News

Lart studiO Live Search





 



Miałem około 18 lat. Później nastąpił koniec szkoły i wojsko oraz przeprowadzka do Krakowa. Tam stażowałem w Kabarecie Rafała Kmity i uczęszczałem do Studia Aktorskiego Lart studiO . W 1994r. postanowiłem stworzyć swój własny autorski program… i tak toczy się do dzisiaj.

 



 



WZielonej Górze mieszkam od kilkunastu lat. Tutaj mieszka moja ukochana mama i dzieci. Mimo wszystko nadal spotykam mieszkańców Zielonej Góry, którzy pytają mnie czy jestem przejazdem. Odpowiadam, że tu mieszkam i nie wszyscy chcą wierzyć.Polacy lubią poczucie humoru, ale niejako podane na tacy.

 

Jak zaczęła się Pana przygoda z kabaretem, z występami na scenie?

Urodziłem się w Świdwinie. Tam już jako dziecko chodziłem na zajęcia z perkusji oraz uczestniczyłem w różnych konkursach piosenki. Jako Grezgorz Halama, kabareciarz z Zielonej Góry trzynastolatek zainteresowałem się grą na gitarze i będąc wielbicielem zespołu The Beatles, marzyłem aby zostać wokalistą rockowym. Dopiero w Koszalinie, w szkole średniej, zacząłem na poważnie grać na gitarze i śpiewać piosenki. Szybko „wytropili” mnie harcerze i wtedy zacząłem występować publicznie. Dołączyłem do zespołu poezji śpiewanej „Bańka-Band”. Następnie stworzyłem z kolegą zespół teatralno-rockowy „Obsesja” i stamtąd trafiłem do kabaretu.

- Miałem około 18 lat. Później nastąpił koniec szkoły i wojsko oraz przeprowadzka do Krakowa. Tam stażowałem w Kabarecie Rafała Kmity i uczęszczałem do Studia Aktorskiego Lart studiO. W 1994r. postanowiłem stworzyć swój własny autorski program… i tak toczy się do dzisiaj.

Jest Pan głównie identyfikowany z postacią Pana Józka w żółtym golfie. Skąd wziął się pomysł na tego typu postać sceniczną?

Przede wszystkim – wymyśliłem ją. Obserwowałem światowe dokonania w dziedzinie komedii i doszedłem do wniosku, że bardzo silne, charakterystyczne postaci odnoszą największy sukces. Tak było z Charlie Chaplinem, Busterem Keatonem, Flipem i Flapem czy Jasiem Fasolą. Starałem się stworzyć taką postać z krwi i kości, która mówi bardzo szybko i często improwizuje. Za punkt wyjścia obrałem zachowanie mojego nauczyciela ze szkoły średniej, który charakteryzował się ciekawym sposobem mówienia i poruszania się oraz nadużywał słowa „prawda”. Oczywiście finalna postać jest bardzo daleka od osoby mojego nauczyciela.

Skąd czerpie Pan pomysły na swój występ?

Z życia… obserwacji. Nie jest łatwo odpowiedzieć, chociaż to jedno z trzech najczęściej zadawanych pytań w wywiadach i chyba najbardziej kłopotliwe dla odpowiadających. Także sprytnie się wymigam, a odpowiedź pozostawię specjalistom od badania mózgu i tego skąd się biorą twórcze myśli.

A jaki jest Pana ulubiony kabaret?

Moje ulubione kabarety to chyba Mumio i Łowcy.B – ze względu na absurdalne poczucie humoru są mi najbliżsi. Oczywiście kabarety Ani Mru Mru czy Kabaret Moralnego Niepokoju także dostarczają mi wiele radości. Bardzo doceniam też to, co robi na scenie Jerzy Kryszak czy Cezary Pazura. Oczywiście forma solowa nie jest mi obca, nie mniej im dłużej występuję, tym bardziej zauważam jak doskonali technicznie są starsi koledzy. A z młodszych mogę polecić Pawła Reszelę – młodego stand-up’owca, który radzi sobie coraz lepiej i chyba bodaj jedyny w Polsce ma najbardziej stan-upowy stand-up. Szczerze jednak dodam, że najbardziej śmieszą mnie zagraniczne produkcje w stylu Saturday Night Live, brytyjskie „Dowcipne numerki” czy „The Catherine Tate Show”.

Występuje Pan również w teatrze. Czym jest dla Pana tego rodzaju kontakt z publiką?

Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że kabaret jest przede wszystkim formą mocno użytkową. Nie wszystko można pokazać w każdych warunkach. W teatrze cała przestrzeń jest zagospodarowana – światło muzyka, ruch; można każdą sekundę zaplanować – daje to szanse na zaprezentowanie najśmielszych i najbardziej artystycznych wizji. Drugi aspekt to aktorzy, którzy wykonują mega ciężką pracę. Mam wrażenie, że kieruje nimi szczególne uczucie, odczuwane podczas wychodzenia na scenę. Nie wiem jak to nazwać. Sacrum? Nikt chyba wołami nie zatrzymałby ludzi na scenie, gdyby nie to wyjątkowe doznanie uczestniczenia w tworzeniu nowej rzeczywistości i bycia jej żywym elementem. Miałem okazję grać na deskach teatru w Zielonej Górze. Wystąpiłem około trzech razy, zgodnie z tajnym planem dyrektora teatru. Ale i tak najciekawszym dla mnie etapem była praca nad rolą z reżyserem i kontakt z naszymi aktorami, którzy okazali mi dużo sympatii. Z wzajemnością zresztą. W Teatrze Polskim w Bielsku Białej gram cały czas rolę Szwejka w spektaklu „Szwejk” – jest to zawsze wyjątkowe doznanie, spotkanie z aktorami i pełną publicznością.

Jeśli nie byłby Pan kabareciarzem, najchętniej w jakiej roli widziałby Pan siebie?

Gdybym nie był kabareciarzem, to najchętniej byłbym jakąś bliżej nieokreśloną formą energii o bardzo małej objętości i dużej masie. W sumie w skali makrokosmosu chyba tak jest. Natomiast pytanie od razu mi przypomniało sytuację związaną z przemiłym Robertem Talarczykiem – dyrektorem Teatru Polskiego w Bielsku Białej. Pamiętam, że zastanawiałem się czy mógłbym zagrać w teatrze czy filmie, jako ja Grzegorz Halama. I tak kombinowałem, że kultowe role typu Hamlet, zdecydowanie pasują do typu amanta, psychologicznie powykręcane postaci są kuszące, ale też zdecydowanie nie dla mnie i tak dedukowałem, że właśnie postać Szwejka najbardziej pasowałaby do mnie. Ku mojemu zdziwieniu tydzień po moich przemyśleniach, otrzymałem nagły telefon od Pana Talarczyka z propozycją zagrania tej roli. W tym czasie obejrzałem film „Kryminalni – Misja śląska”, gdzie Robert Talarczyk zagrał zabójcę-psychopatę. Nie omieszkałem mu o tym wspomnieć, dlatego też usłyszałem w słuchawce „Jak się nie zgodzisz to wiesz co będzie”. Także chcąc nie chcąc, musiałem zagrać. Prawda jest taka, że spełniło się jedno z moich marzeń – zagranie w teatrze w profesjonalnym spektaklu. Dodam tylko że na scenie pojawia się również Anna Guzik.

A czy na co dzień humor Pana również nie opuszcza?

Raczej nie. Wiadomo, że zawsze znajdzie się trochę smutku, nerwów, stresu. Jak to w życiu. Ale mam poczucie, że jest to w dość uczciwej równowadze. Nie jestem typem etatowego rozbawiacza. Natomiast sądzę, że dobrzy znajomi i przyjaciele raczej nie narzekają na to, bym był zbyt smutny. Z natury jestem jednak raczej osobą zamkniętą w sobie. Wolę spokój i ciszę i … od czasu do czasu drobne szaleństwo.

Pytanie z innej beczki. Jak ocenia Pan humor społeczeństwa polskiego?

Jeśli potraktujemy rzecz statystycznie to powiedzmy na jakieś 3-. Polacy lubią poczucie humoru, ale niejako podane na tacy. Bez nosa klauna, czasem trudno coś zdziałać. Polacy są bardzo podejrzliwi i nieufni. Zawsze jestem pełen wdzięczności dla losu, że mimo czasem dość pokręconego mojego humoru , wciąż znajduję rzesze fanów, którzy lubią mnie za to co robię. To największa nagroda dla każdego artysty.

A co sądzi Pan o obecnej polityce i naszych politykach?

Ojojoj. Ja ogólnie jako człowiek urodzony w 70 roku otrzymałem „z góry” przede wszystkim stek kłamstw i poczucie, że polityka i politycy to inny zły świat, od którego trzeba się trzymać z daleka. Przyszła wolność i doczekałem się koszmaru: Kaczyński, Lepper, Giertych i Rydzyk – byli najstraszniejszą wizją spełnioną w rzeczywistości. Mam tylko nadzieję, że Polacy powoli uczą się, że same hasła nie wystarczą. Również się uczę, że naprawdę trzeba wybierać ludzi światłych, którzy z prawdziwą troską myślą o innych. Z drugiej strony, rola polityka to wielka odpowiedzialność i wywrócenie życia do góry nogami. Chciałbym żeby nadeszły czasy, gdy w świadomości ludzi bycie politykiem będzie prawdziwym zaszczytem.

Pana rodzinne miasto to właśnie Zielona Góra. W którym miejscu najchętniej spędza Pan wolny czas?

W Zielonej Górze mieszkam od kilkunastu lat. Tutaj mieszka moja ukochana mama i dzieci. Mimo wszystko nadal spotykam mieszkańców Zielonej Góry, którzy pytają mnie czy jestem przejazdem. Odpowiadam, że tu mieszkam i nie wszyscy chcą wierzyć. Odpowiedź dotycząca wolnego czasu nie jest taka prosta. Przede wszystkim pierwszy raz od kilkunastu lat miewam trochę wolnego czasu, dlatego do tej pory nie spędzałem go zbyt aktywnie. W przypadku artystów estradowych życie wywalone jest do góry nogami. Piątek, sobota, niedziela stanowią dla mnie dni pracy. Dlatego nie można mnie za często zobaczyć w Zielonej Górze na niedzielnym spacerze. Poza tym każdy dzień spędzony w domu jest dla mnie zawsze błogosławieństwem, gdyż tych dni mam o wiele mniej niż każdy normalnie pracujący człowiek. Miłym akcentem był turniej Snookera gdzie zagrałem z Prezydentem Zielonej Góry. To wszystko za sprawą naszego snookerowego mistrza Marcina Nitchke, który ma nie tylko piękny klub snookera, ale też jest człowiekiem pasji, organizującym turnieje snookerowe. Byłem dumny, że mogłem zaprosić moją mamę, by móc jej choć w małym stopniu wynagrodzić lata ciężkiej pracy. Lubię także spacerować po lesie, których w Zielonej Górze nie brakuje. Lubię spacer po deptaku. Od czasu do czasu pobawię się w jakimś klubie, co jest dla mnie bardzo nowe i odkrywcze, ponieważ będąc przez tyle lat zapracowanym, praktycznie nie bywałem w klubach w ogóle.

A co lubi Pan robić w wolnym czasie?

Zdecydowanie jestem bardziej domatorem, zatem czytanie: Henry Miller, Herman Hesse, Vonnegut to moi ulubieńcy. Filmy: David Lynch, Herzog, Woody Allen, Bergman itd. Muzyka i jeszcze raz muzyka. Jestem też lekkim maniakiem komputerowym i grywam czasem w komputerowe gry. Lubię też po prostu siedzieć w domu, ponieważ po wyjazdach samo bycie w domu jest dla mnie najlepszą nagrodą.

Dziękuję.

 

Agnieszka Demichowicz

TwójRynek.pl

 

 

 


Grzegorz na scenie Lartu!

 

 

 

LART- ORBITA MARZYCIELI

Absolwentami Lartu są m.in.: Paweł Małaszyński, Anna Cieślak , Dawid Ogrodnik, Urszula Grabowska, Olga Frycz, Leszek Lichota, Wojciech Urbański, Magdalena Waligórska, Grzegorz Halama, Małgorzata Buczkowska, Bartłomiej Świderski, Magda Boczarska, Monika Jarosińska, Bartosz Gelner, Marta Nieradkiewicz, Janusz Kruciński, Magda Turczeniewicz, Karol Pocheć, Agata Wątróbska, Andrzej Młynarczyk, Marta Chodorowska, Krzysztof Minkowski, Marcin Czarnik, Grzegorz Mielczarek, Grzegorz Wojdon ...841 ZDOBYTYCH INDEKSÓW SZKÓŁ TEATRALNYCH!

Urszula Grabowska / Lart*1996:

Nikt nie dal mi z siebie tyle, ile dostałam od prowadzących w Larcie. Polecam Lart wszystkim..

Hits: 1907

Bartosz Gelner / Lart*2008

Lart to bardzo energetyczne miejsce. To był dla mnie mega przełomowy, inaczej lepiący mnie czas.

Hits: 2082

Anna Cieślak / Lart*2000:

Przeszłam tutaj ogromną szkołę, chyba najtrudniejszą w życiu. Ja się tu naprawdę obudziłam i zaczęłam pracować.

Hits: 2269

Paweł Małaszyński / Lart*1998:

Przyjechałem tutaj i zakochałem się w tym miejscu, zakochałem się w tych profesorach i naprawdę ci ludzie, tu, nauczyli mnie stać na scenie.

Hits: 2049

Marta Nieradkiewicz / Lart*2003:

Lart to był bardzo trudny rok dla mnie jako dziewczyny, która chciała zostać aktorką. Byłam poddana ostrej krytyce. Nie było litości.

Hits: 2145

Leszek Lichota /Lart*1998:

Gdyby nie Lart to z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że na pewno by mnie nie przyjęli do żadnej szkoły. Lart dał mi dużo więcej niż 4 lata studiów.

Hits: 2049

Magda Turczeniewicz /Lart*2002:

Lart to jest takie wspaniałe miejsce, które może Wam pomóc dostać się do siebie, do swojej autentyczności.Rok w Larcie to czas odkrywania i wyzwalania.

Hits: 1927

Janusz Kruciński / Lart*1995:

Lart to jest ten rodzaj harówki, gdzie ludzie zaczynają pokonywać największe swoje słabości, zaczynają się między nimi zupełnie inne relacje.

Hits: 1842

Olga Frycz / Lart*2006:

Przyszłam do Lartu, przeszłam tutaj swoje, oczywiście... Uczyłam się przez rok. Naprawdę ciężko pracowałam.

Hits: 2101