News

Lart studiO Live Search





 



Obiecałam sobie, że nie odpuszczę - na rok trafiłam do studia aktorskiego Lart studiO w Krakowie. To coś w rodzaju poczekalni dla ludzi, którzy nie dostali się do państwowych szkół. Słuchacze są przygotowywani do zdawania egzaminów i to do tego stopnia, że udziela im się porad dotyczących np. stroju, w którym należy stawić się przed komisją. Są oczywiście również zajęcia o profilach typowo aktorskich, np. impostacja i emisja głosu. Po roku spędzonym w Krakowie dostałam się na aktorstwo we Wrocławiu.

 



 



Marzy o nim wielu, ale indeksy dostają tylko najlepsi.

 

Uczelnie artystyczne co roku przeżywają oblężenie, bo młodzi ludzie wiedzą, że dyplom dobrej akademii muzycznej, plastycznej czy teatralnej może być początkiem wielkiego sukcesu. Ci, którym marzy się kariera muzyczna, chcą być uznanymi aktorami lub witać gości na własnych wernisażach, o swoich studiach zaczynają myśleć już w gimnazjum. A nawet wcześniej.

Zawodowa wokalistka, nie piosenkarka Małgosia Hutek, tegoroczna maturzystka, od najmłodszych lat uczyła się gry na instrumentach: - Zaczęłam od skrzypiec, ale to był falstart. Nie oddawały mojej osobowości, więc rzuciłam szkołę muzyczną. Jednak szybko zrozumiałam, że nie potrafię żyć bez muzyki. Brat grał na oboju, co jeszcze bardziej mobilizowało mnie do powrotu. Tym razem wybrałam saksofon altowy - wspomina dziewczyna. Nie było jej lekko, bo chodziła do najlepszego gimnazjum w Łodzi, gdzie nauki było sporo. - Do tego jeszcze dojazdy do szkoły muzycznej, która ma swoją siedzibę na obrzeżach miasta. Gdy moje koleżanki po lekcjach chodziły na lody i odrabiały lekcje, ja jechałam na zajęcia do drugiej szkoły. Jeszcze większy problem pojawił się, gdy zdałam do liceum, ponieważ nauki było naprawdę sporo, a ja zrozumiałam, że chcę dodatkowo kształcić głos - dodaje Małgosia. Dziewczyna za miesiąc będzie zdawać egzaminy w Akademii Muzycznej w Katowicach. - Marzę o studiach na słynnym wydziale kompozycji, interpretacji, edukacji i jazzu na kierunku jazz i muzyka estradowa. Wiem, że będzie bardzo ciężko, bo to najlepsze miejsce, by uczyć się śpiewu, i chętnych jak zawsze jest wielu, a zostaną przyjęte tylko dwie osoby! - martwi się. Gdyby jej się nie powiodło, na pewno będzie próbowała za rok: - Do wojska nie muszę iść, więc nie mam się o co martwić. Pewnie zaczepię się gdzieś, żeby nie marnować roku, ale z drugiej strony, będę musiała solidnie przygotowywać się do następnych egzaminów. Mam jednak nadzieję, że nie będzie to konieczne i od października zamieszkam w Katowicach - dodaje maturzystka. Młoda artystka wie, co to dobra organizacja - oprócz lekcji w liceum, zajęć w szkole muzycznej znajdowała jeszcze czas na występy w spektaklach i śpiewała jako wokalistka w big-bandzie. Jednak skoro dotychczas głównie skupiała się na saksofonie, czemu zatem nie zdecydowała się na tradycyjne studia w akademii muzycznej? - Bardzo chciałabym zostać wokalistką. Właśnie wokalistką, a nie piosenkarką, którą teraz może być każda ładna dziewczyna. Marzy mi się praca przy oprawie muzycznej filmów dla dzieci - dodaje.

Z rodziny artystycznej

Czasami decyzja o wyborze artystycznej drogi życiowej jest wynoszona z domu. Tak było w przypadku Ani Olech, tegorocznej maturzystki, córki artystów plastyków. - Mimo że rodzice bezpośrednio nie wpływali na moje decyzje, pozostawiając mi wolną rękę, to można powiedzieć, że urodziłam się pośród blejtramów i charakterystycznych zapachów, takich jak olej lniany czy terpentyna. Przyszłam na świat dokładnie wtedy, gdy moja mama kończyła drugi rok studiów, więc na ASP uczęszczałam regularnie już w wieku dwóch lat. Motyw rodzica artysty wydawał mi się we wczesnych latach zupełnie normalny, wręcz banalny - opowiada Ania. Jednak nie od początku dziewczyna wiązała swoją przyszłość z pędzlami i masą rzeźbiarską. - Pamiętam, że ostateczna decyzja w sprawie mojego kształcenia plastycznego zapadła tuż przed rozpoczęciem gimnazjum. Wcześniej owszem, malowałam po ścianach, bazgrałam w zeszytach, ale wtedy jak każda mała dziewczynka myślałam raczej o karierze aktorki albo piosenkarki - wspomina maturzystka. Czas gimnazjum upłynął pod wpływem fascynacji studium postaci. Dziewczyna zaczęła chodzić na zajęcia do pracowni Reja 17 Grzegorza Bednarza w Młodzieżowym Domu Kultury we Wrocławiu i tam na dobre złapała plastycznego bakcyla. Ania podkreśla, że rodzice artyści to mimo wszystko wielka presja: - Zawsze pragniesz, by byli z ciebie dumni, a dla ludzi związanych ze sztuką twoja praca często nie jest wystarczająco dobra. Dlatego kartki fruwały po pokoju, a ja traciłam zapał do pracy. Jednak szybko zrozumiałam, że uwagi rodziców są cenne - tłumaczy. Nie bez znaczenia był też fakt, że Ania chodziła do czteroletniego Autorskiego Liceum Artystycznego "ALA" we Wrocławiu. - Mam świadomość, że ta szkoła lepiej przygotowała mnie do studiów, niż gdybym chodziła do tradycyjnego liceum. Przed maturą czekał mnie dyplom z fotografii - to było naprawdę poważne wyzwanie - wspomina Ania. Pod okiem promotora Macieja Stawińskiego młoda artystka przygotowywała przez sześć miesięcy swój dyplom fotograficzny. Na zdjęciach przedstawiła swoje spojrzenie na balet. - Z tańcem jestem związana emocjonalnie już od najmłodszych lat. Tańczyłam właściwie wszystko, oprócz właśnie baletu. Ta technika jest jednym z moich niedoścignionych marzeń, które spełniam za pomocą umieszczenia ich na fotografiach - tłumaczy. Do pracy zaprosiła swoją przyjaciółkę Agatę, która zawodowo tańczy w balecie Opery Wrocławskiej. - To była wymarzona modelka. Cenię sobie jej urodę i wielką osobowość. Agata wniosła do zdjęć tajemnicę i odpowiedni charakter, który docenili profesorowie oceniający pracę. A ta współpraca zainspirowała mnie do dalszego działania - jestem pewna, że to dopiero początek mojej przygody z baletem w fotografii artystycznej i w filmie - mówi Ania. I pewnie ma rację, bo do ASP zdaje na kierunek sztuka multimediów. Nie będzie łatwo, bo ten kierunek będzie od października studiowało tylko dziesięć osób, a chętnych jest kilkakrotnie więcej. Żeby zwiększyć swoje szanse dostania się, dziewczyna chodzi na specjalistyczne kursy organizowane przez uczelnię: - Konieczne trzeba bardzo dużo rysować i malować. Takie kursy dają możliwość korzystania z modela praktycznie przez cały dzień. Dodatkowo mniej więcej co godzinę prowadzący przekazuje uwagi i dokonuje korekty. Atmosfera do rysowania jest genialna: cisza, spokój i skupienie - podkreśla dziewczyna. Dlaczego zdecydowała się na Akademię Sztuk Pięknych? - Chcę kręcić krótkie filmiki, animacje i oczywiście robić zdjęcia studyjne i w plenerze. ASP da mi satysfakcję i możliwość poświęcenia się wyłącznie sztuce, a ta naprawdę wymaga czasu. Mam również nadzieję, że będę miała możliwość doskonalenia lub wydobycia tego, co się jeszcze we mnie kryje.

W świetle reflektorów

Czy wybór szkoły zawsze podyktowany jest talentem i chęcią rozwijania artystycznych pasji? - Nie, często decydują względy ekonomiczne. Słyszałam od dziewczyny zdającej ze mną egzaminy do akademii teatralnej, że chciałaby być aktorką i grać w serialach, bo na tym się zarabia miliony - wspomina Ania, która trzykrotnie próbowała dostać się do łódzkiej Filmówki. Miała nadzieję, że podczas egzaminów pozna ludzi, z którymi połączy ją pasja do teatru. Czy przeżyła rozczarowanie? - Tylko w pewnym stopniu, bo na pewno wśród setek niedoszłych aktorów można spotkać niewiarygodne osobowości. Ale irytująca jest otoczka towarzysząca corocznym zmaganiom młodych ludzi, m.in. legendy, którymi obrastają dalsze etapy rekrutacji. Anegdoty o komisji, która każe zagrać mleko, ukazać taniec bez ruchu czy wydostać się z wyimaginowanej pułapki. A przecież tak naprawdę chodzi o sprawdzenie umiejętności twórczego, abstrakcyjnego myślenia - tłumaczy. Czy będzie próbowała do skutku? - W zeszłym roku miałam ostatnie podejście. Teraz mam już 23 lata, więc dla komisji jestem już weteranem. Mam wrażenie, że egzaminujący szukają ludzi młodych, których da się ukształtować i kierować ich drogą artystyczną - dodaje Ania. Co, oprócz wizji zarabiania w serialach, pcha młodych ludzi do szkół teatralnych? - W moim przypadku była to wielka miłość do teatru i nieustająca chęć ekspresji. Już podczas występów w szkolnych teatrach czułam w sobie niezwykłą energię i potrzebę dzielenia się swoimi emocjami z widzem. Przykro mi, że tego nie zrealizuję, ale będę próbowała przenieść te marzenia na inne pole - tłumaczy Ania. To, co nie udało się Ani, za drugim razem osiągnęła

Małgosia Lipka, tegoroczna absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. L. Solskiego, wydziału zamiejscowego we Wrocławiu. Też bezskutecznie próbowała w Łodzi, ale: Obiecałam sobie, że nie odpuszczę - na rok trafiłam do studia aktorskiego Lart studiO  w Krakowie. - To coś w rodzaju poczekalni dla ludzi, którzy nie dostali się do państwowych szkół. Słuchacze są przygotowywani do zdawania egzaminów i to do tego stopnia, że udziela im się porad dotyczących np. stroju, w którym należy stawić się przed komisją. Są oczywiście również zajęcia o profilach typowo aktorskich, np. impostacja i emisja głosu. Po roku spędzonym w Krakowie dostałam się na aktorstwo we Wrocławiu. - Spełniło się wówczas moje największe marzenie. Mogłam realizować się w tylu dziedzinach: w mowie, śpiewie, tańcu, pantomimie. Wszyscy, którzy dostali się do wymarzonej dwudziestki, na egzaminach pokonali kilkaset osób. Byliśmy pełni nadziei i entuzjazmu, mieliśmy wielkie plany - wspomina. Ale studia upłynęły szybko i nastąpiło brutalne zetknięcie z rzeczywistością: - Gdy jesteś w szkole, dostajesz piątki z egzaminów, a ludzie oklaskują twoje role, to masz wrażenie, że możesz zmieniać świat. Aktorstwo to magia. Ale gdy na czwartym roku zaczynasz szukać pracy, to orientujesz się, że wcale nie jest tak różowo. Kilkadziesiąt młodych aktorów kończy co roku bardzo ciężkie studia, a wymarzone etaty w teatrach dostają nieliczni - tłumaczy Małgosia. Jednak mimo trudności ze znalezieniem stałego, satysfakcjonującego artystycznie zajęcia, nie żałuje czterech lat we Wrocławiu. - To są studia jak żadne inne. Nigdzie nie przebywa się tak dużo i tak blisko ze swoją grupą. Tuż przed sesją, gdy wszystkie roczniki przygotowują się do egzaminów, zdarza się, że ćwiczenia zaczynają się o trzeciej nad ranem, bo tylko wtedy jest wolna sala prób. Do tego wszyscy są zmęczeni i zestresowani przed egzaminami, więc atmosfera jest gęsta. Dodając do tego silne charaktery i wyjątkowe osobowości ludzi studiujących w PWST, można sobie wyobrazić, jakie emocje towarzyszą takim zajęciom. Często leją się łzy i padają mocne słowa, ale tak naprawdę jesteśmy ze sobą bardzo zżyci, bo spędzamy ze sobą więcej czasu niż z kimkolwiek innym - opowiada aktorka. Dziewczyna podkreśla, że szkoła teatralna to doskonałe miejsce dla ludzi, którzy chcą rozwijać się w wielu kierunkach. Muszą mieć jednak twarde charaktery i wielką pasję do tego, co robią.

 

Agnieszka Danowska

GazetaEdukacja.pl

 

 

 


Gosia na scenie Lartu!

 

 

 

LART- ORBITA MARZYCIELI

Absolwentami Lartu są m.in.: Paweł Małaszyński, Anna Cieślak , Dawid Ogrodnik, Urszula Grabowska, Olga Frycz, Leszek Lichota, Wojciech Urbański, Magdalena Waligórska, Grzegorz Halama, Małgorzata Buczkowska, Bartłomiej Świderski, Magda Boczarska, Monika Jarosińska, Bartosz Gelner, Marta Nieradkiewicz, Janusz Kruciński, Magda Turczeniewicz, Karol Pocheć, Agata Wątróbska, Andrzej Młynarczyk, Marta Chodorowska, Krzysztof Minkowski, Marcin Czarnik, Grzegorz Mielczarek, Grzegorz Wojdon ...841 ZDOBYTYCH INDEKSÓW SZKÓŁ TEATRALNYCH!

Urszula Grabowska / Lart*1996:

Nikt nie dal mi z siebie tyle, ile dostałam od prowadzących w Larcie. Polecam Lart wszystkim..

Hits: 1905

Bartosz Gelner / Lart*2008

Lart to bardzo energetyczne miejsce. To był dla mnie mega przełomowy, inaczej lepiący mnie czas.

Hits: 2081

Anna Cieślak / Lart*2000:

Przeszłam tutaj ogromną szkołę, chyba najtrudniejszą w życiu. Ja się tu naprawdę obudziłam i zaczęłam pracować.

Hits: 2266

Paweł Małaszyński / Lart*1998:

Przyjechałem tutaj i zakochałem się w tym miejscu, zakochałem się w tych profesorach i naprawdę ci ludzie, tu, nauczyli mnie stać na scenie.

Hits: 2048

Marta Nieradkiewicz / Lart*2003:

Lart to był bardzo trudny rok dla mnie jako dziewczyny, która chciała zostać aktorką. Byłam poddana ostrej krytyce. Nie było litości.

Hits: 2143

Leszek Lichota /Lart*1998:

Gdyby nie Lart to z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że na pewno by mnie nie przyjęli do żadnej szkoły. Lart dał mi dużo więcej niż 4 lata studiów.

Hits: 2048

Magda Turczeniewicz /Lart*2002:

Lart to jest takie wspaniałe miejsce, które może Wam pomóc dostać się do siebie, do swojej autentyczności.Rok w Larcie to czas odkrywania i wyzwalania.

Hits: 1924

Janusz Kruciński / Lart*1995:

Lart to jest ten rodzaj harówki, gdzie ludzie zaczynają pokonywać największe swoje słabości, zaczynają się między nimi zupełnie inne relacje.

Hits: 1842

Olga Frycz / Lart*2006:

Przyszłam do Lartu, przeszłam tutaj swoje, oczywiście... Uczyłam się przez rok. Naprawdę ciężko pracowałam.

Hits: 2101