Pierwszy egzamin do szkoły teatralnej zdawałem w Krakowie. Od razu odpadłem. Rozpocząłem przygotowania do kolejnych egzaminów w krakowskim policealnym studiu aktorskim Lart studiO. Postanowiłem zdawać jednocześnie do kilku szkół aktorskich . W Krakowie nie przeszedłem tym razem przedostatniego etapu, ale w Łodzi zostałem przyjęty.

 



 



Grzegorz Stosz , urodzony w Kętach aktor. Odtwórca ról w kilku filmach i serialach telewizyjnych. m.in. w „Klanie'', " Na dobre i na złe'' , Fali zbrodni" i „Biurze kryminalnym'', dziś najbardziej jest znany dzięki udziałowi w serialu „Plebania''.

 

Umówiliśmy się na spotkanie i rozmowę w sympatycznym lokalu na ulicy Puławskiej w Warszawie. Nie lubię się spóźniać, zawsze staram się być w umówionym miejscu z kilkuminutowym wyprzedzeniem, to dla mnie oczywista i niekwestionowana sprawa szacunku dla rozmówcy Tym razem jednak, jak na złość, utknąwszy w śródmieściu, musiałem zadzwonić i przeprosić za poślizg. Witając się bohater wywiadu przyjął moje przeprosiny ze zrozumieniem.

Panie Grzegorzu, zacznijmy od klasycznego pytania o początek Pana związku z aktorstwem. Jak to się zaczęło?

Rozpoczynając naukę w liceum nie przewidywałem, że będę aktorem. Myślałem raczej o filologii angielskiej lub informatyce. Ale jeżeli pyta Pan o początki mojej fascynacji teatrem i aktorstwem, to mogę powiedzieć, że punktem zwrotnym była epizodyczna rola w spektaklu ,,Dzień sądu", który został zrealizowany przez księdza Mirosława Wądrzyka. Byłem wtedy kilkunastolatkiem, moja rola była epizodyczna, wypowiadałem zaledwie jedną kwestię. Kiedy jednak wyszedłem na scenę budowanego jeszcze wtedy Domu Parafialnego na osiedlu w Kętach i zobaczyłem pełną widownię wpatrzoną w akcję rozgrywającą się wokół mnie, spodobało mi się. Ziarnko fascynacji teatrem i zawodem aktora zostało zasiane.Potem były występy podczas akademii szkolnych i konkursy recytatorskie, do których przygotowywała mnie moja wychowawczyni w liceum, pani Maria Kowalówka. Nie mogę nie wspomnieć o jeszcze jednej osobie z tamtego okresu, dzięki której stałem się aktorem, o pani Marii Karaim.

Wiem, że podjął Pan studia aktorskie w słynnej łódzkiej filmówce. Dlaczego tam?

Pierwszy egzamin do szkoły teatralnej zdawałem w Krakowie. Od razu odpadłem. Rozpocząłem przygotowania do kolejnych egzaminów w krakowskim policealnym studiu aktorskim Lart studiO. Postanowiłem zdawać jednocześnie do kilku szkół aktorskich . W Krakowie nie przeszedłem tym razem przedostatniego etapu , ale w Łodzi zostałem przyjęty. Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że cieszę się, że studiowałem właśnie tam. Dzięki duchowemu opiekunowi roku, jakim był Aleksander Bednarz, oraz opiekunom, Ewie Mirowskiej i Wojciechowi Malajkatowi, zostałem tym, kim jestem dzisiaj. W tym miejscu muszę wspomnieć o moim największym mistrzu i przewodniku, nieżyjącym już niestety, Janie Zdrojewskim. Początkowo my, młodzi studenci nie rozumieliśmy jego intencji. Nazywałem go „Rysą w przestrzeni", bo wydawało się, że jego wypowiedzi były oderwane od rzeczywistości. Dopiero później razem z innymi zrozumiałem, jak bardzo potrafił zainspirować i pobudzać wyobraźnię.

Po szkole aktorskiej związał się Pan na stałe z którymś z teatrów?

Występowałem gościnnie w kilku teatrach, m. in. w Radomiu i w Bydgoszczy, oraz w warszawskich teatrach "Scena Prezentacje" i "Stara Prochownia". W Radomiu w październiku ubiegłego roku odbyła się premiera spektaklu „Gombrowicz niezniszczalny" z moim udziałem, w Zielonej Górze występuję w sztuce Herberta Bergera „Obłąkany, czyli upadek III Rzeszy (historia rozgrywa się wiosną 1945 roku w austriackim zakładzie dla nerwowo chorych, w którym przetrzymywani są generałowie hitlerowscy i rodziny nazistowskiego establishmentu. Wszyscy w związku z niepowodzeniami na wojnie i powolnym upadkiem Hitlera trafili do tego ośrodka z objawami różnych chorób psychicznych. Co więcej, pacjenci pozostali bez opieki, personel uciekł przed zbliżającą się wrogą amią. W sztuce gram byłego gestapowca. To chyba pożądana przez każdego aktora rola, pozwalająca pokazać złożoność postaci i spectrum aktorskiego warsztatu).

Którą z granych ról uważa Pan za szczególną?

W 1996 roku inscenizacją .,Emigrantów" Mrożka razem z Kamilem Wódką, z którym opracowaliśmy tekst i wykonywaliśmy go, zostaliśmy zauważeni na Ogólnopolskim Otwartym Festiwalu Teatrów Amatorskich „Odeon" w Andrychowie zdobywając ex equo nagrodę główną, a ja otrzymałem dodatkowo nagrodę aktorską. Jednak spektakl, który jest najważniejszy w moim dotychczasowym dorobku, to z pewnością „Technika punktu świetlnego" Filipa Dimitria Galasa. Projekt wspólnie z kolegami zreaIizowałem w 2002 roku, rok po ukończeniu szkoły, ciągle w niej „pomieszkując". To była nasza w pełni autorska realizacja, w którą włożyliśmy wiele serca. Koncepcje i pomysły na realizację tego przedstawienia rodziły się także nad Sołą w Kętach, podczas pobytu moich kolegów z roku - Marcina Brzozowskiego i Piotra Szrajbera, współtwórców spektaklu. Czas premiery wybraliśmy szczególny: odbyła się ona 2 lutego 2002 roku o godzinie 20.02. „Technika punktu świetlnego" zdobyła Nagrodę Główną na Łódzkich Spotkaniach Teatralnych w roku 2003.

Rok 2003 był chyba udany w Pana życiorysie, zadebiutował Pan wtedy rolą młodego policjanta w filmie ,,Dotknij mnie" w reżyserii Anny Jadowskiej i Ewy Stankiewicz.

Tak, w obrazie tym, w roli głównej wystąpiła znakomita Ewa Szykulska. Dla młodych absolwentów, jakimi wtedy byli aktorzy oraz cała ekipa, praca z tak uznaną aktorką była niezwykłym przeżyciem. Byliśmy wdzięczni za to, że przyjęła zaproszenie do udziału w tym nisko budżetowym przedsięwzięciu. Film spotkał się z ciepłym przyjęciem, otrzymał Nagrodę Główną jako najlepszy film w Konkursie Polskiego Kina Niezależnego na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2003 roku. W tym samym roku zdobył jeszcze jedną nagrodę w kategorii kina niezależnego - Złotą Kaczkę. To prestiżowa, najstarsza polska nagroda przyznawana przez czytelników miesięcznika "Film". „Dotknij mnie" zwyciężył także w konkursie Wrocławskiego Festiwalu Filmowego Slamdance i reprezentował Polskę na festiwalu kina niezależnego Slamdance w Stanach Zjednoczonych.

Uważa Pan, że historia opowiedziana w tym filmie. kiedy młody policjant wezwany do interwencji podczas domowej awantury zakochuje się niemal od pierwszego wejrzenia w bardzo dojrzałej kobiecie. mogłaby zdarzyć się naprawdę?

(Chwila zastanowienia) Nigdy do końca nie da się przewidzieć naszych uczuć i emocji.

Jak młodzi aktorzy są przyjmowani przez starszych, często uznanych i utytułowanych kolegów?

W łódzkiej szkole na każdym kroku trzeba okazywać uznanie i szacunek ludziom ze starszych roczników. Nie tylko podczas zajęć odbywających się na terenie szkoły, ale i poza nią, także podczas wieczornych spotkań towarzyskich. Nazywa się to "fuksówką" i można przyrównać do popularnej "fali" w wojsku . Oczywiście "fuksówka" nie jest tak kontrowersyjna , ale staje się dobrą szkołą, pomagającą w dalszym życiu. W teatrze sytuacja jest zróżnicowana. Koledzy z roku opowiadają mi, że czasami spotykają się z aktorami starszego pokolenia, którzy dają im odczuć swoją wyższość. Zależności te w filmie i w telewizji też występują, ale są mniejsze i innego rodzaju.

W dzieciństwie był Pan ministrantem w Kętach, teraz oglądamy Pana w „Plebanii''.

Niezwykły, można zaryzykować użycie tego słowa. przypadek. (Śmiech) Byłem nie tylko ministrantem w obu kęckich kościołach parafialnych już od czasów pierwszej komunii, z czasem zostałem także lektorem, ale nie miało to znaczenia przy otrzymaniu roli w telewizyjnym serialu. Otrzymałem tę rolę w wyniku przesłuchania. Początkowo miałem zagrać zupełnie inną postać. .Jakiś czas po castingu otrzymałem telefon od producenta, że otrzymałem rolę Kacpra Włodarskiego. Na początku był to człowiek o złej przeszłości i reputacji. Z czasem otrzymał szansę rehabilitacji i korzysta z niej.

Zna Pan przyszłe losy odtwarzanego w ,"Plebanii" bohatera?

Mogę jedynie powiedzieć, że losy wielu serialowych bohaterów zależą od widzów. To widzowie często decydują o rozwoju kolejnych wątków i o dalszych przeżyciach. Im większa aprobata publiczności, tym dłużej postaci zostają w serialu. Czarny charakter jest potrzebny dla rozwoju fabuły. Jeżeli uzyskuje on sympatię widzów dostaje jak ja, szansę na "poprawę" i kontynuację roli.

Od początku naszej rozmowy mam wrażenie. że kojarzę Pana z jakiejś reklamy.

Wziąłem udział w nagraniu reklam dla około dziesięciu firm, ale najbardziej byłem kojarzony z „Manuelem". Trzy części spotu reklamowego promowały łatwo rozsmarowujące się masło.Przez dłuższy czas nie otrzymywałem żadnych propozycji z telewizji, bo utożsamiano mnie z postacią Manuela. Nie wiedziałem, że rola w reklamie może tak utrudniać rozwój kariery.

Było to chyba dość bolesne doświadczenie?

Nie poddałem się. Przeczekałem niekorzystną passę, nie wystąpiłem w kolejnych odcinkach tej reklamy. Teraz gram w teatrze telewizji myślę o reżyserii, piszę scenariusze i staram się rozwijać.

Rozmawiając o Pana związkach z Kętami w przeszłości, nie mogę nie zapytać o te związki dzisiaj, kiedy jest Pan zawodowo związany z Warszawą. Często przyjeżdża Pan do Kęt?

Właśnie dowiedziałem się, że zamiast jechać do Kęt muszę być we Wrocławiu. Rozpocząłem pracę w serialu "Pierwsza miłość" i udział w nim trochę zmienił moje plany. Ale do rodzinnych Kęt przyjeżdżam tak często, jak tylko mogę.

 

Mirosław Janusz Nowik

"Kęczanin" Pismo Ziemi Kęckiej Nr 4

kwiecień 2007

 

 


Grzegorz na scenie Lartu!