News

Lart studiO Live Search





 



Kiedy skończyłem liceum zdawałem do Szkoły Filmowej w Łodzi. Niestety nie dostałem się. Pojechałem wtedy do Krakowa, do Studia Aktorskiego Lart studiO. Już na pierwszych zajęciach dowiedziałem się, że z tym aktorstwem jest trochę inaczej niż myślałem… Okazało się, że wcale nie chodzi tylko o to, by stanąć na scenie i tak po prostu coś mówić. Po roku spędzonym w Krakowie, trafiłem jeszcze do studium wokalno-aktorskiego w Gdyni, żeby wreszcie spędzić cztery niezapomniane lata w PWST w Krakowie.

 



 



Juliusz Kubiak odtwórca roli Józia w musicalu „Ferdydurke, czyli czas nieuniknionego mordu” opowiada o przygotowaniach i pracy nad dziełem stworzonym w oparciu o powieść Witolda Gombrowicza, o doświadczeniach w pracy z kaliskim zespołem aktorów, a także swojej przygodzie z odkrywaniem życiowej pasji.

 

Praca nad „Ferdydurke” była dla Pana pierwszą okazją do współpracy z kaliskim zespołem aktorskim. Jak się Panu współpracowało z aktorami Teatru w Kaliszu?

Bardzo dobrze. Nie miałem jeszcze tak dobrych doświadczeń jeżeli chodzi o pracę z zespołem aktorskim. Różne są legendy na temat tego, jak zespół traktuje aktora tzw. gościnnego, natomiast tutaj wszelkie mity zostały rozwiane. Przyjęto mnie bardzo dobrze. Poczułem się tu jak „swój” szczególnie, że mam tu trzech kolegów, których znam jeszcze ze szkoły.

Jak to się stało, że dołączył Pan do grona osób, które występują w „Ferdydurke, czyli czas nieuniknionego mordu”?

Zrezygnowałem z pracy w Teatrze w Rzeszowie i szukałem jakiegoś zajęcia. Dowiedziałem się, że organizowany jest casting do przedstawienia, które będzie robił Wojciech Kościelniak. Kiedy usłyszałem, że to Kościelniak ma być reżyserem, stwierdziłem, że muszę zagrać w tym przedstawieniu. Poszedłem więc na casting i zostałem wybrany.

Czy spodziewał się Pan roli Józia?

Nie spodziewałem się absolutnie. Byłem zadowolony z samego faktu, że mogę pracować z Wojtkiem Kościelniakiem. Znałem jego przedstawienia z Gdyni czy z Krakowa. Stwierdziłem, że u niego mógłbym robić cokolwiek. A tak się stało, że on zdecydował, że będę grał Józia.

Co Pana zdaniem zdecydowało o tym, że dostał Pan właśnie tę rolę?

Moja koleżanka aktorka powiedziała, że kiedy nie ogolę mojej brody, to wyglądam na takiego Józia…

Co było dla Pana najtrudniejsze w pracach nad „Ferdydurke”?

Józio jest taką postacią, która wśród bohaterów dwóch stronnictw: Syfona i Miętusa musi odkrywać ból istnienia, wnerwia się na formy, które oni próbują przybrać. Zasmuciłem się, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że nawet gdy mamy świadomość tego, że udajemy coś przed ludźmi, bo na przykład coś od nich chcemy, to i tak nie potrafimy z tego udawania zrezygnować. Nikt nie wie, jaki jest tak naprawdę, bo jest szczery tylko w skrajnie emocjonalnych sytuacjach.

A co było najzabawniejsze w pracach nad tym musicalem?

Myślę, że najzabawniejsze były uwagi kolegów, nie tyle do mnie, ale ogólnie. Na próbach panowała wesoła atmosfera.

Czy śpiewając trudniej jest oddać to, co Gombrowicz chciał przekazać w swoim dziele?

Myślę, że śpiewanie nie szkodzi Gombrowiczowi. On jest na tyle plastyczny w tym, jak można go realizować, że nie jest to żadnym problemem, a raczej strzałem w dziesiątkę. „Ferdydurke” to lektura szkolna, czasem niezbyt dobrze odbierana przez uczniów.

Jak Pan podchodził do tej lektury będąc w szkole, a jak kiedy zmierzył się Pan z nią przygotowując się do musicalu?

Pamiętam, że w szkole przez długi czas nie mogłem zrozumieć Gombrowicza. Teraz nie stanowiło to dla mnie problemu.

Jak w jednym zdaniu określiłby Pan myśl przewodnią „Ferdydurke”?

Podsumowaniem tego dzieła jest słynne zdanie: “Gdyż nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w jaką inną gębę”. Wolę jednak zdanie, które jest chwilę dalej, mówiące, że przed człowiekiem, można się schronić jedynie w objęcia innego człowieka… To daje nadzieję.

Czy wymowa „Ferdydurke” jest w takim razie pozytywna czy negatywna?

Jest przede wszystkim szczera.

„Ferdydurke” to jeden z rozdziałów w Pana życiu. Co poza tym może powiedzieć Pan o sobie? Kim jest Juliusz K.?

Jest Kaliszaninem, Asnykowcem. Mieszkam na Majkowie. Studiowałem w Krakowie.

Kiedy skończyłem liceum zdawałem do Szkoły Filmowej w Łodzi. Niestety nie dostałem się. Pojechałem wtedy do Krakowa, do Studia Aktorskiego Lart studiO . Już na pierwszych zajęciach dowiedziałem się, że z tym aktorstwem jest trochę inaczej niż myślałem… Okazało się, że wcale nie chodzi tylko o to, by stanąć na scenie i tak po prostu coś mówić. Po roku spędzonym w Krakowie, trafiłem jeszcze do studium wokalno-aktorskiego w Gdyni, żeby wreszcie spędzić cztery niezapomniane lata w PWST w Krakowie. Po studiach pracowałem w teatrze w Rzeszowie.

Kiedy odkrył Pan swoje “powołanie” do aktorstwa?

W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że już od podstawówki ciągnęło mnie do tego, by występować przed ludźmi. Lubiłem uczestniczyć w różnych szkolnych przedstawieniach.

Gra Pan zawodowo a czy zdarza się Panu grać także prywatnie?

Raczej nie, chyba, że chcę się przed kimś popisać. Poza tym nie wykorzystuję wyuczonych umiejętności, by coś sobie załatwić.

Grając różne postaci przybiera Pan ich tożsamości. Czy nie ma Pan wobec tego problemu z odnalezieniem własnej?

Zaangażowanie potrafi sięgnąć bardzo daleko, ale staram się nie tyle przybierać tożsamość tych postaci, tylko udzielać im to, co sam w sobie mam, a co do nich pasuje.

Jakie role są Panu bliskie?

Nie mam takich wybranych ról. Są takie, które mnie ciekawią bardziej albo mniej, są trudniejsze albo łatwiejsze. Chciałbym kiedyś zagrać Makbeta.

Czy jest w Panu coś z romantyka?

Tak.

Co chciałby Pan powodować w widzu, który ogląda Pana na scenie?

Chcę wzbudzać w widzach emocje, chociaż w dzisiejszych czasach, powinienem może powiedzieć, że wolałbym pobudzać do myślenia.

W Pana życiu miał także miejsce wątek muzyczny. O co dokładnie chodzi?

Muzyka od dawna mnie pasjonuje. Najpierw uczyłem się grać na keyboardzie u Mirosława Janiaka (Bajdura), później trochę na pianinie i śpiewać. Mirosław Janiak jest moim ojcem muzycznym. Śpiewałem także w zespole „Bad obsession”. Teraz myślę o stworzeniu jakiegoś spektaklu muzycznego.

Czy zamierza Pan zostać w Kaliszu?

To się okaże. Uświadamiam sobie jednak po raz kolejny, że nieważne gdzie się coś robi, ale z kim. A tu w Kaliszu na pewno jest z kim pracować.

Z jakimi ludźmi w takim razie lubi Pan pracować?

Z takimi, którzy profesjonalnie podchodzą do tego, co robią, ale też nie są sfrustrowani i dziwnie spięci.

Co było dla Pana największym wyzwaniem do tej pory?

Rola w pewnej bajce dla dzieci. Czułem moralny obowiązek, by zagrać najlepiej jak mogę i to była duża presja.

Czy ma Pan tremę kiedy wychodzi Pan na scenę?

Raczej nie.

Dla jakiej publiczności lubi pan grać?

Dla tak zwanej „dobrej”(śmiech), czyli dla takiej, która bez specjalnego zaproszenia, angażuje się w to co ogląda.

Czy w życiu osobistym jest Pan osobą, która podobnie jak Józio próbuje pokazywać ludziom prawdę, „sprowadzać ich na dobrą drogę”?

Myślę, że tak. (śmiech)

Czy podobnie jak Józio, chciałby Pan być „naprawcą” świata?

Myślę, że tak się nie da. Na świecie potrzebna jest równowaga. Gdzieś musi świecić słońce, żeby w innym miejscu padał deszcz. (śmiech)

 

Agnieszka Kubicka

calisia.pl

 

 

 


Juliusz na scenie Lartu!

 

 

 

LART- ORBITA MARZYCIELI

Absolwentami Lartu są m.in.: Paweł Małaszyński, Anna Cieślak , Dawid Ogrodnik, Urszula Grabowska, Olga Frycz, Leszek Lichota, Wojciech Urbański, Magdalena Waligórska, Grzegorz Halama, Małgorzata Buczkowska, Bartłomiej Świderski, Magda Boczarska, Monika Jarosińska, Bartosz Gelner, Marta Nieradkiewicz, Janusz Kruciński, Magda Turczeniewicz, Karol Pocheć, Agata Wątróbska, Andrzej Młynarczyk, Marta Chodorowska, Krzysztof Minkowski, Marcin Czarnik, Grzegorz Mielczarek, Grzegorz Wojdon ...802 ZDOBYTE INDEKSY SZKÓŁ TEATRALNYCH!

Urszula Grabowska / Lart*1996:

Nikt nie dal mi z siebie tyle, ile dostałam od prowadzących w Larcie. Polecam Lart wszystkim..

Hits: 1632

Bartosz Gelner / Lart*2008

Lart to bardzo energetyczne miejsce. To był dla mnie mega przełomowy, inaczej lepiący mnie czas.

Hits: 1750

Anna Cieślak / Lart*2000:

Przeszłam tutaj ogromną szkołę, chyba najtrudniejszą w życiu. Ja się tu naprawdę obudziłam i zaczęłam pracować.

Hits: 1926

Paweł Małaszyński / Lart*1998:

Przyjechałem tutaj i zakochałem się w tym miejscu, zakochałem się w tych profesorach i naprawdę ci ludzie, tu, nauczyli mnie stać na scenie.

Hits: 1721

Marta Nieradkiewicz / Lart*2003:

Lart to był bardzo trudny rok dla mnie jako dziewczyny, która chciała zostać aktorką. Byłam poddana ostrej krytyce. Nie było litości.

Hits: 1777

Leszek Lichota /Lart*1998:

Gdyby nie Lart to z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że na pewno by mnie nie przyjęli do żadnej szkoły. Lart dał mi dużo więcej niż 4 lata studiów.

Hits: 1742

Magda Turczeniewicz /Lart*2002:

Lart to jest takie wspaniałe miejsce, które może Wam pomóc dostać się do siebie, do swojej autentyczności.Rok w Larcie to czas odkrywania i wyzwalania.

Hits: 1653

Janusz Kruciński / Lart*1995:

Lart to jest ten rodzaj harówki, gdzie ludzie zaczynają pokonywać największe swoje słabości, zaczynają się między nimi zupełnie inne relacje.

Hits: 1563

Olga Frycz / Lart*2006:

Przyszłam do Lartu, przeszłam tutaj swoje, oczywiście... Uczyłam się przez rok. Naprawdę ciężko pracowałam.

Hits: 1780