie Krzysztofa Globisza „Dlaczego chce zostać aktorką?” odpowiedziała – Bo pani w szkole powiedziała, że ładnie recytuję. A drugi: jedna z dziewczyn w warszawskiej szkole (na 3 roku studiów) stwierdziła, że ona to już skończy tę szkołę, ale w zawodzie nie chce jednak pracować. To ja się pytam: po co szła do takiej szkoły? I gdzieś tam na świecie jest osoba, która przez nią się nie dostała. Także radziłabym przemyśleć decyzję bardzo poważnie. Tylu zdolnych ludzi ci profesorowie odrzucają i zabijają ich marzenia. To świadczy także o Was, drodzy Kandydaci. Nie dajcie w sobie zabić tych pragnień. Jak w ciągu 5 minut możecie komuś udowodnić, że się nadajecie? A jednak trzeba. Jako kandydatka byłam wielokrotnie rozczarowana. Wybiegałam z sal egzaminacyjnych zapłakana, rozżalona, wściekła, obrażona. Nie należy się jednak załamywać. Może to nie twój czas Czytelniku, a może to nie tędy droga? Jest wiele zawodów na „A”. 

Krążą oczywiście anegdoty związane z egzaminami. Pewien chłopak bardzo ekspresyjnie i niezwykle wiarygodnie mówił tekst mordercy. W kieszeni miał nożyczki, o czym nikt nie wiedział. Podobno wskoczył na stół, przy którym zasiadała szanowna komisja i przyciął przy samej szyi krawat jednemu z egzaminatorów… Przeszedł do kolejnego etapu? Sprzedał się? A to, że kiedy komisja kazała zagrać dziewczynie mleko, a ona zwariowała i w szoku usiadła, znacie? Na pytanie: co pani zrobiła? Odpowiedziała: zsiadłam. 

Kiedyś myślałam, że robią ze mnie idiotkę karząc mi zagrać mleko, kolor czerwony, albo mewę na molo łapiącą pokarm od gapiów. Dziś myślę sobie: Boże kochany, oni mają ponad tysiąc ludzi do przesłuchania! Muszą jakąś metodę na to mieć. Ale metody chyba nie ma tak naprawdę. To kwestia wyobraźni czy może raczej szczęścia? To czasem też zależy od humorów i gustów egzaminatorów. Jak na każdej innej uczelni, jesteśmy tylko ludźmi nie zawsze musi nam się wszystko podobać. Dlatego czasami można przeoczyć diament, albo wziąć do zespołu kogoś, kto minął się z powołaniem. 

Dlatego nie można się poddawać i należy w siebie uwierzyć, żeby inni w was uwierzyli, drodzy Czytelnicy. Szkoła jest potrzebna, bo uczy warsztatu, ale jeśli naprawdę kochacie teatr to będziecie go i tak nosić w sobie. Bez względu na wyniki. Pamiętajmy bowiem co mówił Michael Shurtlef: „Zdecydowanie się na aktorstwo jest jak prośba o przyjęcie do domu wariatów. Każdy może się starać, lecz tylko patentowani pomyleńcy zostają przyjęci…” . 

 

Julia Rybicka

 fit-steria.blog.pl/ 

27-02-2013