Z perspektywy Rzeszowa, skąd pochodzę, dostanie się do PWST było czymś prawie niemożliwym. Kiedy jednak podjęłam decyzję o wyjeździe, przekonałam się, że mogę więcej, niż mi się wydawało. Nie zawsze było łatwo: do PWST dostałam się za trzecim podejściem, dwa lata uczyłam się w studium aktorskim Lart studiO, musiałam zarobić na swoje utrzymanie.

 



 



Aie oceniam kolegów, którzy prowadzą imprezy, grają do kotleta czy paradują po sklepie w przebraniu śnieżynki. Ale to nie dla mnie - mówi ANNA KIECA, najmłodsza aktorka Wrocławskiego Dnia Teatru. «Teatr na Dolnym Śląsku to żywioł ludzi młodych - to u nas, jak nigdzie indziej, rozwijają się niezależne formacje, młodzi aktorzy robią własne spektakle, przygotowują czytania sztuk, happeningi. Niemal co miesiąc na dolnośląskich scenach odbywają się premiery spektakli rozchwytywanych, młodych reżyserów: Demirskiego, Strzępki, Zadary, Klaty, Korczakowskiej

Co jest największą zmorą młodego aktora?

Nie wiem. Dla mnie ten zawód ciągle ma tylko jasne strony. Mieszkam w mieszkaniu przy teatrze, ciągle jestem otoczona znajomymi z pracy. Nie miałam czasu zmęczyć się moim środowiskiem, choć pewnie dla higieny psychicznej powinnam więcej przebywać z ludźmi spoza teatru.

Stres? Trema przed premierami?

Granie to przyjemność, a trema mnie mobilizuje. Spinam się, bo wiele rzeczy jest dla mnie jeszcze nowych, nie zawsze wiem, jak się zachować na scenie, przejmuję się tym, co myślą inni, choć dotychczas publiczność bardzo mi pomagała.

Masz etat w dużym teatrze instytucjonalnym, ale występujesz też w spektaklach awangardowej Sceny Witkacego.

Scena Witkacego to alternatywa wobec teatru instytucjonalnego. Nie tylko tam gram, ale zdarza się mi też myć podłogę. Takie przyziemne zaangażowanie sprawia, że każdy projekt staje się bardziej "mój".

Marzysz o pracy ze słynnymi reżyserami? Warlikowskim? Zadarą?

Przede wszystkim chcę grać w teatrze. Nie mam wymarzonych ról czy reżyserów. W miejscu, w którym jestem dzisiaj, każde zadanie jest dla mnie ważne. Staram się też nie oceniać tego, co robią inni: sama po prostu nie chcę grać w serialu, prowadzić imprez czy paradować w stroju śnieżynki w galerii handlowej. Kiedyś myślałam, że aktorzy tworzą bohemę, że są zamkniętą i trudno dostępną grupą. Teraz mam do tego nieco inny stosunek, ale ciągle uważam, że teatr to nie jest zwykłe miejsce pracy, a aktor to nie jest zwykły zawód. Na bycie aktorką zdecydowałam się dość późno. Miałam różne plany na życie. Z perspektywy Rzeszowa, skąd pochodzę, dostanie się do PWST było czymś prawie niemożliwym. Kiedy jednak podjęłam decyzję o wyjeździe, przekonałam się, że mogę więcej, niż mi się wydawało. Nie zawsze było łatwo: do PWST dostałam się za trzecim podejściem, dwa lata uczyłam się w studium aktorskim Lart studiO, musiałam zarobić na swoje utrzymanie. Aktorstwo nigdy nie było dla mnie terapią - bardziej okazją, żeby odkryć swoje drugie ja i wejść w zakamarki, w które w zwykłym życiu się nie zapuszczamy.

 

Katarzyna Kamińska

Gazeta Wyborcza - Wrocław nr 73

27-03-2008

 

 

 


Ania na scenie Lartu!