Do szkoły teatralnej dostałem się za trzecim razem. Po pierwszej nieudanej próbie poszedłem do prywatnej szkoły Machulskich, ale szybko uznałem, że to nie to. Po drugiej trafiłem do krakowskiego Lart studiO. Kiedy za trzecim razem na egzaminie wstępnym spotkałem się z Janem Machulskim i ten na mój widok krzyknął "Cześć, Adaś!" - pomyślałem, że to pożegnanie, koniec - za karę, że uciekłem z jego szkoły. Ale na szczęście to było powitanie.

 



 



Adam Ciołek pochodzi z Warszawy, ukończył łódzką "filmówkę". Jego talent dostrzegła polonistka w podstawówce i tak w wieku 13 lat trafił pod skrzydła państwa Machulskich, którzy prowadzili ognisko przy Teatrze Ochoty.

- Do szkoły teatralnej dostałem się za trzecim razem. Po pierwszej nieudanej próbie poszedłem do prywatnej szkoły Machulskich, ale szybko uznałem, że to nie to. Po drugiej trafiłem do krakowskiego Lart studiO. Kiedy za trzecim razem na egzaminie wstępnym w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, Filmowej i Telewizyjnej spotkałem się z Janem Machulskim i ten na mój widok krzyknął "Cześć, Adaś!" - pomyślałem, że to pożegnanie, koniec - za karę, że uciekłem z jego szkoły. Ale na szczęście to było powitanie.

W trakcie studiów zagrał epizody w serialach "Pierwsza miłość" i "Sprawa na dziś". Dla pieniędzy. Bycie w teatrze jest dla niego ważniejsze od robienia kasy.

- Uważam że po studiach niewiele się umiem. Zawodu uczy się w teatrze. On postanowił uczyć się zawodu w Opolu, z wyboru, w pełni świadomie. Na czwartym roku studenci obierają dwie strategie

- Jedni z nadzieją wypatrują, czy na dyplom przyjechał jakiś dyrektor teatru, inni tych dyrektorów zapraszają.

Adam zaprosił Bartosza Zaczykiewicza. Bo jego zdaniem teatr opolski liczy się na mapie teatralnej kraju, a poza tym wiedział, że nie ma tu aktorów przed trzydziestką. Na razie robi zastępstwo w roli Fiedotika w "Trzech siostrach", ale jego prawdziwy debiut będzie dopiero 10 listopada, na premierze "Baala" w reżyserii Marka Fiedora. Kiedy zaczynał studia w Łodzi, ostatni rok robił dyplom z "Baala" właśnie u Fiedora. Tym bardziej ucieszył się, że zadebiutuje w tym przedstawieniu. Zaraz po premierze zabierze się też do pracy magisterskiej. Uważa że to głupota i anachronizm, ale napisać trzeba Jedyny plus, że będzie pisać o aktorze, którego uważa za wielkiego mistrza - o Bogusławie Sochnackim. Magisterka to mikrocel na przyszłość. O celach makro nie chce mówić, poza tym, że chciałby dużo grać - wierzy w swoje szczęście.

 

Iwona Kłopocka

Nowa Trybuna Opolska nr 223/23/24.09.

06 26-09-2006

 

 

 


Adam na scenie Lartu!