Zanim zdawałam po raz drugi, uczyłam się przez rok w studiu aktorskim Lart studiO w Krakowie. To był bardzo trudny rok dla mnie jako dziewczyny, która chciała zostać aktorką. Byłam poddana ostrej krytyce. Nie było litości. Krytykowano mój sposób ubierania się, chodzenia, grania. Miałam wadę wymowy, nie wymawiałam "r". Tam dotarło do mnie, że jeśli się jej nie pozbędę, nigdy nie będę aktorką. Nie cackano się ze mną, ale wiesz, myślę, że to było mi bardzo potrzebne. Bo ja tak naprawdę dopiero wtedy po raz pierwszy myślałam na serio, kim jestem, kim chcę być, jaki teatr mnie interesuje. Zajęcia były bardzo intensywne. Naprawdę serio do nas podchodzono. Dzięki tej szkole w ciągu roku pozbyłam się wady wymowy. Wiedziałam też, w jakim kierunku chcę iść, byłam bardziej świadoma tego, co mnie w przyszłości czeka. Wtedy też uświadomiłam sobię, że nigdy w życiu nie będę dążyć do roli po trupach. Ola, nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie to dla mnie ważne, najważniejsze. Nie potrafiłabym zabrać komuś roli, sprzedać siebie. Przyznaję, że w tej szkole, zwłaszcza pod koniec, bliżej egzaminów, ludzie zaczęli ze sobą konkurować, zamykać się w salach. Potem w Filmówce nie spotkałam się już z tym zjawiskiem.

 



 



Absolwentka łódzkiej Filmówki, która swe szczęście odnalazła w Warszawie. Znana wszystkim jako Julia z "Barw szczęścia". Ma na koncie nagrody, m.in. zdobyte na XXV Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi wyróżnienie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz nagrodę publiczności za najbardziej "elektryzującą" rolę żeńską.

 

Gdy zaczynałaś grać w serialu "Barwy szczęścia", bałaś się utraty swoich "małych szczęść" ? prostych, zwykłych czynności jak spacer z psem lub kolacja z przyjaciółmi. Czy te obawy okazały się słuszne?

Myślę, że nie, choć rzeczywiście bałam się, że będzie trudno. Mam swoje życie prywatne, mam czas na "małe szczęścia". Życie prywatne jest dla mnie bardzo ważne, i chciałabym żeby pozostało najważniejsze. Nie jestem szczególnie napastowana przez media. Nie byłam nigdy bohaterką plotkarskich portali internetowych, nikt mnie nie śledził... Dobrze mi z tym.

Zanim zaczęłaś grać w serialu "Barwy szczęścia", chodziłaś na kilka castingów. Które z zadań, jakie na nich otrzymywałaś, było najdziwniejsze?

Chodząc na castingi, wiedziałam już, o jaką rolę walczę. Nie było więc zaskoczenia. Natomiast pamiętam doskonale zadanie aktorskie, które dostałam od Wojciecha Malajkata, gdy zdawałam do Filmówki. Poprosił mnie, bym zagrała Portugalkę uwięzioną w windzie. Byłam zaskoczona, ale i przerażona, bo przecież nie znałam portugalskiego. Tak, zdecydowanie to było moje najdziwniejsze zadanie aktorskie.

Mówisz: "Kiedy rozmawiam z drugim człowiekiem, nie umiem otworzyć się i powiedzieć wszystkiego, co myślę. Ale kiedy wchodzę na scenę, czuję, że jestem naprawdę wolna". Z czego wynika Twój problem w rozmowach z drugim człowiekiem?

To trudne pytanie. Rzeczywiście, mam pewien problem z otwartością. Nie jestem chyba typem osoby, która jest gwiazdą wieczoru na każdej imprezie, nie jest duszą towarzystwa. Nauczyłam się z tym żyć i powoli to akceptuję. Zawszę cicho sobie powtarzam: "Taka jesteś i już" . Moim problemem jest również to, że nie potrafię prosić o pomoc. Pamiętam, jak na studiach krępowałam się, by kogoś poprosić na przykład o pożyczenie kasy. Tydzień mi to zajmowało, naprawdę. Trzy dni się zastanawiałam, czy poprosić, a trzy dni ? mówiłam tę prośbę. Dlatego też zamiast prosić, wolę pewne rzeczy zrobić sama. Pewnie dlatego przez wiele osób jestem odbierana jako silna i odważna dziewczyna. A z tą odwagą to różnie bywa.

To ciekawe, co mówisz. Zauważyłam, że nieśmiałość to cecha charakteru, z którą walczy większość aktorów, dziennikarzy. I wiesz, dochodzę do wniosku, że nieśmiałość, wbrew pozorom, daje siłę aktorom?

Zgadzam się z Tobą, coś w tym jest. Bo pokonując nieśmiałość, staje się człowiek silniejszy.

Skończyłaś legendarną łódzką Filmówkę. Gdy wracasz wspomnieniami do tej uczelni, to jakie widzisz obrazy?

To był najpiękniejszy okres w moim życiu, ale jednocześnie najbardziej pracowity. Przez wszystkie lata studiów wychodziłam z domu z rana i wracałam późnym wieczorem. I choć mieszkałam w moim rodzinnym mieście , to zdarzało się, że z rodziną nie widzieliśmy się tygodniami...

Wielu studentów aktorstwa ma problem na pierwszym roku z przełamaniem się, pokonaniem własnych słabości, otwarciem się. Ciebie też to spotkało?

Tak, ale nie w Filmówce, bo do niej dostałam się za drugim razem. Zanim zdawałam po raz drugi, uczyłam się przez rok w studiu aktorskim Lart studiO w Krakowie. To był bardzo trudny rok dla mnie jako dziewczyny, która chciała zostać aktorką. Byłam poddana ostrej krytyce. Nie było litości. Krytykowano mój sposób ubierania się, chodzenia, grania. Miałam wadę wymowy, nie wymawiałam "r". Tam dotarło do mnie, że jeśli się jej nie pozbędę, nigdy nie będę aktorką. Nie cackano się ze mną, ale wiesz, myślę, że to było mi bardzo potrzebne. Bo ja tak naprawdę dopiero wtedy po raz pierwszy myślałam na serio, kim jestem, kim chcę być, jaki teatr mnie interesuje. Zajęcia były bardzo intensywne. Naprawdę serio do nas podchodzono. Dzięki tej szkole w ciągu roku pozbyłam się wady wymowy. Wiedziałam też, w jakim kierunku chcę iść, byłam bardziej świadoma tego, co mnie w przyszłości czeka. Wtedy też uświadomiłam sobię, że nigdy w życiu nie będę dążyć do roli po trupach. Ola, nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie to dla mnie ważne, najważniejsze. Nie potrafiłabym zabrać komuś roli, sprzedać siebie. Przyznaję, że w tej szkole, zwłaszcza pod koniec, bliżej egzaminów, ludzie zaczęli ze sobą konkurować, zamykać się w salach. Potem w Filmówce nie spotkałam się już z tym zjawiskiem. Zresztą, choć skończyłam uczelnię półtora roku temu, mam kontakt z ludźmi, wiemy, co się u nas dzieje. Wspieramy się.

 

Ola Siewko

Cogito Dwutygodnik edukacyjny

 

 

 


Marta i Dawid Ogrodnik z wizytą w Larcie!

 

 

 

 


Marta na scenie Lartu!

 

 

 

 

Marta Nieradkiewicz / Lart*2003: Lart to jest taki rok intensywnego szukania samego siebie

 

Marta Nieradkiewicz / Lart*2003: Nieradkiewicz i Oogrodnik o Lart studiO*