News

Lart studiO Live Search





 



Je­stem ak­tor­ką, choć szko­ły te­atral­nej rze­czy­wi­ście nie skoń­czy­łam. Pierw­szy raz zda­łam eg­za­min, ale nie zo­sta­łam przy­ję­ta z bra­ku miejsc. Po ro­ku spró­bo­wa­łam do­stać się na wy­dział ak­tor­ski jesz­cze raz, ale zno­wu mi się nie uda­ło. No i w koń­cu stwier­dzi­łam że nie jest mi to do szczę­ścia po­trzeb­ne. Te­raz już wiem, że gdy­bym stu­dio­wa­ła w szko­le te­atral­nej, to nie zro­bi­ła­bym ty­lu faj­nych rze­czy, któ­re uda­ło mi się zro­bić do tej po­ry. Po­za tym, jak pa­trzę na ak­tor­ki, któ­re gra­ją w Hol­ly­wo­od, ta­kie jak Na­ta­lie Port­man, Scar­lett Jo­hans­son czy El­len Page, wi­dzę, że one wszyst­kie za­czy­na­ły ka­rie­rę ja­ko ma­łe dziew­czyn­ki. Nie mia­ły więc szan­sy skoń­czyć żad­nej szko­ły. Są prze­waż­nie po rocz­nych kur­sach ak­tor­stwa. Ja też ta­ki mam za so­bą w kra­kow­skim Lart stu­diO. Nie mam z tym żadne­go pro­blemu.

 



 



Jest córką znanego aktora Jana Frycza, ale nigdy nie korzystała z pomocy taty. Nawet wtedy, gdy po raz drugi nie dostała się do szkoły teatralnej. Z ojcem nie ma dobrego kontaktu. Olga Frycz wychowała się z trójką braci, dlatego nie da sobie w kaszę dmuchać. Jednak pod twardą skorupą kryje się wrażliwa dziewczyna. Taka jak Basia, w którą wciela się w filmie „Wszystko, co kocham”. Właśnie nadchodzi jej czas.

 

Czy by­wa pa­ni roz­tar­gnio­na?

Olga Frycz: No, zda­rza się.

S: Py­tam, bo sły­sza­łam, że o ma­ły włos nie prze­ga­pi­ła pa­ni ro­li Ba­si w fil­mie „Wszyst­ko, co ko­cham”.

OF: Rze­czy­wi­ście. Ale by­łam wte­dy w trak­cie se­sji i mia­łam mnó­stwo eg­za­mi­nów do zda­nia na fil­mo­znaw­stwie. Wła­śnie się uczy­łam, kie­dy do­sta­łam te­le­fon, że­by przy­je­chać na zdję­cia prób­ne. Po­nie­waż nie wie­dzia­łam, co to za film i co to za re­ży­ser, to po­sta­no­wi­łam nie za­wra­cać so­bie tym gło­wy. Na szczę­ście póź­niej był dru­gi te­le­fon. Do­wie­dzia­łam się wte­dy, że film krę­ci Ja­cek Bor­cuch. A po­nie­waż oglą­da­łam je­go „Tu­li­pa­ny” i „Ka­la­fio­ra” – fil­my, któ­re mi się bar­dzo po­do­ba­ły – to zde­cy­do­wa­łam się wy­brać do War­sza­wy.

S: Re­ży­ser od ra­zu był prze­ko­na­ny, że to pa­ni po­win­na za­grać tę po­stać?

OF: Kie­dy zo­ba­czył mnie na ko­ry­ta­rzu, nie był pew­ny. Póź­niej mi po­wie­dział, że wte­dy się za­wa­hał, bo wy­da­łam mu się ja­kaś ta­ka ma­ła, nierzu­ca­ją­ca się w oczy. A w sce­na­riu­szu Ba­sia to szczu­pła, dłu­go­no­ga dziew­czy­na, z roz­wia­ny­mi blond wło­sa­mi. Ta­ki typ, w któ­rym ko­cha­ją się wszy­scy chłop­cy w szko­le. Nie dzi­wię się, że mu nie pa­so­wa­łam do te­go ob­raz­ka. Do­pie­ro jak zo­ba­czył mnie w ka­drze, to stwier­dził, że je­stem jed­nak „je­go” Ba­sią.

S: Mo­men­ta­mi bar­dzo od­waż­ną Ba­sią. Sce­na ero­tycz­na z pa­ni udzia­łem za­pa­da w pa­mięć.

OF: W sce­na­riu­szu nie by­ło tej sce­ny. By­ła tyl­ko tzw. sce­na po­mi­ło­sna, kie­dy le­ży­my na pla­ży już po… Ja­cek po­cząt­ko­wo my­ślał o młod­szych bo­ha­te­rach, stąd nie umie­ścił tej sce­ny w tek­ście. W trak­cie prób stwier­dzi­li­śmy jednak jej brak. Wszy­scy to czu­li­śmy. Nie chcie­li­śmy ro­bić grzecz­ne­go, pru­de­ryj­ne­go ki­na.

S: Ro­zu­miem, że nie mia­ła pa­ni żad­nych opo­rów, krę­cąc to uję­cie?

OF: Ta­kie sce­ny ni­gdy nie na­le­żą do przy­jem­nych, ale mie­li­śmy na­praw­dę kom­for­to­we wa­run­ki. Sce­na ta po­wsta­wa­ła w ma­łym gro­nie za­ufa­nych osób z eki­py. Mo­że dla­te­go wy­glą­da tak au­ten­tycz­nie. Po­za tym te­go ty­pu zadania są ele­men­tem pra­cy ak­to­ra.

S: Ale pa­ni nie ma pa­pie­rów na to, że jest ak­tor­ką.

OF: Je­stem ak­tor­ką, choć szko­ły te­atral­nej rze­czy­wi­ście nie skoń­czy­łam. Pierw­szy raz zda­łam eg­za­min, ale nie zo­sta­łam przy­ję­ta z bra­ku miejsc. Za­czę­łam więc stu­dio­wać fil­mo­znaw­stwo na Uni­wer­sy­te­cie Ja­giel­loń­skim. Po ro­ku spró­bo­wa­łam do­stać się na wy­dział ak­tor­ski jesz­cze raz, ale zno­wu mi się nie uda­ło. No i w koń­cu stwier­dzi­łam, że nie jest mi to do szczę­ścia po­trzeb­ne. Te­raz już wiem, że gdy­bym stu­dio­wa­ła w szko­le te­atral­nej, to nie zro­bi­ła­bym ty­lu faj­nych rze­czy, któ­re uda­ło mi się zro­bić do tej po­ry. Po­za tym, jak pa­trzę na ak­tor­ki, któ­re gra­ją w Hol­ly­wo­od, ta­kie jak Na­ta­lie Port­man, Scar­lett Jo­hans­son czy El­len Page, wi­dzę, że one wszyst­kie za­czy­na­ły ka­rie­rę ja­ko ma­łe dziew­czyn­ki. Nie mia­ły więc szan­sy skoń­czyć żad­nej szko­ły. Są prze­waż­nie po rocz­nych kur­sach ak­tor­stwa. Ja też ta­ki mam za so­bą w kra­kow­skim Lart stu­diO. Nie mam z tym żadne­go pro­ble­mu.

S: Ale na pla­nie spo­ty­ka się pa­ni z ak­to­ra­mi, któ­rzy skoń­czy­li szko­ły ak­tor­skie. Czy mia­ła pa­ni kie­dyś z tym ja­kiś pro­blem?

OF: My­ślę, że gdy­by ktoś na pla­nie miał z tym ja­kiś pro­blem, to zna­jąc swój nie­wy­pa­rzo­ny ję­zyk, da­ła­bym so­bie z nim ra­dę. Jed­nak jak do tej po­ry nikt mi nie dał te­go od­czuć. Mo­że gdy­bym pra­co­wa­ła w te­atrze, to ko­muś mo­gło­by to prze­szka­dzać. Ale ni­gdy nie ukry­wa­łam, że sce­na mnie kom­plet­nie nie in­te­re­su­je.

S: Kie­dyś na sce­nie kra­kow­skie­go Te­atru Lu­do­we­go wi­dzia­łam pa­ni sio­strę. Czy ca­łe pa­ni ro­dzeń­stwo po­szło w śla­dy ta­ty, zna­ne­go ak­to­ra Ja­na Fry­cza?

OF: Moi dwaj bra­cia, jak by­li bar­dzo ma­li, za­gra­li w fil­mach – An­tek wy­stą­pił w „Pan­nie z mo­krą gło­wą”, Mi­chał w „Ogniem i mie­czem” – ale te­raz każ­dy po­szedł swo­ją dro­gą. Mo­ja star­sza sio­stra jest na­uczy­ciel­ką an­giel­skie­go, star­szy brat stu­diu­je za­rzą­dza­nie, a dwóch naj­młod­szych zaj­mu­je się mu­zy­ką. Więc z mo­je­go do­mu tyl­ko ja ro­bię to sa­mo, co ta­to.

S: Pew­nie na­zwi­sko Frycz po­mo­gło pa­ni do­stać ro­lę w fil­mie Woj­cie­cha Mar­czew­skie­go „We­iser”?

OF: Bra­łam udział w nor­mal­nym ca­stin­gu. Mia­łam wte­dy 12 lat i to był mój de­biut w du­żej fa­bu­le. Wcze­śniej gra­łam z brać­mi w te­atrach te­le­wi­zji dla dzie­ci, tak­że w ta­kich, w któ­rych wy­stę­po­wał ta­to. Ale tra­fia­łam tam przez kół­ko te­atral­ne w Pa­ła­cu Mło­dzie­ży, tak jak wszyst­kie in­ne bio­rą­ce udział w za­ję­ciach dzie­ci. Jed­nak rze­czy­wi­ście naj­le­piej wspo­mi­nam pra­cę w „We­ise­rze”. Gra­łam tam z chło­pa­ka­mi, z któ­ry­mi przy­jaź­nię się do dzi­siaj. To by­ły wspa­nia­łe wa­ka­cje. Film do­ty­czył wpraw­dzie bar­dzo po­waż­nej te­ma­ty­ki, ale my by­li­śmy ma­li i do­sko­na­le się ba­wi­li­śmy. Ja mia­łam do­dat­ko­wo faj­nie, bo w prze­ci­wień­stwie do in­nych dzie­ci by­łam na pla­nie bez ro­dzi­ców. Po­nie­waż bra­cia by­li wte­dy ma­li, ma­ma mu­sia­ła zo­stać w Kra­ko­wie. Nie dość więc, że by­łam je­dy­ną dziew­czyn­ką, to w do­dat­ku ta­ką sie­rot­ką. Wszy­scy się mną opie­ko­wa­li. Zresz­tą po­dob­ną sy­tu­ację mia­łam rok póź­niej, kie­dy za­gra­łam w „Bo­żej pod­szew­ce”. No i te­raz we „Wszyst­ko, co ko­cham” też by­łam jedy­ną dziew­czy­ną wśród sa­mych chło­pa­ków.

S: Ma pa­ni szczę­ście: za­wsze le­piej być tą jed­ną je­dy­ną, roz­piesz­cza­ną przez wszyst­kich.

OF: Za­wsze do­brze do­ga­dy­wa­łam się z chło­pa­ka­mi, w koń­cu wy­cho­wa­łam się z trze­ma brać­mi.

S: Trzy­ma­ły­ście z sio­strą prze­ciw­ko nim szta­mę?

OF: Nie, mu­sia­łam so­bie sa­ma z ni­mi ra­dzić, bo sio­stra spę­dza­ła du­żo cza­su u dziad­ków w Za­ko­pa­nem.

S: No to już teraz wiem, skąd u pa­ni ta­ki zde­cy­do­wa­ny cha­rak­ter.

OF: Tak, bra­cia mnie wy­szko­li­li. Ale oni też ze mną nie mie­li ła­two. Ni­gdy nie da­wa­łam so­bie w ka­szę dmu­chać. Po­za tym mu­sia­łam bar­dzo szyb­ko do­ro­snąć i mo­że dla­te­go czu­łam się za nich od­po­wie­dzial­na. Ma­ma mia­ła nas piąt­kę. Ta­ta od nas od­szedł, więc na­tu­ral­ną rze­czą by­ło, że za­czę­łam jej po­ma­gać. Bar­dzo szyb­ko na­uczy­łam się go­to­wać, sprzą­tać. Zresz­tą za­wsze to lu­bi­łam.

S: A jak bra­cia coś prze­skro­ba­li, to ko­mu się ob­ry­wa­ło?

OF: Czę­sto mnie, bo by­łam jedyną dziew­czy­ną. Ale zda­rzało się też, że je­den zwa­lał na dru­gie­go, dru­gi na trze­ciego, a trze­ci na czwar­te­go. Kie­dy jed­nak przy­cho­dzi­ło do wy­mie­rza­nia ka­ry, wszy­scy sta­wa­li­śmy za so­bą mu­rem.

S: Kto był od ka­ra­nia, ma­ma czy ta­to?

OF: Ma­ma, bo ta­ty i tak ni­gdy nie by­ło w do­mu. A nie by­li­śmy naj­ła­twiej­szy­mi dzieć­mi. Ma­ma w dzie­ciń­stwie częs­to bra­ła nas do par­ku Jor­da­na. Idąc tam, trzy­ma­li­śmy się grzecz­nie za rącz­ki, ale jak zbli­ża­li­śmy się do pia­skow­­nicy, to ba­wią­ce się tam dzie­ci rzu­ca­ły ha­sło: uwa­ga, cho­wać grab­ki, Fry­cze idą! By­li­śmy zresz­tą nie tyl­ko kró­la­mi piaskow­ni­cy, ale i ca­łe­go po­dwór­ka.

S: Po­ra­dzić so­bie z ta­ką piąt­ką to rze­czy­wi­ście mi­strzo­stwo świa­ta.

OF: Tak. Mo­ja ma­ma jest praw­dzi­wą mi­strzy­nią, mo­ją ży­cio­wą idol­ką.

S: Chce pa­ni w czymś na­śla­do­wać ma­mę?

OF: We wszyst­kim. Mo­ja ma­ma to ko­bie­ta z cha­rak­te­rem, spe­cja­list­ka w sta­wia­niu na swo­im.

S: Mu­sia­ła pa­ni po­sta­wić na swo­im, że­by prze­pro­wa­dzić się do War­sza­wy?

OF: Nie, to by­ła na­tu­ral­na ko­lej rze­czy. Zro­bi­łam to ro­k te­mu, jak za­czę­łam grać w se­ria­lu „Dom nad roz­le­wi­skiem”. W War­sza­wie wy­naj­mu­ję miesz­ka­nie i do­brze się z tym czu­ję. Te­raz po dwóch ty­go­dniach po­by­tu w Kra­ko­wie gnam do War­sza­wy jak na skrzy­dłach. Mo­że to stąd, że przy­zwy­cza­iłam się sa­ma miesz­kać i że wszyst­ko w do­mu mam po swo­je­mu po­ukła­da­ne. Tam jest mój świat. Ni­ko­mu nie mu­szę tłu­ma­czyć się z te­go, co ro­bię.

S: Czy­li w War­sza­wie jest do­ro­słość, a w Kra­ko­wie wciąż dzie­ciń­stwo.

OF: Tak. Przy­jeż­dżam do do­mu i zno­wu czu­ję się jak ma­ła có­recz­ka ma­my. Ostat­nio prze­zię­bi­łam się, więc ma­ma ka­za­ła mi przy­je­chać do Kra­ko­wa i mnie wy­ku­ro­wa­ła. Nikt te­go nie po­tra­fi ro­bić tak, jak ona, i to nie tyl­ko dla­te­go, że z za­wo­du jest pie­lę­gniar­ką.

S: To praw­da, że o sce­nach roz­bie­ra­nych w fil­mie „Wszyst­ko, co ko­cham” ma­ma do­wie­dzia­ła się z pro­gra­mu Ku­by Wo­je­wódz­kie­go?

OF: Nie, to oczy­wi­ście był żart. Zresz­tą ten pro­gram wspo­mi­nam bar­dzo sym­pa­tycz­nie.

S: Na­praw­dę? Sły­sza­łam, że lu­dzie bo­ją się sia­dać u nie­go na ka­na­pie.

OF: Bo idą do te­go pro­gra­mu jak na woj­nę. Ko­niecz­nie chcą Ku­bie coś udo­wod­nić. Ja mia­łam do te­go zu­peł­nie in­ny sto­su­nek. Uwa­żam, że to jest bar­dzo in­te­li­gent­ny i roz­gar­nię­ty fa­cet, z ol­brzy­mim po­czu­ciem hu­mo­ru, rów­nież na wła­sny te­mat. On oczy­wi­ście po­tem sam mon­tu­je pro­gram i część lu­dzi wy­cho­dzi w nim na kre­ty­nów, ale to już jest ich pro­blem.

S: A pa­ni jak się czu­ła po tym pro­gra­mie?

OF: Bar­dzo do­brze. Pa­mię­tam, że już po emi­sji do­sta­wa­łam ma­sę SMS-ów, że faj­nie, że mu się nie da­łam.

S: Na­wet wte­dy, kie­dy ko­niecz­nie chciał się do­wie­dzieć, kie­dy skoń­czył się stan wo­jen­ny?

OF: Cie­ka­we, ile osób zna do­kład­ną da­tę za­koń­cze­nia sta­nu wo­jen­ne­go…

S: U Wo­je­wódz­kie­go by­wa­ją gwiaz­dy. Czy pa­ni się już też tak czu­je?

OF: Nie wiem, co to jest gwiaz­dor­stwo. Dla mnie gwiaz­dą jest Kry­sty­na Jan­da. Je­że­li mia­ła­bym być ta­ką gwiaz­dą, jak ona, to so­bie oczy­wi­ście te­go ży­czę. Na­to­miast by­cie ja­kąś tam ce­le­bryt­ką mnie nie in­te­re­su­je.

S: A co pa­nią interesuje?

OF: Na przy­kład spę­dze­nie wol­ne­go cza­su z przy­ja­ciół­mi, ostat­nio z chło­pa­ka­mi z „Wszyst­ko, co ko­cham”. To są dla mnie waż­ni lu­dzie. Ku­ba i Ma­te­usz stu­diu­ją w kra­kow­skiej szko­le te­atral­nej, ale co pe­wien czas przy­jeż­dża­ją do mnie do War­sza­wy. Go­tu­ję wte­dy obiad, je­my ra­zem, a po­tem oni idą spać. Gdy wsta­ją, ga­da­my go­dzi­na­mi.

S: Pew­nie też o przy­szło­ści. Ja­koś sobie pani ją wy­obra­ża? Co dalej?

OF: Te­raz jeż­dżę z „Wszyst­ko, co ko­cham” po fe­sti­wa­lach. Ale już w ma­ju bę­dzie pre­mie­ra mo­je­go no­we­go fil­mu, „Ma­ra­ton tań­ca”, w re­ży­se­rii Mag­dy Ła­zar­kie­wicz. To jest hi­sto­ria, któ­ra się dzie­je w ma­łym mia­stecz­ku. Gram Mo­ni­kę, dość kon­tro­wer­syj­ną po­stać. To dziew­czy­na tro­chę wul­gar­na, tro­chę agre­syw­na. Ale to tyl­ko po­zo­ry. Na koń­cu oka­zu­je się bar­dzo wraż­li­wą isto­tą.

S: Mam wra­że­nie, że to tak, jak pa­ni. Czy ta za­dzior­ność to tyl­ko ma­ska?

OF: A skąd pa­ni wie?

 

sukcesmagazyn.pl

styczeń 2011

 

 

 


Olga z wizytą w Larcie!

 

 

 

OLGA FRYCZ / LART*2006: W LARCIE PRZESZŁAM SWOJE...

 

 

LART- ORBITA MARZYCIELI

Absolwentami Lartu są m.in.: Paweł Małaszyński, Anna Cieślak , Dawid Ogrodnik, Urszula Grabowska, Olga Frycz, Leszek Lichota, Wojciech Urbański, Magdalena Waligórska, Grzegorz Halama, Małgorzata Buczkowska, Bartłomiej Świderski, Magda Boczarska, Monika Jarosińska, Bartosz Gelner, Marta Nieradkiewicz, Janusz Kruciński, Magda Turczeniewicz, Karol Pocheć, Agata Wątróbska, Andrzej Młynarczyk, Marta Chodorowska, Krzysztof Minkowski, Marcin Czarnik, Grzegorz Mielczarek, Grzegorz Wojdon ...844 ZDOBYTE INDEKSY SZKÓŁ TEATRALNYCH!

Urszula Grabowska / Lart*1996:

Nikt nie dal mi z siebie tyle, ile dostałam od prowadzących w Larcie. Polecam Lart wszystkim..

Hits: 2116

Bartosz Gelner / Lart*2008

Lart to bardzo energetyczne miejsce. To był dla mnie mega przełomowy, inaczej lepiący mnie czas.

Hits: 2317

Anna Cieślak / Lart*2000:

Przeszłam tutaj ogromną szkołę, chyba najtrudniejszą w życiu. Ja się tu naprawdę obudziłam i zaczęłam pracować.

Hits: 2529

Paweł Małaszyński / Lart*1998:

Przyjechałem tutaj i zakochałem się w tym miejscu, zakochałem się w tych profesorach i naprawdę ci ludzie, tu, nauczyli mnie stać na scenie.

Hits: 2283

Marta Nieradkiewicz / Lart*2003:

Lart to był bardzo trudny rok dla mnie jako dziewczyny, która chciała zostać aktorką. Byłam poddana ostrej krytyce. Nie było litości.

Hits: 2374

Leszek Lichota /Lart*1998:

Gdyby nie Lart to z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że na pewno by mnie nie przyjęli do żadnej szkoły. Lart dał mi dużo więcej niż 4 lata studiów.

Hits: 2280

Magda Turczeniewicz /Lart*2002:

Lart to jest takie wspaniałe miejsce, które może Wam pomóc dostać się do siebie, do swojej autentyczności.Rok w Larcie to czas odkrywania i wyzwalania.

Hits: 2155

Janusz Kruciński / Lart*1995:

Lart to jest ten rodzaj harówki, gdzie ludzie zaczynają pokonywać największe swoje słabości, zaczynają się między nimi zupełnie inne relacje.

Hits: 2071

Olga Frycz / Lart*2006:

Przyszłam do Lartu, przeszłam tutaj swoje, oczywiście... Uczyłam się przez rok. Naprawdę ciężko pracowałam.

Hits: 2346