Poszedłem do prywatnej szkoły aktorskiej Lart studiO w Krakowie, potem spędziłem rok na Wydziale Lalkarskim Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. - Ale wróciłem do Krakowa, wtedy krakowska szkoła była najciekawsza. W 2005 roku skończyłem Wydział Aktorski PWST w Krakowie i po wakacjach trafiłem do Wrocławia. - Wiedziałem, że tu wrócę. To zdrowe miasto.

 



 



Każdą swoją rolę traktuje bardzo poważnie.

 

Przed nim sobotnia premiera "Mitologii" w reżyserii Pawła Świątka, gdzie przedstawi poglądy na modę Josepha Campbella, amerykańskiego mitoznawcy.

Urodził się w Rudzie Śląskiej, wychował w Gliwicach, aktorstwa uczył w Krakowie. Ale ciągnęło go do Wrocławia. Adam Szczyszczaj od ponad 6 lat jest aktorem Teatru Polskiego. W sobotę zobaczymy go na Scenie na Świebodzkim w najnowszej premierze teatru - "MitoIogiach" Tomasza Jękota, opartych na słynnej książce "Mitologie" Rolanda Barthesa, francuskiego pisarza i myśliciela.

- To będzie spektakl dla widzów-intelektualistów, którzy chcą uczestniczyć w fantastycznej przygodzie. Znajdą w nim multum znaczeń - uśmiecha się młody aktor. Swojej pracy w "Mitologiach" nie traktuje jak kreacji aktorskiej. - Każdy z nas przedstawia pewną teorię, jestem "z rozdania" Josepha Campbella. Przedstawię poglądy Campbella narzucone na świat mody - opowiada. Niedawno wystąpił w roli Neoptolemosa w przedstawieniu Barbary Wysockiej "Filoktet" według Sofoklesa. W czasie przerwanej przez reżyserkę premiery (zepsuło się nagłośnienie i trzeba było zacząć całość od początku) nie miał łatwego zadania -jego Neoptolemos, syn Achillesa, który ma ściągnąć Filokteta pod mury Troi, maluje na scenicznych deskach imiona wojowników. Niestety, ślady na deskach zostają i ponowne malowanie nie jest proste. To nie było pierwsze spotkanie aktora z Barbarą Wysocką. W 2010 roku w Teatrze Polskim wystąpił u tej wymagającej reżyserki, która jest także aktorką, w kilku rolach w "Szosie Wołokołamskiej" Heinricha Miillera.

Zaczął od "Woyzecka"

W Polskim przygodę zaczął od idioty w "Woyzecku". Spektakl Georga Büchnera reżyserowała Grażyna Kania. A pierwsze kroki na scenie stawiał w krakowskim Teatrze Bagatela, gdzie 13 lat temu zagrał Mordercę w "Makbecie" w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza. Właściwie wszystkie postacie grane przez niego są warte zapamiętania, wśród nich Lars w "Terrordrom Breslau" w reżyserii Wiktora Rubina. We wznowionym po latach "Kuszeniu cichej Weroniki", reżyserowanym przez Krystiana Lupę, wystąpił jako Johannes, a ważną scenę podkreślił nagością. Był świetnym Wilkiem w spektaklu "Hans, Dora i Wilk" Michała Borczucha, gdzie także pokazał fizyczną nagość, by sportretować odarcie z intymności swojej postaci. Był ciekawym, przegranym Zygmuntem we "Wszystkim Zygmuntom między oczy!!!" - spektaklu wystawionym na podstawie powieści "Czwarte niebo" przez Marka Fiedora w Teatrze Polskim. Nie gardzi też komedią, w teatrze bywa Kelnerem w "Oknie na parlament" Raya Cooneya.

Wrocław był mu pisany

Jego rodzina nie jest artystyczna, choć mama uczyła się w szkole baletowej. - I ma artystyczne zapędy - uśmiecha się Adam Szczyszczaj. Nad dzisiejszym aktorem zawisła realna groźba, że zostanie lekarzem. - Mama chciała, żebym nim został - śmieje się. I edukację w licealnej klasie biologiczno-chemicznej wspomina jako koszmar. - Cztery lata męczarni. Zdałem maturę, wyparłem z głowy ten czas i wreszcie odżyłem - podsumowuje krótko.

- Poszedłem do prywatnej szkoły aktorskiej Lart studiO w Krakowie, potem spędziłem rok na Wydziale Lalkarskim Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. - Ale wróciłem do Krakowa, wtedy krakowska szkoła była najciekawsza . W 2005 roku skończyłem Wydział Aktorski PWST w Krakowie i po wakacjach trafiłem do Wrocławia. - Wiedziałem, że tu wrócę. To zdrowe miasto.

Ciągle brakuje mi czasu

- Mam tyle pracy, że ciągle brakuje mi czasu na pogłębianie zainteresowań- wzdycha. Zawód aktora wymusza dbanie o fizyczną aktywność, więc Adam Szczyszczaj codziennie biega. Ulubionym miejscem do biegania są Niskie Łąki -nic dziwnego, bo mieszka w ich pobliżu. I dużo ćwiczy, ale nie spotkacie go na siłowni, bo niespecjalnie lubi te miejsca. - Ćwiczę w domu, a między sztangami i kolejnymi pompkami szukam ciekawostek w internecie-uśmiecha się. Próby i spektakle w teatrze zwykle kończą się późnym wieczorem. Czy nie obawia się późnych powrotów do osławionego "Trójkąta Bermudzkiego"?

- Nie, to piękne, bardzo europejskie miejsce. Wcale nie jest niebezpiecznie, okolica wygląda jak zagranica, w pobliżu mieszkają i Francuzi, i Niemcy - opowiada. Spacerów po spektaklach i próbach nie uniknie, bo mieszka z psem bokserem.

- Artur ma artystyczną duszę, jest najmądrzejszy na świecie - uśmiecha się aktor. - Imię dostał po poecie Arturze Rimbaud, a jako pies artystyczny prowadzi zupełnie inny tryb życia niż inne psy. Czeka na mnie i wieczorny spacer. Wychodzenie z z nim nie jest przykrym obowiązkiem, tylko przewietrzeniem głowy -opowiada.- A wiosna to czas, kiedy będę mógł także czytać podczas spacerów z Arturem - dodaje.

- Lubię jeździć do Berlina - mówi i dodaje, że wrocławskie zakątki klimatem i starą architekturą przypominają mu Berlin. - Ale nie muszę daleko jeździć, wystarczy zmienić miasto, jesienią zobaczyć morze i dostrzec, że poza światem, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, istnieje także inny.

 

Małgorzata Matuszewska

Polska Gazeta Wrocławska nr 33

08-02-2013

 

 


Adam na scenie Lartu!