Żeby się dostać bez kursu na państwową uczelnię, musisz być geniuszem. Dostałam się do Akademii Teatralnej w Warszawie dzięki doświadczeniu zdobytemu w krakowskim Lart studiO. - W Larcie dowiedziałam się, czego będzie ode mnie wymagał mój zawód. Nauczyłam się ciężkiej pracy i znoszenia niepowodzeń. Poznałam też wspaniałych wykładowców.

 



 



Zaocznie, weekendowo, bez egzaminów. Decyduje kolejność zgłoszeń. Nowe szkoły aktorskie otwierają się nie tylko dla osób, które chcą odnieść sukces na scenie, ale i na rynku pracy. Granica między zawodowcami i amatorami staje się coraz mniej wyraźna.

 

«Co roku wydziały aktorskie trzech państwowych uczelni opuszcza zaledwie garstka wybrańców.Tak niewielki nabór ma zapewniać wysoką jakość nauczania i szansę powodzenia na wąskim rynku pracy. Jednak zasada "aktor z dyplomem albo wcale" odchodzi w przeszłość. Scena i plan zdjęciowy stają się dostępne dla każdego obywatela. Każdego, kto wygra "Idola", "Debiut", casting do reklamy albo zdoła opłacić czesne w szkole niepublicznej. W wykazie Centrum Edukacji Artystycznej Ministerstwa Kultury figuruje kilkanaście niepublicznych uczelni teatralnych i filmowych. To studia płatne - w studium aktorskim przy teatrze w Olsztynie nauka jest wprawdzie darmowa, ale w innych czesne waha się od 350 do 1350 zł za miesiąc. Prócz szkół nadzorowanych przez ministerstwo organizowana jest niezliczona ilość warsztatów, kursów, zajęć przygotowujących do egzaminów aktorskich. To wciąż za mało - tylko w ciągu ostatnich dwóch tygodni kilka nowych szkół prywatnych ogłosiło nabór na kierunki: aktorstwo i animacja kultury. Uczelnie powstają w miejscowościach, które dotąd nie cieszyły się sławą wielkich ośrodków teatralnych. Nawet jeśli absolwent nie stanie nigdy na państwowej scenie, poradzi sobie na castingu do serialu czy na rozmowie o pracę. Będzie miał też większe szanse na egzaminach do PWST czy AT.

Żeby się dostać bez kursu na państwową uczelnię, musisz być geniuszem- mówi Aleksandra Bożek , której monodram "Noce Szeherezady" można oglądać w Teatrze Rozmaitości. Dostałam się do Akademii Teatralnej w Warszawie dzięki doświadczeniu zdobytemu w krakowskim Lart studiO. - W Larcie dowiedziałam się, czego będzie ode mnie wymagał mój zawód. Nauczyłam się ciężkiej pracy i znoszenia niepowodzeń. Poznałam też wspaniałych wykładowców, jak Beata Fudalej czy Marcin Kuźmiński.

Krzysztof Ogłoza,aktor Teatru Dramatycznego w Warszawie,spędził w Larcie rok po nieudanym podejściu do AT. - Krążą mity, jakoby ludzie po kursach byli zmanierowani. Owszem, niektórzy pedagodzy silnie wpływają na osobowość. Ale taka szkoła pozwala rozbuchać emocjonalność, rozwibrować wyobraźnię. A aktorstwa i tak trzeba się uczyć przez całe życie.

Na zachodzie bez zmian, ale u nas... Wyższość magistrów sztuki nad absolwentami kursów podważyło wejście Polski do Unii Europejskiej. Wyższe uczelnie zaangażowały się wówczas w tzw. proces boloński, czyli harmonizację struktur kształcenia (poprzez trójstopniowość studiów, system punktowy, czytelne i porównywalne dyplomy, komisje akredytacyjne, ustalenie minimum programowego dla każdego kierunku). Wszystko po to, żeby studenci mogli podejmować naukę w dowolnym kraju na dowolnym poziomie. Problem pojawił się przy uczelniach artystycznych. Rektorzy zaprotestowali przeciwko rozbijaniu ich programów, narzucaniu schematów, kwestionowaniu tradycyjnych metod. Dla zachodnich partnerów tego rodzaju wątpliwości były zaskoczeniem. Państwowe szkoły teatralne należą tam do rzadkości. Gwiazdy kina amerykańskiego czy brytyjskiego w rubryce "wykształcenie" wpisują najczęściej nazwy ukończonych kursów. Wiele uniwersytetów organizuje też zajęcia teatralne w ramach zwykłego cyklu kształcenia. Zdarza się, że ich uczestnicy trafiają na West End czy Broadway. Panuje przekonanie, że od papierka ważniejszy jest talent i determinacja.

Jakość bez dyplomu

Czy studenci uczelni państwowych mają szansę w konkurencji z dynamicznymi ekspertami od autopromocji? Zwłaszcza że coraz więcej znanych wykładowców przechodzi do szkół prywatnych lub zakłada własne? Do kogo należy przyszłość?

Problem z klasyfikacją zawodowiec/amator będzie się pogłębiał. W programach weekendowych kursów i dostojnych uczelni pojawiają się te same nazwy przedmiotów; od historii sztuki po impostację głosu. Czy oznacza to jednak, że kursy przekazują tę samą wiedzę? Czy oprócz pasji dają porządne humanistyczne wykształcenie, pozwalają rozwinąć poczucie tradycji, posłannictwa i misji kulturowej?

Państwowi dominowali na narodowych scenach, póki warunkiem etatu był etos i rzemiosło. Prywatni mają zapał, są otwarci i kreatywni. Być może rynek sprawi, że do nich właśnie będzie należała przyszłość.

 

Joanna Derkaczew

Gazeta Wyborcza nr 204

01-09-2005

 

 

 


Krzysztof Ogłoza na scenie Lartu!