Do szkoły teatralnej nie dostałam się za pierwszym razem. Najpierw zdawałam do Warszawy i Łodzi. Kiedy mnie nie przyjęli, przez rok uczyłam się w Krakowie w Lart studiO. Przez rok przygotowałam się solidnie do egzaminów. Sam egzamin to były straszne emocje. Standardowo kazano mi kogoś uwodzić piosenką. Zadania, jakie daje komisja, choć wydają się niewykonalne, mają na celu uruchomienie wyobraźni.

 



 



Najtrudniejszy pocałunek «Rozmawiamy z Patrycją Durską, aktorką Teatru Ludowego w Krakowie, która otrzymała nagrodę Ministerstwa Kultury i Sztuki za rolę w "Surwiwalu" w reż. Anny Trojanowskiej.

 

Kim jest dziewczyna, którą grasz w "Surwiwalu"?

- Ona pochodzi z bloków. To już bardzo dużo o niej mówi. Choć nie jest typowym blokersem, chciałaby się wyrwać z tego środowiska, ale nie ma takiej możliwości. Spotyka się w tej sztuce z chłopakiem, który z kolei ma ogromne możliwości, ale nie wie, co z nimi zrobić. Odpowiada na zamieszczone przez niego w internecie ogłoszenie, mówiące, że chciałby "wyjść na plus", czyli zarazić się od kogoś wirusem HIV. W zamian oferuje ostry seks.

To też chyba co nieco ją charakteryzuje.

- Tak, świadczy o tym, że poszukuje nowych wrażeń. Zresztą tak jak chłopak. Oboje są samotni i oboje tak naprawdę poszukują miłości. Co z tego wynika, nie chciałabym zdradzać, bo cały urok tej sztuki polega na zwrotach akcji.

Ta rola pewnie wymagała od Ciebie dużo odwagi. W spektaklu są śmiałe sceny erotyczne.

- Takie sceny są zawsze trudne. Ale to nie były moje pierwsze doświadczenia. Zdarzało mi się już grać takie rzeczy wcześniej. W "Surwiwalu" są tak naprawdę dwie takie sceny. Jedna ma coś wspólnego z tańcem godowym i przeradza się w swego rodzaju agresję. Ona nie była tak dla mnie trudna, jak scena końcowego pocałunku, przytulenia się, w której nie da się niczego oszukać, zagrać

Masz za sobą doświadczenia filmowe. Zagrałaś już w "Sześciu dniach strusia" Jarosława Żamojdy.

- Tak, dostałam tę rolę w dość banalny sposób, przez udział w castingu. To była rzeczywiście moja pierwsza duża rola. Wcześniej zdarzył mi się epizod w filmie Jerzego Sthura "Duże zwierzę". To było na studiach, a Jerzy Stuhr opiekował się naszym rokiem.

Do krakowskiej szkoły teatralnej przyjechałaś z Ameryki, gdzie zaczęłaś już studiować psychologię i dziennikarstwo.

- Tak, ale to był bardzo krótki epizod. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, co chcę w życiu robić. A do szkoły teatralnej nie dostałam się za pierwszym razem. Najpierw zdawałam do Warszawy i Łodzi. Kiedy mnie nie przyjęli, przez rok uczyłam się w Krakowie w Lart studiO. Przez rok przygotowałam się solidnie do egzaminów. Sam egzamin to były straszne emocje. Standardowo kazano mi kogoś uwodzić piosenką. Innych rzeczy już nie pamiętam. Zadania, jakie daje komisja, choć wydają się niewykonalne, mają na celu uruchomienie wyobraźni, i o to w nich tak naprawdę chodzi.

Po studiach młodzi aktorzy mają kłopoty ze znalezieniem pracy. Ciebie one ominęły?

- Nie, po dyplomie, tak jak większość z nas, rozsyłałam po różnych teatrach w Polsce swoje CV. Jestem realistką i wiem, że bardzo trudno dostać pracę, jeśli nie ma się wielkich osiągnięć, albo ktoś cię nie poleci. Miałam jednak szczęście. Kiedy byłam na Festiwalu Filmowym w Gdyni z "Sześcioma dniami strusia", zadzwoniła do mnie koleżanka, że musi zrezygnować z roli w "Kafce" granym w Teatrze Ludowym. Wskoczyłam na jej miejsce i po jakimś czasie dyrektor Fedorowicz zaproponował mi angaż. Co zabawne, rok później zadzwonił do mnie dyrektor teatru w Poznaniu, mówiąc, że właśnie przejrzał moje CV i w zasadzie przydałabym się w jego teatrze. Jeżeli po takim czasie dyrektorzy sięgają po złożone u nich podania, to mają szansę, że zaangażują nieco już podstarzałe aktorki.

Tobie to na razie nie grozi. Powiedz, jak publiczność reaguje na Ciebie i Twojego partnera Andrzeja Deskura w tak kontrowersyjnej sztuce, jaką jest "Surwiwal"?

- Widz ma nas bardzo blisko siebie, zagląda nam w oczy. Nie mamy szansy go okłamać. Dlatego baliśmy się reakcji, tym bardziej, że na spektakle często przychodzą starsi ludzie. Na początku są zmieszani naszym językiem, zachowaniem. Ktoś się podśmiechuje. Ale w miarę rozwoju akcji zmienia się nastrój. Ludzie wychodzą naprawdę poruszeni. .

 

Magda Huzarska-Szumiec

Gazeta Krakowska nr 166/

19.07.05