Po nauce w Larcie miałam wyidealizowane wyobrażenie o studiach w szkole teatralnej. W Lart studiO wszyscy są bardzo zdeterminowani, by osiągnąć cel. W zajęcia trzeba wkładać mnóstwo energii i intensywnej pracy. Szkoła teatralna to zupełnie inna bajka. Nie mogę narzekać – spotkałam tam wielu ważnych ludzi i sporo się nauczyłam. Są jednak rzeczy, które już dawno powinny się zmienić w kształceniu aktorów. Cieszę się, że nie dostałam się do szkoły od razu po maturze. Po dwóch latach byłam bardziej świadoma i odporna. Boję się, że wcześniej mogłabym ulec pewnym wpływom.

 



 



Kiedy postanowiłaś, że zostaniesz aktorką?

 

To nie jest wyjątkowa historia. Zawsze ciągnęło mnie do teatru. Moja starsza siostra tańczyła, a ja podążałam jej śladem. Szukałam sposobu wyrażenia siebie przez ciało. Jako licealistka dowiedziałam się o zajęciach prowadzonych przy olsztyńskim teatrze. Poznałam tam cudownych ludzi, z którymi do tej pory się przyjaźnię. Przez cały tydzień czekaliśmy na godzinę osiemnastą w poniedziałek. Zdarzało się, że mieliśmy zajęcia w scenografii do spektakli – to było niesamowite. Warsztaty prowadził młody człowiek, któremu się chciało. Zagrzewał nas do aktywności teatralnej. Wtedy nie miałam już wątpliwości.

Po liceum trafiłaś jednak nie do szkoły teatralnej, a do Lart studiO w Krakowie.

Bardzo dobrze wspominam czas nauki w Larcie, wiele się tam nauczyłam. Kiedy po raz drugi nie dostałam się do szkoły teatralnej, wyjechałam na pół roku do Holandii. Zdecydowałam, że chcę być związana z aktorstwem, wróciłam na chwilę do Lartu i zdałam egzamin do szkoły we Wrocławiu.

Na egzaminie wstępnym miałaś być chrupaną i jedzoną fasolką. To nie było najłatwiejsze zadanie. Jak to zrobiłaś?

Niewiele pamiętam z egzaminów wstępnych. Bardzo mnie to stresowało. Musiałam zrobić coś naprawdę dziwnego.

Nauka w szkole teatralnej nie jest łatwa. Jak ją sobie wyobrażałaś?

To było mocne zderzenie z rzeczywistością. Po nauce w Larcie miałam wyidealizowane wyobrażenie o studiach w szkole teatralnej. W Lart studiO wszyscy są bardzo zdeterminowani, by osiągnąć cel. W zajęcia trzeba wkładać mnóstwo energii i intensywnej pracy. Szkoła teatralna to zupełnie inna bajka. Nie mogę narzekać – spotkałam tam wielu ważnych ludzi i sporo się nauczyłam. Są jednak rzeczy, które już dawno powinny się zmienić w kształceniu aktorów. Cieszę się, że nie dostałam się do szkoły od razu po maturze. Po dwóch latach byłam bardziej świadoma i odporna. Boję się, że wcześniej mogłabym ulec pewnym wpływom.

Którego z profesorów wspominasz najlepiej?

Pierwsza przychodzi mi na myśl Teresa Sawicka, która reżyserowała Trzema krzyżykami – dyplom, o którym pisałam pracę magisterską. To ważne spotkanie. Pani profesor to cudowny człowiek, bardzo dużo mnie nauczyła. Dobrze wspominam również profesor Krzesisławę Dubielównę. Jest niesamowita, ma w sobie mnóstwo energii.

W czasie studiów pracowałaś nie tylko z Polakami. Na drugim roku wyjechałaś do Barcelony w ramach projektu Erasmus.

To był świetny czas. Wyjechałam w odpowiednim momencie. Potrzebowałam zmiany środowiska, bo miałam wątpliwości, czy aktorstwo to zawód dla mnie. Stypendium miało być formą odpoczynku. Na miejscu okazało się, że wcale nie miałam czasu, by podróżować i zwiedzać. Siedziałam w Barcelonie, biegając z próby na próbę. Wszyscy ludzie z Erasmusa przydzielani są na zajęcia z gestu. Uczą się teatru z pogranicza cielesności, formy, teatru tańca. Oczywiście, jest tam również sporo tekstu. Hiszpanie zupełnie inaczej przygotowują do zawodu aktora. Przekazują swoją wiedzę krok po kroku. Mówią: „Robię tak, na mnie to działa, pokażę wam, jak można do tego dojść". Miałam wachlarz możliwości, który ktoś przede mną otworzył. Hiszpanie są naprawdę otwarci i pomocni. Czułam się tam otoczona opieką.

Masz kolejne plany filmowe ?

Pracy w serialu nie porzucam, wątek się rozwija, moja bohaterka rozpoczyna studia. Mam również nadzieję, że trafi się szansa na zagranie w filmie. Ważne dla mnie jest to, że Pani z morza weszła do stałego repertuaru teatru. Wszystko wskazuje również na to, że zrealizowane zostanie Kliniken – czytanie, nad którym w zeszłym sezonie pracowaliśmy z Łukaszem Twarkowskim. Od stycznia mają się zacząć próby. Kliniken nie jest łatwym tekstem. Trochę publiczności wyszło z sali podczas czytania. Jest trudny w odbiorze. Spodziewaliśmy się, że taka może być reakcja ludzi. Mieliśmy bardzo mało czasu na przygotowanie tego czytania. Łukasz miał na to ciekawy pomysł – chciał zrobić coś z pogranicza performance'u i czytania. Chodziliśmy więc z egzemplarzami w rękach, nie do końca mając pojęcie, co się dzieje na scenie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że dla ludzi może to być nieznośne. Bardzo mi się podoba ten tekst – praca nad nim była niezwykle twórcza. Kiedy się dowiedziałam, że są plany realizacji, ucieszyłam się.

Film, serial, teatr – gdzie jest najprzyjemniej?

Praca jest zupełnie inna. Choćby sposób realizacji w filmie – „rwany": najpierw kręcimy scenę z końca, później z początku lub środka. To zupełnie inny rodzaj uwagi. W teatrze jest coś niesamowitego, kuszącego – wędrówka przez etapy, budowanie postaci krok po kroku.

To najbardziej pociąga cię w aktorstwie?

Dzięki dochodzeniu powoli do celu dowiaduję się wiele o sobie i ludziach, z którymi współpracuję. Teatr uczy mnie dostrzegać więcej.

 

Rozmawiała Karolina Babij