News

Lart studiO Live Search





 



Nie poddałem się, szukałem miejsca, w którym mógłbym podszkolić swój warsztat. Trafiłem do krakowskiego Lart studiO. O nauce w niepublicznych placówkach różnie się mówi, więc założyłem, że jeśli poczuję, że szkoła nic mi nie daje, zrezygnuję. Okazało się jednak, że czas w niej spędzony, to były najpiękniejsze lata w moim życiu. Pamiętam m.in. zajęcia z Beatą Fudalej, Leszkiem Zdybałem czy Darkiem Starczewskim, Dzięki Lart studiO solidnie przygotowałem się do egzaminów wstępnych i zdałem do PWST we Wrocławiu.

 



 



Miał być piłkarzem, ale uzależnił się od sceny i kamery. Mówi o sobie, że jest aktorem charakterystycznym, gotowym zagrać wiele postaci. Choć dopiero przekroczył trzydziestkę, Zdążył już zdobyć etat w legendarnym teatrze Witkacego w Zakopanem, zetknąć się z najsłynniejszymi polskimi reżyserami (Kijowskim, Krauze, Langiem, Latkowskim, Żuławskim...), zagrać w najpopularniejszych serialach i reklamach znanych marek. Mimo tego ciągle podkreśla, że jest dopiero na początku aktorskiej drogi i uczy się fachu. O naszym mieście, piłce nożnej i pracy artystycznej rozmawiamy z częstochowianinem, aktorem młodego pokolenia, Krzysztofem Kołą.

Aktorskie doświadczenia zbierałeś w różnych miastach – największych ośrodkach teatralnych w Polsce, ale na początku była Częstochowa...

Tu się urodziłem i wychowałem. Chodziłem do podstawówki i liceum. W Częstochowie mieszkają najważniejsi dla mnie ludzie: rodzice i przyjaciele, do których zawsze wracam. Czytam w sieci o tym, co dzieje się w mieście, wiem, że gra tu Nefre, był „frytkowy" festiwal, jest nowe hasło promocyjne... Mam także ogromny sentyment do drużyny Rakowa, w której kiedyś trenowałem. Grając w trampkarzach, byłem przekonany, że w przyszłości będę sławnym piłkarzem. Trener Dobosz tak mnie zaraził futbolowym bakcylem, że choć poszedłem zupełnie inną drogą, do dziś, jeśli mam w zasięgu wzroku boisko i odrobinę czasu, biegam za piłką albo jeżdżę na rowerze. To z kolei pasja, którą zaszczepił mi inny częstochowianin, mój nauczyciel WF w liceum, Artur Płuciennik. Te dyscypliny pozwalają mi zachować dobrą formę, bez której trudno się obejść w moim zawodzie.

Od sportu do aktorstwa krótka droga?

O wyczynowym uprawianiu sportu myślałem od dziecka. Natomiast z aktorstwem było jak u Kieślowskiego. Przypadek. To, że mam taki zawód też po części zawdzięczam Częstochowie. Jeszcze w liceum trafiłem na ogłoszenie o warsztatach teatralnych w IV LO im.Sienkiewicza. Prowadził je Bogdan Wąchała. Przyjął mnie na zajęcia, był moim pierwszym mistrzem w tym fachu i, mówiąc nieco górnolotnie, ukształtował moje myślenie o teatrze. Z naszą warsztatową grupą wystawiliśmy w Politechniku „Romea i Julię". Grałem Parysa, to był mój szkolny debiut. Po nim zamarzyły mi się studia teatralne.

Postanowiłeś zdawać do szkoły aktorskiej.

Na początku bez sukcesu. Ale nie poddałem się, szukałem miejsca, w którym mógłbym podszkolić swój warsztat. Trafiłem do krakowskiego Lart studiO. O nauce w niepublicznych placówkach różnie się mówi, więc założyłem, że jeśli poczuję, że szkoła nic mi nie daje, zrezygnuję. Okazało się jednak, że czas w niej spędzony, to były najpiękniejsze lata w moim życiu. Pamiętam m.in. zajęcia z Beatą Fudalej, Leszkiem Zdybałem czy Darkiem Starczewskim, nota bene urodzonym w Częstochowie, aktorem teatru Bagatela w Krakowie, współpracującym m.in. z innym znanym częstochowianinem, Rafałem Kmitą. Kraków i ludzie, z którymi miałem możliwość się spotkać, ukształtował mnie jako człowieka. Po Krakowie był Wrocław. Dzięki Lart studiO solidnie przygotowałem się do egzaminów wstępnych i zdałem do PWST we Wrocławiu. Niestety moje plany zawodowe pokrzyżował wypadek. Nie zniechęciłem się jednak. Kiedy doszedłem do siebie, powrót do teatru umożliwiło mi Studium Aktorskie im. Aleksandra Sewruka przy Teatrze Jaracza w Olsztynie. Tu szansę zdobycia tytułu aktora i pracy na scenie dał mi dyrektor Janusz Kijowski. Debiutowałem w „Nie-Boskiej komedii" w reżyserii Krzysztofa Zaleskiego. W spektaklu dyplomowym – „Jak wam się podoba" w reżyserii Szymona Kuśmidera wcieliłem się w postać Błazna. W tym czasie było to jedno z najfajniejszych i zarazem najtrudniejszych scenicznych wyzwań. Bo jak zagrać błazna, który jest jednocześnie inteligentny, przebiegły, próżny i dowcipny?

Zostałeś – brzmi bardzo poważnie – dyplomowanym aktorem dramatycznym. Czyli takim, który kojarzy się przede wszystkim z teatrem.

Teatr był priorytetem, więc po studiach szukałem dla siebie sceny. Miałem różne propozycje, w tym m.in. ze znanego Teatru im. Witkiewicza w Zakopanem. Przemyślałem wszystkie za i przeciw, i ... odmówiłem, ponieważ zgodziłem się już na etat w Sosnowcu. Tatry były mi jednak pisane. Na mój dyplom w Olsztynie przyjechał Piotr Dąbrowski, wieloletni aktor teatru Witkacego. W rozmowie po spektaklu przyznałem się, że odrzuciłem propozycję Andrzeja Dziuka, dyrektora zakopiańskiego teatru. Dąbrowski przekonał mnie, że to wielki błąd, który trzeba szybko naprawić. Inaczej przejdzie mi koło nosa bardzo dobra scena. Andrzej Dziuk dał mi drugą szansę. Wziąłem więc sobie do serca słynną myśl Witkacego o tym, że jedynym naszym zaświatem, tak jak samo życie, jest sztuka i rozpocząłem pracę na etacie na „witkacowskiej" scenie.

Jaka ona jest?

W tym teatrze wszystko wydaje mi się takie poukładane, wyrafinowane, ze smakiem. Panuje wyjątkowy klimat, artyści mają poczucie, że są ważni w zespole i pokazują, jak istotni są dla nich widzowie. Przychodząc obejrzeć spektakl nie czujesz się anonimowo, bezosobowo, bo do teatru wprowadza cię nie szatniarz, tylko sam aktor, z którym po przedstawieniu możesz porozmawiać o tym, co obejrzałeś na scenie.

Pamiętasz pierwszy „tatrzański" spektakl?

„Witkacy – Appendix". Graliśmy w Koszycach. Przed węgiersko – słowacką publicznością, która nie rozumiała zbyt wiele. Jeśli tylko czas pozwoli, z przyjemnością obejrzę tę sztukę w Częstochowie, bo teatr Andrzeja Dziuka wystawi ją podczas tegorocznego Przeglądu Przedstawień Istotnych „Przez Dotyk".

Etat w niemal legendarnym, zakopiańskim teatrze i ambitny repertuar w zasięgu ręki, to było dla Ciebie za mało. Pociągała Cię stolica i kamera...

Jeszcze w Zakopanem miałem skromny udział w dokumencie Sylwestra Latkowskiego „Ostatnia wieczerza" (prapremiera filmu odbyła się podczas tegorocznego Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym – przyp. red). Właśnie w „Witkacym" Latkowski nagrywał wywiad z bohaterem filmu, artystą Maciejem Świeszewskim, a my, aktorzy, na potrzeby tej produkcji odtwarzaliśmy postacie z obrazu malarza. Takie pozowanie okazało się ciekawym doświadczeniem. Przydało się w rozmaitych filmowych przedsięwzięciach. Z filmem stykam się w bardzo różny sposób. Na przykład dzięki współpracy z Grzegorzem Małeckim, scenografem współpracującym z Teatrem Jaracza w Łodzi, miałem okazję prowadzić Festiwal Era Nowe Horyzonty, podczas którego zapowiadaliśmy filmy Reinera Wernera Fassbindera, przedstawiając humorystyczne scenki. Prowadzenie tego typu imprezy to ciekawa rzecz, ale oczywiście chciałbym także grać.

W pracy dla telewizji spotkałeś się już z wieloma znanymi filmowcami, takimi jak Krzysztof Lang, Grzegorz Kuczeriszka, czy Xawery Żuławski, co ciekawe m.in. na planach najpopularniejszych polskich seriali.

Faktycznie, w tej materii sporo się dzieje. Pierwsze serialowe kroki stawiałem w „Fali zbrodni" Langa, ale „przełomem" w tego typu pracy był chyba „Klan". Dziesięć - dwanaście dni zdjęciowych, rola intendenta, potem informatyka - urzędnika, gra u boku aktorów, od lat znanych z telewizji. Dobrze to wspominam. Inne serialowe doświadczenie to praca z Maćkiem Migasem w bardzo ważnej produkcji TVP „1920. Wojna i miłość". Najpierw wcielałem się w postać oficera. Spodobałem się w tej małej roli i dostałem inną, na kilka odcinków. Cieszę się, że reżyser mojego pokolenia zauważył w mojej grze coś interesującego. Pojawiłeś się jeszcze w „M jak miłość", „Tancerzach", „Hotelu 52", „Linii życia".

Sporo tego, więc to chyba łatwa praca?

Inna niż w teatrze. Aktorom, przysposabianym w szkołach bardziej do występów na scenie, z masą teorii w głowie, bywa trudno na planach telewizyjnych. A te z reguły są do siebie podobne. Pracuje się na nich w dużym tempie, niemal „na czas", trzeba szybko opanować dużo tekstu, nie ma możliwości zastanowienia się nad rolą, poprawiania. Taka nerwowość nie każdemu odpowiada. Szkoła, którą ukończyłem nastawiona jest przede wszystkim na praktykę, bardzo potrzebną w naszej pracy.

Młodzi aktorzy często mówią o tym, jak trudno jest trafić do reklamy, zostać zauważonym na castingu. Ty pojawiasz się w reklamówkach silnych marek, z „kasowych" branż. Masz na to jakiś gotowy patent?

Ależ skąd. Mam świadomość ogromnej konkurencji, wiem że w reklamie może zagrać właściwie każdy. Czasem potrzebna jest tylko twarz, element wizualny, musisz pasować do jakiegoś założonego profilu. Innym razem trzeba coś zagrać i wtedy przydają się umiejętności aktorskie. Jeśli chodzi o castingi nie mam jakichś traumatycznych doświadczeń. Zdarza mi się w nich uczestniczyć, ale mam też propozycje udziału w reklamówkach od producentów, którzy trafili na moje portfolio, wypatrzyli na zdjęciu.

Występy aktorów w reklamach mają swoich przeciwników. Bo to komercja. Tobie to nie szkodzi?

Każdy aktor marzy o prawdziwej scenie, poważnym repertuarze, wybitnej kreacji. Nie będę przekonywał, że reklama to wielki teatr, wielka sztuka, wielkie role. To po prostu przemysł i od lat stały element pracy aktorów na całym świecie. Może pomóc w karierze, może zaszkodzić. Jeśli grasz tylko w reklamówkach, na pewno nie jesteś szczególnie szczęśliwy. Ale gdy to jest jakaś cząstka zawodowych zadań, nie ma dramatu. Tak też można szlifować warsztat. Poza tym zdarza się, że castingi do reklam przeprowadzają także osoby, które współpracują ze znanymi reżyserami, kompletując obsadę do ich produkcji, więc można nawiązać cenne, branżowe kontakty. W reklamie, jak we wszystkim, trzeba zachować umiar. Zwracać uwagę na to, co się reklamuje, kto robi dany spot.

Nad czym teraz pracujesz? Gdzie będziemy Cię mogli zobaczyć?

Mam za sobą spotkanie z Krzysztofem Zanussim. Brałem również udział w zdjęciach próbnych do filmu „Cień" Krzysztofa Rzączyńskiego, a także zostałem zaproszony do drugiego etapu nowego filmu Krzysztofa Krauze „Papusza", opowiadającym o cygańskiej poetce, więc z niecierpliwością czekam na efekty rozmów z reżyserem. Ostatnio pojawiły się też m.in. propozycje udziału w nowym serialu „Rezydencja" i kampaniach sponsorów Euro2012, więc na brak pracy nie narzekam.

 

Beata Ochoń

cgk.czestochowa.pl

 

 

LART- ORBITA MARZYCIELI

Absolwentami Lartu są m.in.: Paweł Małaszyński, Anna Cieślak , Dawid Ogrodnik, Urszula Grabowska, Olga Frycz, Leszek Lichota, Wojciech Urbański, Magdalena Waligórska, Grzegorz Halama, Małgorzata Buczkowska, Bartłomiej Świderski, Magda Boczarska, Monika Jarosińska, Bartosz Gelner, Marta Nieradkiewicz, Janusz Kruciński, Magda Turczeniewicz, Karol Pocheć, Agata Wątróbska, Andrzej Młynarczyk, Marta Chodorowska, Krzysztof Minkowski, Marcin Czarnik, Grzegorz Mielczarek, Grzegorz Wojdon ...802 ZDOBYTE INDEKSY SZKÓŁ TEATRALNYCH!

Urszula Grabowska / Lart*1996:

Nikt nie dal mi z siebie tyle, ile dostałam od prowadzących w Larcie. Polecam Lart wszystkim..

Hits: 1204

Bartosz Gelner / Lart*2008

Lart to bardzo energetyczne miejsce. To był dla mnie mega przełomowy, inaczej lepiący mnie czas.

Hits: 1250

Anna Cieślak / Lart*2000:

Przeszłam tutaj ogromną szkołę, chyba najtrudniejszą w życiu. Ja się tu naprawdę obudziłam i zaczęłam pracować.

Hits: 1402

Paweł Małaszyński / Lart*1998:

Przyjechałem tutaj i zakochałem się w tym miejscu, zakochałem się w tych profesorach i naprawdę ci ludzie, tu, nauczyli mnie stać na scenie.

Hits: 1232

Marta Nieradkiewicz / Lart*2003:

Lart to był bardzo trudny rok dla mnie jako dziewczyny, która chciała zostać aktorką. Byłam poddana ostrej krytyce. Nie było litości.

Hits: 1283

Leszek Lichota /Lart*1998:

Gdyby nie Lart to z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że na pewno by mnie nie przyjęli do żadnej szkoły. Lart dał mi dużo więcej niż 4 lata studiów.

Hits: 1270

Magda Turczeniewicz /Lart*2002:

Lart to jest takie wspaniałe miejsce, które może Wam pomóc dostać się do siebie, do swojej autentyczności.Rok w Larcie to czas odkrywania i wyzwalania.

Hits: 1232

Janusz Kruciński / Lart*1995:

Lart to jest ten rodzaj harówki, gdzie ludzie zaczynają pokonywać największe swoje słabości, zaczynają się między nimi zupełnie inne relacje.

Hits: 1115

Olga Frycz / Lart*2006:

Przyszłam do Lartu, przeszłam tutaj swoje, oczywiście... Uczyłam się przez rok. Naprawdę ciężko pracowałam.

Hits: 1306