Aby nie tracić roku, rozpocząłem naukę w prywatnej szkole aktorskiej Lart studiO. To bardzo dobra szkoła, ale płatna, więc musiałem pracować, żeby na nią zarobić. A w następnym roku ponownie złożyłem dokumenty na aktorstwo. Tym razem otrzymałem jednocześnie promocję do szkoły łódzkiej i krakowskiej.

 



 



Jest absolwentem warszawskiej Akademii Teatralnej. Na początku studiów zadebiutował na małym ekranie - rolą Eryka w serialu "Na dobre i na złe". Znamy go z filmów "Kochaj mnie,kochaj", "Katyń" oraz "Lejdis" i z serialu "M jak miłość".

 

Czy zanim wybrałeś aktorstwo, miałeś pokusy na jakiś inny kierunek studiów?

Miałem wiele pokus. Najbardziej chciałem być lekarzem ? chirurgiem. Czułem, że w tym zawodzie mógłbym się naprawdę zrealizować. Chciałem być również architektem, do tego też mam smykałkę. Jednak w pewnym momencie zdecydowałem, że zostanę aktorem. I jak postanowiłem, tak zrobiłem.

I tak po prostu się udało? Pomyślałeś: ?Będę aktorem?, złożyłeś dokumenty na uczelnię, zdałeś egzamin i znalazłeś się na liście szczęśliwych wybrańców?

Aż tak dobrze nie było. Tam są cztery etapy egzaminacyjne, a ja przeszedłem tylko trzy. Aby nie tracić roku, rozpocząłem naukę w prywatnej szkole aktorskiej Lart studiO *. To bardzo dobra szkoła, ale płatna, więc musiałem pracować, żeby na nią zarobić. A w następnym roku ponownie złożyłem dokumenty na aktorstwo. Tym razem otrzymałem jednocześnie promocję do szkoły łódzkiej i krakowskiej. Zdecydowałem się na łódzką. Jednak po pierwszym roku nauki udało mi się zdać egzamin do szkoły warszawskiej. A co ciekawe ? wskoczyłem od razu na drugi rok. I w Akademii Teatralnej już zostałem, bo czułem, że to jest dla mnie odpowiednie miejsce.

Musiałeś czymś ująć komisję egzaminacyjną, skoro dostałeś zielone światło aż na trzech uczelniach. Który Twój egzamin był najbardziej zaskakujący?

Chyba ten pierwszy udany. Na etapie taneczno-ruchowym profesorowie zapytali mnie, czy kiedyś grałem w piłkę. Wydało mi się to dziwne, przecież każdy młody chłopak gra w piłkę i uprawia różne sporty. Ja zawsze byłem bardzo żywy: jeździłem na rowerze, wspinałem się, grałem w badmintona, koszykówkę, pływałem. Łatwiej by mi było chyba wymienić, jakiego sportu nie uprawiałem. Dziekan, gdy to usłyszał, zapytał mnie: "A czy mógłby pan wykonać coś wyjątkowego"?. Pomyślałem wtedy, że to mój koniec. Moi koledzy karatecy rzeczywiście znali różne dziwne ewolucje. Ale ja? Co ja mogłem wykonać? Oczywiście, zrobiłem dobrą minę do złej gry: Nie ma problemu. I wykonałem coś, co komisję zupełnie zaskoczyło  figurę, która wyglądała trochę na cyrkową, a trochę na kulturystyczną. Zagrałem kulturystę, który wykonuje niby bardzo skomplikowaną rzecz, a tak naprawdę banalnie prostą.

I jaki był tego efekt?

Położyłem ich wszystkich na łopatki. Wiele osób, które wchodziło po mnie na egzamin, już w ogóle nie miało szans, bo z tego, co mi potem relacjonowali  cała komisja śmiała się z mojego popisu już do końca dnia. A osób w kolejce było 50! I to był mój podwójny sukces!

Jesteś typem amanta. W jakich rolach obsadzano Cię w szkolnych etiudach?

W różnych: chłopców, starców, ludzi opętanych, bardzo złych, podłych, agresywnych, ale też delikatnych i nadwrażliwych. A czy jestem amantem? Możliwe, że tak. Ale oczywiście aktor musi umieć wykonać każde zadanie.

W tym zawodzie trzeba o siebie dbać?

To jest ważne. Ale najważniejsze jest to, co masz w sobie. Twoje życie wewnętrzne. To jest najlepsza oznaka, że jesteś zdrowy, młody, masz energię, nieważne, ile masz lat, jak wyglądasz. Bo to ci daje siłę.

A co dały Ci studia, oprócz wiedzy i warsztatu aktorskiego?

Dzięki nim inaczej spoglądam na świat, stałem się bardziej wrażliwy, bardziej wyczulony na ludzi i ich problemy. Miałem przyjemność mieszkać w słynnej Dziekance, czyli akademiku na Krakowskim Przedmieściu, w której są zakwaterowani studenci trzech szkół: plastycznej, muzycznej i aktorskiej. Ta mieszanka była zabójcza, ale genialna. I te znajomości przetrwały do dzisiaj, mam wielu przyjaciół plastyków, muzyków, reżyserów, aktorów. Kiedy się czasem spotykamy, to wspominamy stare, dobre czasy. A jest co wspominać...!

 

cogito.com.pl

2008-05-16

 

 

 


Andrzej na scenie Lartu!