Miałam to szczęście, że w Lart studiO trafiłam na świetne grono pedagogiczne i wyciągnęłam ze szkoły maksymalnie co się da.

 



 



Zanim na dobre się rozkręciłaś w tym zawodzie, zniknęłaś. Dlaczego?

 

Urodziłam syna i zajęłam się jego wychowaniem. W ciąży przytyłam masę kilogramów, więc powoli je też zrzucałam (śmiech). Po jakimś czasie odezwała się moja aktorska pasja. Stwierdziłam, że czas zawalczyć jeszcze raz o marzenia. Znalazłam świetną agentkę i ruszyłam do boju.

Jak mówiłaś - nie kończyłaś państwowej szkoły teatralnej, tylko studium aktorskie. Czy na rynku jesteś uznawana za aktorkę?

Teraz ważniejsze od szkoły jest to, na jakie kursy się jeździ, czy doskonali się swoje umiejętności, w jakich warsztatach się bierze udział, jak pracuje się na planie... Można skończyć państwową szkołę i przez lata nigdzie nie grać, a każdy nieużywany organ zanika i podobnie jest z umiejętnościami. Ja wychodzę z założenia, że to praca nas uczy. Miałam to szczęście, że w Lart studiO* trafiłam na świetne grono pedagogiczne i wyciągnęłam ze szkoły maksymalnie co się da. Ale żadna szkoła aktorska nie nauczy obycia na planie czy pracy z kamerą.

Ale teraz robisz egzamin eksternistyczny na aktorkę dramatyczną, po co?

Dla własnej satysfakcji. Jeśli spotykam się z jakąkolwiek niechęcią, to najczęściej od kolegów aktorów niż od reżyserów czy ludzi z obsady. Dlatego mając dyplom chcę utrzeć nosa tym, którzy mają z tego powodu jakiś problem.

I bierzesz udział w warsztatach doszkalających?

Jak w każdym zawodzie trzeba się cały czas rozwijać. Na zachodzie to jest normalne, że aktorzy mają swoich trenerów. Meryl Streep, żeby zagrać w „Mamma mia” przez półtora roku miała trenerów od śpiewu czy poruszania się. Trzeba zmienić polskie myślenie - mam dyplom w garści to już koniec mojego wysiłku. Praca na emocjach jest bardzo delikatna i trzeba umieć je przetwarzać .

Niedługo premiera filmu braci Skolimowskich „Ixjana. Z piekła rodem”, w którym grasz znaczącą rolę. Myślisz, że to Twoja przepustka do pierwszej ligi?

Zależy co mamy na myśli mówiąc „pierwsza liga” - bo dla mnie na pewno nie jest to „Taniec z Gwiazdami” czy jak oni gotują, malują... Nie neguje tego, ale nie myślę też, że jest to przepustka do każdych drzwi. Na nazwisko trzeba zapracować świetnymi rolami i ciężką pracą. Do filmu trafiłam dzięki długim i wyczerpującym castingom. To jest mój krok do przodu.

Jesteś współwłaścicielką agencji twarzy do reklam. Czy przez to masz inne spojrzenie na swoją konkurencję w walce o role?

Nigdy nie patrzę na aktorów jak na konkurencję. To nie są wybory Miss Polonia czy wystawa koni arabskich. Po prostu jedna aktorka nadaje się bardziej, a inna mniej do roli.

Nigdy nikomu nie zazdrościłaś roli?

Roli nie. Czasem w pozytywnym tego słowa znaczeniu zazdroszczę ludziom ich możliwości czy predyspozycji w zawodzie. No i ogólnie paru innych rzeczy, jak np. czasu na fajne podróże, bo to jest moja kolejna pasja. Najchętniej momentalnie spakowałabym walizkę i wyjechała gdziekolwiek...

Czyli gdyby nie aktorstwo, to być może pracowałabyś w National Geographic?

O tak! Ale jest jeszcze jeden zawód, który mogłabym uprawiać. Śmieję się, że mam benzynę we krwi, bo kocham prowadzić samochód. Serio, mogłabym być zawodowym kierowcą (śmiech).

Co sprawia Ci przyjemność w wolnych chwilach, oprócz jazdy samochodem?

To są zwykłe sprawy, np. rozmowa z moim pięcioletnim synem i próba odpowiedzenia na pytanie: „Mamo, a po co leci samolot?”. Spotkania z przyjaciółmi, do których mam wielkie szczęście, których poznałam w „biedzie”. Mój dom praktycznie się nie zamyka, do wieczora zawsze ktoś jest. Lubię ten stan rzeczy.

Skoro kochasz podróże, to na pewno masz już jakieś plany wakacyjne?

Nie, raczej nie planuję swoich wyjazdów i tak jest najfajniej. Zawsze mnie przerażają dalekosiężne oferty na pół roku w przód. Skąd ja wiem, co będzie się wtedy działo w moim życiu? Dlatego urlop planuję z dnia na dzień. Chciałabym odwiedzić w tym roku Hiszpanię, ale jeszcze zobaczymy czy się uda.

 

Joanna Rutkowska

barwyszczescia.pl

2011-08-31