Rok spędziłam na przygotowaniach w Lart studiO w Krakowie, które od lat prowadzi Leszek Zdybał, niesamowity człowiek i pedagog . Spotkanie z nim uważam za jedno z najważniejszych w moim życiu. On pierwszy we mnie uwierzył. Rok przygotowań pod jego okiem sprawił, że za drugim razem dostałam się do trzech szkół.

 



 




Jak to się stało, że postanowiłaś zostać aktorką?

 

Moje wczesne wyobrażenia o tym, co będę robić w życiu, nie miały nic wspólnego z aktorstwem. W dzieciństwie moją wielką pasją była gra na fortepianie. Później odkryłam w sobie miłość do sportu. Przez wiele lat intensywnie trenowałam siatkówkę i pewnie gdyby nie to, że uległam poważnej kontuzji, nie weszłabym na zajęcia teatralne i nie odkryłabym, że aktorstwo to jest to, co naprawdę chcę robić w życiu.

Do szkoły teatralnej zdałaś od razu?

Nie, dostałam się za drugim razem. Rok spędziłam na przygotowaniach w Lart studiO w Krakowie, które od lat prowadzi Leszek Zdybał, niesamowity człowiek i pedagog. Spotkanie z nim uważam za jedno z najważniejszych w moim życiu. On pierwszy we mnie uwierzył. Rok przygotowań pod jego okiem sprawił, że za drugim razem dostałam się do trzech szkół.

I którą wybrałaś?

Wybrałam Kraków

To był chyba dobry wybór, skoro już na drugim roku studiów dostałaś rolę w serialu.

Tak. Trafiłam pod opiekę wspaniałych pedagogów,m.in. Jerzego Treli, Krzysztofa Globisza, Pawła Miśkiewicza i Jerzego Grałka, który polecił mnie produkcji serialu „Egzamin z życia”. Tak zaczęła się moja przygoda z planem filmowym.

A dziś, kiedy masz już doświadczenie zarówno teatralne, jak i filmowe, co jest ci bliższe – scena czy plan?

Jedno i drugie jest mi równie bliskie. To dwa różne światy. Film wymaga subtelniejszych środków. Pozwala okiem kamery zajrzeć w głąb postaci, jest czulszy na nieprawdę. Teatr natomiast jest namacalny, daje możliwość rozwoju, bycia w ciągłym procesie ze spektaklu na spektakl. Daje aktorowi czas, którego w filmie często brakuje.

Jaki teatr pociąga cię najbardziej?

Kocham wiersz, piękny język, kocham rosyjską literaturę, Czechowa, Dostojewskiego… I choć zdaję sobie sprawę, że to trochę niedzisiejsze, to jednak najlepiej czuję się w klasyce.

Czy utożsamiasz się z granymi postaciami, która z nich jest ci najbliższa?

Z każdą postacią staram się utożsamiać jak najmocniej. Na tym polega ten zawód. Im bardziej postać jest różna ode mnie, a historia daleka od mojej, tym większą mam frajdę ze zmagania się z materiałem. Uwielbiam moment, kiedy tworzę kreowaną przez siebie postać, oddaję jej swoją wrażliwość, emocje. Nie mam ukochanej roli. Każda w jakiś sposób jest dla mnie ważna. Na pewno ogromny sentyment czuję do Jenny w „Operze za trzy grosze”. Może dlatego, że była moją pierwszą w teatrze.

Z jakim reżyserem chciałabyś pracować?

Lista reżyserów jest dość długa. Jeśli miałabym wybrać jednego, to byłby to Wojciech Smarzowski.

Czemu akurat Smarzowski?

Bo to dobre kino, w którym nie ma obłudy, nie ma ściemy. Smarzowski nie koncentruje się na powierzchowności, na tym, kto jak wygląda, nie robi filmów pod kogoś. U niego najważniejszy jest człowiek ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami. Jego filmy zawsze mnie dotykają i dość długo je w sobie noszę. Wydaje mi się, że praca z nim to duże wyzwanie zarówno dla aktorów, jak i całej ekipy

Poza Warszawą, gdzie aktualnie przebywasz, istotną rolę odegrała w twoim życiu Francja. Zdradzisz coś więcej?

Największy skarb, jaki mam, jest związany właśnie z tym krajem. To mój syn. Po jego urodzeniu postanowiłam zrobić sobie dłuższą przerwę zawodową i całkowicie poświęcić mu pierwsze lata jego życia. Zostawiłam wszystko i wyjechalismy do Francji, by tam budować nasz „dom”. Jak się później okazało, tego domu trzeba było jednak szukać w Polsce.

Nie żałujesz?

Nie.

Paryż to miejsce szczególne, ty mieszkałaś w nim prawie trzy lata. Jaki zatem jest twój Paryż?

Spokojny... To Parc de Sceux, koło którego mieszkaliśmy. Mały kościółek w Antony, gdzie paliliśmy z Antosiem świeczki w różnych intencjach. Lodziarnia Berthillon na Wyspie św. Ludwika. Obowiązkowy przystanek po czekoladki w Jeff de Bruges... Muzeum Orsay, kawiarenki w okolicy Notre Dame, małe butikiw mojej ukochanej dzielnicy Le Marais, ulubiony sklep Comptoir des Cotonniers i tęsknota za Polską.

Twój synek ma obecnie pięć lat. Czy pracując na planie telewizyjnego serialu, łatwo pogodzić zawodowe obowiązki z byciem mamą?

Ten zawód jest dość specyficzny. W bardziej intensywnych okresach, kiedy jest dużo pracy, bezcenna jest pomoc bliskich. Przy produkcji „Galerii” moja mama spędziła z nami ponad rok. Ale bywa też mniej intensywnie i wtedy mogę się całkowicie oddać radości bycia z dzieckiem

A co robisz, kiedy nie grasz?

Staram się nie tracić czasu. Ostatnie dwa lata poświęciłam nauce. Uczyłam się pod okiem Bernarda Hillera, znanego coacha filmowego z Los Angeles. Brałam udział w prowadzonych przez niego warsztatach w Krakowie, Londynie, Berlinie, Rzymie, a na koniec w Los Angeles. Ostatnio pracowałam też z Robertem Castle'em, który jest cenionym nauczycielem aktorstwa w instytucie Lee Strasberga w Nowym Jorku. Pracowaliśmy na tekstach klasycznych w języku angielskim. To niezwykle ciekawe doświadczenie. Potrzebuję takich spotkań. To dla mnie niesamowity motor do dalszego działania i dalszej pracy.

Było o pracy, obowiązkach, szkoleniu, to może teraz trochę o odpoczynku. Zdarza ci się poleniuchować czasem?

No pewnie. Jak wszyscy potrzebuję chwili wyciszenia, pobycia sama ze sobą i nabrania oddechu w codziennej gonitwie. Nie trwa to jednak zbyt długo, bo najbardziej lubię odpoczywać czynnie. Lubię popływać skoro świt, zrobić zakupy na biobazarze i ugotować coś pysznego moim najbliższym. Pójść do muzeum, na koncert, do kina, spotkać się z przyjaciółmi, wyjechać gdzieś daleko albo blisko. Odpoczywam, patrząc na mojego synka, jak się bawi, jak rośnie, jak mi coś opowiada... To dla mnie największe szczęście.

Niebawem zagrasz w nowym kryminalnym serialu. Zdradzisz nam coś więcej?

Jasne. Serial będzie nosił tytuł „Prokurator” i będzie emitowany jesienią w TVP2. Twórcami scenariusza są bracia Miłoszewscy, a za reżyserię odpowiada Jacek Filipiak. Zagram w nim Małgorzatę Kielak, żonę policjanta, w którego postać wcieli się Wojtek Zieliński. To ciekawy duet, toksyczny, a jednocześnie bardzo sobie bliski. To przykład małżeństwa żyjącego w separacji, jednak silnie emocjonalnie ze sobą związanego.

Zatem pomyślności w budowaniu nowej roli. I oczywiście życzę ci kolejnych ambitnych i ciekawych zleceń. Oby jak najwięcej

Dziękuję.

 

Magdalena Zdrenka-Ciałkowska

Madame

kwiecień - maj 2015

 

 

 





Magda z wizytą w Larcie!

 

 

 

 

Magda Turczeniewicz / Lart*2002 : Lart bardzo ukształtował mnie jako aktorkę i kobietę.

 

Magda Turczeniewicz / Lart*2002 : Lart to jest takie wspaniałe miejsce, które może Wam pomóc dostać się do siebie.

;

;