Moja pierwsza konfrontacja z teatrem miała miejsce jeszcze na studiach humanistycznych. Spotkałam się w pracy z Joanną Grabowiecką, pracowaliśmy wtedy liczną grupą ze studentami Lart studiO nad spektaklem w krakowskim teatrze „KTO”. Początkowo miałam w tym spektaklu tańczyć, ale potem okazało się, że będę także grać rolę Salome. To nie była łatwa praca, ale bardzo owocna.

 



 



Wprzerwie miedzy kolejnymi zdjęciami do filmu Jana Kidawy – Błońskiego „Nigdy się nie dowiesz”, w którym gra pani rolę Ester, jednej dwóch głównych bohaterek. Po kilku mniejszych rolach, to będzie debiut na dużym ekranie, ale pani droga do aktorstwa była dosyć nietypowa.

 

Długo by opowiadać o tym co się wydarzyło po drodze. W Polsce jestem od dłuższego czasu…. na początku nie wiązałam swoich planów z aktorstwem, bardziej myślałam o tym, że moje życie ściśle zwiąże się z tańcem . Nawet planowałam po zakończeniu studiów humanistycznych studia tańca współczesnego, co w pewnym stopniu mi się udało. Kiedy zdałam do Szkoły Teatralnej w Krakowie to coraz bardziej zaczęło dojrzewać we mnie przekonanie, że aktorstwo daje mi więcej możliwości do ekspresji.

To był ten moment pewności?

Tak naprawdę poczułam to dopiero na scenie... Pracując nad rolą zrozumiałam, że aktor nawiązuje mocną więź z postacią jaką gra. Myśląc nad rolą, szukałam klucza do każdej postaci, jej problemów, do tego czym żyje, jak patrzy na świat, kim jest. Starałam się poprzez empatię zrozumieć postać, którą gram. To zaczęło mnie coraz bardziej pochłaniać.

Jakie były pierwsze kroki?

Te „pierwsze, pierwsze”? Moja pierwsza konfrontacja z teatrem miała miejsce jeszcze na studiach humanistycznych. Spotkałam się w pracy z Joanną Grabowiecką, pracowaliśmy wtedy liczną grupą ze studentami Lart studiO * nad spektaklem w krakowskim teatrze „KTO”. Początkowo miałam w tym spektaklu tańczyć, ale potem okazało się, że będę także grać rolę Salome. Kolejnym przełomowym momentem była praca z Katrin Verlende w ramach Międzynarodowego Festiwalu Krakowskich Reminiscencji Teatralnych. To był mój pierwszy rok w PWST w Krakowie. Rola w jednoosobowym spektaklu „I love you w zaroślach”. Katrin wystawiała ten spektakl już po raz kolejny, za każdym razem w innym kraju, w innym języku i z inną aktorką. Trudność polegała na tym, że w ciągu kilku dni trzeba było się zmierzyć z bardzo pojemną ilością tekstu, było to dla mnie dość abstrakcyjnym przeżyciem, które pomogło mi zrozumieć, jak ważne jest zaufanie samej sobie. To nie była łatwa praca, ale bardzo owocna.

Jest pani studentką Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej imienia Ludwika Solskiego w Krakowie, w klasie mistrzowskiej profesora Krzysztofa Globisza, ale utwierdziły panią w trafności wyboru ścieżki zawodowej dwie kobiety: Joanna Grobowiecka i Katrin Verlende.

(pauza). No tak. Coś w tym jest. Kobiety maja niezwykłą więź, zdolność nawiązywania porozumienia miedzy sobą. To się dzieje na poziomie obserwacji i intuicji.

Na zakończenie naszej rozmowy wróćmy jednak do świata w którym istnieje także płeć męska.Debiutuje pani na dużym ekranie w filmie Jana Kidawy – Błońskiego. Jak się debiutuje u takiego nietuzinkowego reżysera?

Pan Jan darzy swoich aktorów niezwykłym zaufaniem. Nie ograniczał mnie w prowadzeniu Ester. A wolność jeszcze mnie bardziej inspiruje i mobilizuje. Wydaje mi się, że udało nam się spotkać w jednym punkcie!

 

Marek Mioduszewski

tygodnikradomski.pl

2011-09-21